Lekcji ma nie być, wynagrodzenia też. Prezydent Łodzi: nauczyciele dostaną każdą straconą złotówkę

TVN24

Zdanowska: nauczyciele dostaną każdą straconą złotówkę TVN24 Łódź
wideo 2/4

Protestującym nauczycielom nie należy się wynagrodzenie. - To, co stracą z powodu strajku, oddamy im w ramach dodatków motywacyjnych - mówi prezydent Łodzi Hanna Zdanowska. Jej pomysł, który krytykuje opozycja, budzi wątpliwości specjalistów.

Prezydent Łodzi w pełni popiera postulaty nauczycieli, którzy w przyszłym tygodniu mogą rozpocząć strajk.

- Walczą o godne warunki pracy, godne życie, a łódzki samorząd od początku ich wspiera i będzie wspierać - mówi Zdanowska.

Wsparcie ma być bardzo wymierne - bo samorządowcy chcą zadbać o to, żeby protestujący nie odczuli strajku na własnej kieszeni.

- Prawo nie pozwala wypłacać pensji za strajk, ale zaoszczędzone w ten sposób pieniądze pozostaną w systemie edukacji i "wrócą" do nauczycieli w formie dodatków. Prawo pozwala nam decydować o wysokości i zasadach przyznawania nauczycielom dodatków i skorzystamy z niego - zaznacza Zdanowska.

Takie wsparcie ma dotyczyć nie tylko nauczycieli, ale też pracowników niepedagogicznych szkół i przedszkoli, którzy dołączą do protestu.

Na podobne rozwiązania, jak wskazują łódzcy samorządowcy - zdecydowali się też rządzący innymi polskimi miastami, m.in. z Wrocławia i Warszawy.

Zapowiadany przez ZNP strajk ma się rozpocząć 8 kwietnia. W Łodzi w referendum strajkowym "tak" powiedziało sto procent szkół podstawowych, ponadgimnazjalnych oraz 31 na 37 gimnazjów oraz 124 na 140 przedszkoli.

Krytyka

W Łodzi rządzą samorządowcy, którzy do wyborów szli pod szyldem komitetu wyborczego Hanny Zdanowskiej. To przede wszystkim politycy PO oraz SLD.

Opozycyjne Prawo i Sprawiedliwość krytykuje pomysł wsparcia nauczycieli w sposób przedstawiony przez Hannę Zdanowską.

- To wykorzystywanie pieniędzy miasta, żeby wesprzeć walkę z rządem. Nie po to Łódź wybrała samorząd, żeby podsycać konflikty - komentuje Sebastian Bulak, radny PiS.

Dodaje, że działanie władz miasta jest "hipokryzją" i "polityczną prowokacją".

- Wiceprezydent Tomasz Trela, człowiek odpowiedzialny za edukację w mieście, jeszcze niedawno postulował zmniejszenie dodatku motywacyjnego. Teraz ubiera się w strój obrońcy nauczycieli. Paradne - komentuje Bulak.

Kwestia sporna?

Paweł Stępień z Katedry Systemów Politycznych Uniwersytetu Łódzkiego uważa pomysł łódzkich władz za "ryzykowany".

- Samorządy nie mogą, a przynajmniej nie powinny wydawać pieniędzy publicznych w sposób uznaniowy. Jeżeli prawo nie pozwala na wypłatę świadczeń dla protestujących, to należy to uszanować. Tymczasem można odnieść wrażenie, że samorządowcy otwarcie to prawo omijają - komentuje Stępień.

Podkreśla też, że dodatki motywacyjne powinny pełnić określoną funkcję - czyli motywować do dalszej, efektywnej pracy nauczycieli, którzy mogą pochwalić się konkretnymi osiągnięciami.

- W tym przypadku środki mają nie tyle motywować, co kompensować wpływ innych przepisów. Osobiście mam bardzo mieszane uczucia - mówi rozmówca tvn24.pl.

Zdaniem Pawła Stępnia, magistrat naraża się na krytyczną ocenę ze strony Regionalnej Izby Obrachunkowej, która nadzoruje sposób wydatkowania pieniędzy publicznych.

Czekamy na komentarz RIO w tej sprawie.

Autor: bż / Źródło: TVN24 Łódź