Psy zamieniły trening biegacza w walkę o życie. Ich właścicielce grozi do trzech lat więzienia

TVN24

Biegacz walczył o życieTVN24 Łódź
wideo 2/2

Do trzech lat więzienia grozi 49-latce, której psy ciężko pogryzły biegacza w Lesie Łagiewnickim w Łodzi Prokuratura ustaliła, że kilka dni wcześniej zwierzęta też uciekły właścicielce i zaatakowały innego psa.

Pan Robert w zeszłą niedzielę wyszedł pobiegać w Lesie Łagiewnickim. Tam zaatakowały go trzy psy. Mężczyzna - wciąż kąsany - przez kilkadziesiąt minut usiłował pokonać 400 metrów, które dzieliły go od hotelu, z którego w końcu ktoś wybiegł i go uratował.

Niedługo po tym, jak na TVN24 i tvn24.pl nagłośniliśmy sprawę, do straży miejskiej zgłosiła się 49-latka, która podejrzewała, że to jej psy zaatakowały biegacza.

- Kobieta usłyszała dwa zarzuty, za które grozi jej do trzech lat pozbawienia wolności. Zarzucono jej narażenie życia i zdrowia pokrzywdzonego na bezpośrednie niebezpieczeństwo i nieumyślnego spowodowania u niego obrażeń ciała, które naruszyły czynności narządów na czas powyżej 7 dni - informuje Krzysztof Kopania z łódzkiej prokuratury.

Uciekały już wcześniej

Prokuratura ustaliła, że dokładnie tydzień przed atakiem na biegacza, trzy psy uciekły z podwórka przy ul. Wycieczkowej.

- Wtedy zaatakowały psa, z którym na trening wyruszył inny biegacz. Ostatecznie skończyło się to wykroczeniem, a właścicielka była zobowiązana do lepszego zabezpieczenia swoich zwierząt - informuje Kopania.

Z zeznań podejrzanej wynika, że po tym incydencie kobieta zakryła dziurę w swoim ogrodzeniu za pomocą dykty. Jak się potem okazało, na niewiele się to zdało.

"Nie były agresywne"

Z 49-letnią łodzianką rozmawiał nasz reporter Piotr Borowski. Dotarł do niej niedługo po tym, jak sama zgłosiła się do straży miejskiej.

Kobieta zapewniała podczas rozmowy przed kamerą TVN24, że dwa z trzech psów to jeszcze szczeniaki - mają osiem miesięcy.

- Mam pięcioletnie dziecko. Nie mogłabym pozwolić na to, żeby w moim otoczeniu były agresywne zwierzęta - zapewniała.

Ponieważ 49-latka sama zgłosiła się do służb, prokuratorzy nie zarządzili względem niej środków zapobiegawczych.

"Szarpały mnie, każdy w swoją stronę"
TVN24 Łódź

Autor: bż//ec / Źródło: TVN24 Łódź