Wyrok zapadł czwartek przed łódzkim sądem.
Sąd skazał Tomasza L. na trzy lata bezwzględnego więzienia za zabicie suczki Tosi. Jej właścicielka spędzi w więzieniu osiem miesięcy za brak reakcji i nieudzielenie pomocy czworonogowi.
- Pies jeszcze po uderzeniu o ścianę żył, więc ta śmierć nie była natychmiastowa. Oskarżony przyznał się do tego czynu, a jako osoba poczytalna i pełnoletnia, nie ma żadnych okoliczności, które by skutkowały uznaniu, że nie zrozumiał tego, co zostało mu przedstawione - mówił w uzasadnieniu sędzia Adam Kulesza, cytowany przez Radio Łódź.
- To jest wzruszenie ze względu na to, że wreszcie usłyszałam to, co chciałam i jestem bardzo usatysfakcjonowana i moi wolontariusze również, bo za takie czyny powinna być kara taka, jaką dzisiaj usłyszeliśmy - podkreślała w rozmowie z reporterką rozgłośni Jolanta Graczyk ze Schroniska w Głownie.
Rozstrzygnięcie nie jest prawomocne.
Bił, kopał, uderzał o ścianę i meble
23-latek po tym, jak został podejrzany o brutalne pobicie psa, trafił do aresztu. Od tamtej pory śledztwo w tej sprawie prowadziła Prokuratura Rejonowa Łódź-Bałuty. Powołano między innymi biegłego. Śledczy ustalili, że od lipca 2024 roku do października 2024 roku mężczyzna regularnie bił psa rasy mieszanej o imieniu Tosia.
- 23-latek uderzał zwierzę z otwartej dłoni oraz pięścią po głowie i innych częściach ciała, kopał po całym ciele oraz ciągnął za smycz, a ostatecznie pozbawił je życia, rzucając nim co najmniej dwa razy o ścianę i raz uderzając psem o mebel - informował rzecznik łódzkiej prokuratury okręgowej prokurator Paweł Jasiak.
- Biegły lekarz weterynarii na podstawie zewnętrzno-wewnętrznych oględzin zwłok wskazał, że powodem śmierci psa - suki było wykrwawienie się z powodu licznych pęknięć wątroby, a wszelkie zmiany sekcyjne nosiły znamiona ciężkiego pobicia, a wręcz ciężkiego znęcania się nad zwierzęciem - dodał.
Mężczyźnie groziło pięć lat więzienia.
"Długotrwałe bycie ofiarą przemocy"
Prokuratura w postępowaniu dopuściła dowód z opinii biegłego zoopsychologa, który po zapoznaniu się z całością zebranego materiału dowodowego stwierdził, że pies Tosia był narażony na długotrwały ból i cierpienie.
- Z zeznań między innymi sąsiadów wynikało, że zwierzę uciekało przed oskarżonym, piszczało, kiedy ten go dotykał, jak również nie było w stanie utrzymać moczu. W ocenie wskazanego biegłego pies wykazywał silne reakcje lękowe na obecność mężczyzny, co wskazywało długotrwałe bycie ofiarą przemocy. Zoopsycholog zaznaczył, że zwierzę czuło się zaszczute, jak również doświadczało skrajnego stresu emocjonalnego - w tym z uwagi na fakt, że jego właścicielka nie zapobiegła niewłaściwym zachowaniom wobec niego - przekazywał prokurator Jasiak.
W ramach postępowania oskarżona była również 21-letnia partnerka mężczyzny, która mieszkała z nim i była właścicielką zwierzęcia. W ocenie prokuratora świadomie dopuszczała do zadawania psu bólu i cierpienia przez partnera, nie reagowała na to.
Po śmierci zwierzęcia ostrzegła oskarżonego, żeby nie wracał do mieszkania, w którym byli funkcjonariusze policji.
Źródło: Radio Łódź, tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock