Pomogła im po raz ostatni - tuż przed swoją śmiercią. "Czegoś takiego jeszcze nie widzieliśmy"

Łódź

Pani Krystyna przed śmiercią zadbała o przyszłość Kici, Mikiego, Żabki, Laluni, Balbinki, Matyldy i Ciuciusia.Bartosz Żurawicz | TVN24 Łódź
wideo 2/3

Pani Krystyna z Łodzi wiedziała, że umiera. Bardzo bała się o przyszłość Kici, Mikiego, Żabki, Laluni, Balbinki, Matyldy i Ciuciusia. To imiona siedmiu kotów, które były dla niej jak rodzina. Dlatego, jak mogła, przygotowała je na moment, gdy trafią do schroniska.

Miała 62 lata, ostatnio często czuła się słabsza. W sierpniu pani Krystyna z Łodzi dowiedziała się, że nie przeżyje do końca roku.

- To była bezdzietna, samotna osoba. Bardzo kochała swoje koty, które traktowała jak najbliższą rodzinę - opowiada w rozmowie z tvn24.pl Teresa. Przyjaciółka, którą schorowana łodzianka poprosiła o pomoc.

Krystyna nie była zamożna, pracowała w firmie sprzątającej. Na siedem kotów - najmłodszy ma sześć lat, najstarsza kotka 16 - nie szczędziła pieniędzy. Zwierzęta regularnie były poddawane szczegółowym badaniom. Od lat pieczołowicie odkładała wyniki badań do teczek.

- Poprosiła mnie, żebym pomogła przygotować formalności na dzień, kiedy jej już nie będzie - mówi Teresa.

Siedem teczek i list

Schorowana łodzianka nie wyobrażała sobie oddania ukochanych kotów przed śmiercią.

- Mówiła, że serce by jej pękło - mówi nam jej przyjaciółka.

To pani Teresa napisała list, który był skierowany do pracowników łódzkiego schroniska, do którego na początku listopada trafiło siedem kotów. Stan Krystyny był już zbyt poważny.

- To niezwykły list. Można przeczytać, jak wabią się koty, czy reagują na imiona, co lubią jeść, jakie przyjmują leki - wylicza Anna Mrozek, lekarz weterynarii z łódzkiego schroniska.

Oprócz tego do schroniska trafiło siedem teczek w różnych kolorach (po jednym na każde ze zwierząt), w którym zgromadzona jest dokumentacja medyczna kotów z ostatnich lat.

- Mamy wgląd w wyniki badań sprzed dziewięciu lat. Czegoś takiego jeszcze w schronisku nie widzieliśmy - przyznaje Anna Mrozek.

Wygrać z czasem

Osierocone przez swoją panią koty bardzo źle znoszą pobyt w schronisku.

- Całe dnie spędzają przytulone do siebie, pod łóżkiem - przyznaje Anna Mrozek.

Zwierzęta bardzo mało jedzą i niewiele piją.

- Nie rozumieją tej sytuacji. Dla nich to szok. Niestety, koty po zmarłych właścicielach rzadko przeżywają dłużej niż kilka tygodni. Dlatego liczymy, że uda się dla nich znaleźć domy. Choćby było to siedem różnych domów - podkreśla Anna Mrozek.

Zainteresowani adopcją kotów mogą kontaktować się ze schroniskiem. Koty nie muszą przechodzić obowiązkowej kwarantanny i mogą od razu trafić do nowego domu.

Autor: Bartosz Żurawicz/gp / Źródło: TVN24 Łódź

Źródło zdjęcia głównego: TVN 24 Łódź | Bartosz Żurawicz