Łódź

Nocną kontrolą w "lewe" taksówki. "No trudno... Trzeba będzie wyjechać do Anglii"

Łódź

Wielka kontrola taksówek w Łodzi
TVN24 ŁódźTo już kolejna nocna akcja, wymierzona w nielegalnych taksówkarzy

Nieznakowany radiowóz przejeżdża wzdłuż postoju. Kierowcy nawet nie wiedzą, że policjant właśnie sprawdza, czy ich taksówki mają licencje. Z kolei inspektorzy transportu drogowego typują podejrzanych i zamawiają u nich kurs. Zdarzają się pijani za kółkiem. Towarzyszyliśmy ich akcji z kamerą. Niektórym z ukaranych puszczały nerwy.

- W tym kraju to lepiej zwinąć biznes. Wyjeżdżam do Anglii - zaciąga się papierosem Sebastian, 28-letni taksówkarz z Łodzi. Rozmawiamy z nim przy radiowozie inspekcji transportu drogowego, gdzie kilka chwil wcześniej dostał karę administracyjną. Zapłacić musi 2 tys. złotych.

Za co? Sebastian zmienił samochód. Twierdzi, że zapomniał uaktualnić dane w swojej licencji taksówkarskiej. Zaoszczędził w ten sposób kilkadziesiąt złotych. Teraz stracił dużo więcej. Nasz rozmówca to ofiara nocnej akcji ITD i policji, wymierzonej w taksówkarzy, którzy łamią przepisy.

Bez przeglądu, po alkoholu

Marzanna Boratyńska z łódzkiej drogówki opowiada, że nieprawidłowości stwierdzone u 28-latka to jeszcze nic.

- To piąta akcja tego typu na terenie miasta. Wcześniej zatrzymywaliśmy m.in. kierowców, którzy nigdy nie mieli licencji, albo wozili pasażerów pojazdami, które od lat nie przeszły przeglądu - opowiada mł. asp. Boratyńska.

Zdarzają się też pijani. Funkcjonariusze zapewniają, że z każdą kolejną akcją takich skrajnych przypadków jest coraz mniej.

"Wyłącz kamerę, bo ci ją rozwalę"

Kary nakładane na kierowców są dotkliwe. Za brak licencji można zapłacić nawet 8 tys. złotych. Brak ważnych badań lekarskich może kosztować tysiąc złotych. Nic dziwnego więc, że zatrzymanym na gorącym uczynku puszczają nerwy.

- Wyłącz tę kamerę, bo zaraz ci ją rozwalę! - wykrzykiwał do nas jeden z łódzkich przewoźników, który - jak się okazało - po mieście jeździł bez żadnej licencji.

- Tu wszystko jest jakieś pomylone! - narzekał inny.

Żaden z ukaranych nie zgadza się na pokazywanie twarzy. Jak słyszymy od funkcjonariuszy policji, wielu z nich tuż po kontroli wraca do wożenia pasażerów. Próbują zarobić na chociaż część kary. W momencie "wpadki" zostają sami - korporacje nie biorą odpowiedzialności za problemy zrzeszonych u nich kierowców.

Kontrola "z przyczajki"

Kontrole odbywają się najczęściej w weekendy, bo wtedy ruch w interesie jest największy. Tylko na ul. Piotrkowskiej w Łodzi w piątkowy wieczór bawi się kilka tysięcy ludzi. Wielu z nich wraca do domów taksówkami. Przejeżdżając w pobliżu głównej łódzkiej ulicy, mijamy sznur samochodów z kogutem "taxi" na dachu. Na postojach dziesiątki kierowców czekają na kurs.

Nie wiedzą, że są kontrolowani. Wystarczy, że przejedzie koło nich nieoznakowany radiowóz. Z tyłu siedzi funkcjonariusz, który na kolanach trzyma laptopa. W ciągu kilku sekund sprawdza, czy mijany samochód ma licencję.

- Porównujemy numery rejestracyjne z marką samochodu. Jeżeli wszystko się zgadza, szukamy dalej. To pierwsze sito, dzięki któremu wyszukujemy ignorujących przepisy - tłumaczy st. asp. Tomasz Wojnarski z łódzkiej policji.

W ten sposób jednej nocy można sprawdzić nawet kilkaset pojazdów.

Samochód inspektorów też nie zatrzymuje się bez potrzeby w pobliżu taksówkarskich postojów. Chodzi o to, żeby nie "spalić" całej akcji.

- Inspektorzy, gdy zobaczą podejrzaną taksówkę, zamawiają u takiego kierowcy kurs. Upewniają się, że dany kierowca zarabia na przewożeniu ludzi. Potem rozpoczyna się kontrola - tłumaczy Marzanna Boratyńska z łódzkiej drogówki.

"Cwaniactwo nie popłaca"

- Podczas rekordowych nocy łapiemy nawet ponad dwudziestu kierowców, którzy ignorują przepisy - podsumowuje mł. asp. Boratyńska.

Oficjalnie po Łodzi jeździ ponad 3 tys. taksówek. Liczba przyznawanych licencji się stale zwiększa. Tylko w zeszłym roku wydano ich ponad 315.

- Liczba wydawanych zezwoleń zwiększyła się po rozpoczęciu wzmożonych kontroli. Coraz więcej osób wie, że cwaniactwo nie popłaca. To sprawia, że nasza praca ma sens - podkreśla policjantka.

Ci taksówkarze, którzy nie mają sobie nic do zarzucenia, kibicują służbom. Jak tłumaczą, "lewe" taksówki to po prostu nieuczciwa konkurencja.

- Ponosimy konkretne wydatki, dlatego nie chcemy, żeby wśród nas byli cwaniacy. Tylko tyle i aż tyle - kwituje Michał, 49-letni taksówkarz, którego spotkaliśmy na postoju w centrum miasta.

Jeśli chcielibyście nas zainteresować tematem związanym z Waszym regionem - czekamy na Wasze sygnały/materiały. Piszcie na Kontakt24@tvn.pl.

Autor: bż/lulu / Źródło: TVN24 Łódź

Źródło zdjęcia głównego: tvn24

Pozostałe wiadomości