Kary, decyzje i procedury, a śmieci ciągle przybywa. Urzędnicy: nie mamy sobie nic do zarzucenia

TVN24 | Łódź

Autor:
Źródło:
TVN24 Łódź
Urzędnicy: nie możemy sobie niczego zarzucić, takie są proceduryTVN24 Łódź
wideo 2/3
TVN24 ŁódźUrzędnicy: nie możemy sobie niczego zarzucić, takie są procedury

W Bogumiłowie pod Bełchatowem (woj. łódzkie) od 2008 roku gromadzone są śmieci. Początkowo były one przetwarzane, ale potem tego zaniechano - skutek tego jest taki, że góra odpadów z każdym dniem rośnie.

Problem sprowadzania z zagranicy śmieci i gromadzenia ich w Polsce, a potem nielegalnego spalania w czasie pożaru nagłośnili reporterzy "Superwizjera TVN”. Dziennikarze opisywali między innymi wysypisko w miejscowości Bogumiłów pod Bełchatowem.

Firma, która tutaj funkcjonuje, otrzymała w 2008 roku zgodę środowiskową na prowadzenie działalności polegającej na innowacyjnym wykorzystaniu odpadów. Po kilku latach linia do przetwarzania została wstrzymana, a działka w Bogumiłowie stała się pęczniejącym magazynem odpadów.

W 2017 i 2018 roku odbywały się tu kontrole Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, który dopatrzył się wielu nieprawidłowości:

- Wymierzyliśmy trzy kary pieniężne: za przetwarzanie odpadów w niewłaściwy sposób i niezgodnie z zezwoleniem. Kolejne dwie kary były za magazynowanie odpadów niezgodnie z warunkami zezwolenia. Łącznie było to prawie dziesięć milionów złotych kary - informuje Piotr Nowakowski, wojewódzki inspektor ochrony środowiska w Łodzi.

W 2018 roku na wysypisku wybuchł pożar. Wtedy to mieszkańcy głośno zaczęli domagać się od samorządowców, żeby wysypisko zlikwidować. Ponieważ odpady gromadzone w Bogumiłowie mogą stanowić zagrożenie dla środowiska, nadzór nad firmą sprawuje marszałek województwa łódzkiego. I to właśnie do niego miejscowy urząd gminy wysłał wniosek o cofnięcie zgody na prowadzenie działalności. Wniosek do teraz pozostaje bez odpowiedzi. Dlaczego? 

"Mafia śmieciowa i płonące wysypiska" TVN24

Nie da się

- Wydaliśmy już kilka decyzji nakazujących uprzątnięcie terenu. Niestety, kilkukrotnie zmieniał się właściciel firmy. To z kolei wymuszało na nas ponowne wydanie decyzji - mówi przed kamerą TVN24 Magdalena Kontowicz z departamentu rolnictwa i ochrony środowiska w urzędzie marszałkowskim.

Tłumaczy, że ostatnia taka decyzja została wydana w tym roku.

- Firma podjęła pewne czynności, udrożniła drogi przeciwpożarowe i posegregowała odpady. Z pewnością nie może być mowy o opieszałości ze strony marszałka - mówi Kontowicz. 

- Nie macie państwo sobie nic do zarzucenia? - dopytywał Przemysław Kaleta, reporter TVN24.

- Nie. Proszę nie zadawać pytań niemerytorycznych - odpowiedziała w imieniu urzędniczki rzecznik prasowa urzędu i zakończyła rozmowę. 

Śmieciowy biznes

Reporterzy "Superwizjera TVN" ujawnili, w jaki sposób odpady z zagranicy trafiają do Polski. Dziennikarze rozmawiali m.in. z człowiekiem, który przed laty trafił za kraty za działalność przestępczą.

Po wyjściu z więzienia zdecydował się na ujawnienie mechanizmów rządzących branżą odpadową. To dzięki przeprowadzonej przez niego na potrzeby dziennikarskiego śledztwa infiltracji branży odpadowej na jaw wyszła korupcja i powiązania przedsiębiorców z lokalnymi politykami. Co więcej, nagrane ukrytą kamerą rozmowy pokazały, że włoskie śmieci trafiają do Polski.

- Nie pytajcie o narkotyki, zabójstwa. Skupcie się na odpadach, śmieci to złoto - mówił były przestępca. 

/Zobacz cały reportarz „Superwizjera TVN”/

Autor:

Źródło: TVN24 Łódź

Źródło zdjęcia głównego: "Superwizjer TVN"