Wyrok w sprawie mieszkańca Aleksandrowa Łódzkiego, który znęcał się ze szczególnym okrucieństwem nad schorowanym psem Nynkiem zapadł w środę przed Sądem Rejonowym w Zgierzu. Mężczyzna nie stawił się w sądzie. Został skazany na 10 miesięcy ograniczenia wolności w formie 20 godzin prac społecznych miesięcznie za znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem, a także 6 lat zakazu posiadania zwierząt i musi zapłacić 7 tysięcy złotych nawiązki na rzecz organizacji SOS Animal z Aleksandrowa Łódzkiego. Wyrok jest nieprawomocny.
Pies Nynek - bo tak się wabił czworonóg, zmagał się z nieleczoną chorobą pasożytniczą, miał problemy ze wzrokiem, był pozbawiony stałego dostępu do wody i jedzenia, dodatkowo kilkanaście razy spadł ze schodów po tym, jak jego właściciel ściągał go po nich na siłę w obroży. Mimo pomocy specjalistów życia psa nie udało się uratować.
"Wyrok, który brzmi jak ponura kpina"
Na rozprawie była obecna przedstawicielka SOS Animal i zarazem pełnomocniczka burmistrza Aleksandrowa Łódzkiego do spraw zwierząt, która uważa, że kara wymierzona mężczyźnie jest rażąco niska. - Mówię to jako człowiek, który musiał spojrzeć w oczy Nynkowi. Widziałam psa, który przeszedł przez piekło, jakiego większość z nas nie potrafi sobie wyobrazić. Stałam na sali sądowej jako oskarżyciel posiłkowy, wierząc, że prawo - to pisane przez duże "P" - stanie po stronie bezbronnej ofiary. Ale usłyszałam wyrok, który brzmi jak ponura kpina: 20 godzin prac społecznych miesięcznie za znęcanie ze szczególnym okrucieństwem. To zaledwie pięć godzin tygodniowo. Tyle "kosztuje" w naszym systemie wyrachowany sadyzm, wielokrotne zrzucanie żywej istoty ze schodów i patrzenie na jej ból. Na tyle zostało wycenione znęcanie ze szczególnym okrucieństwem - powiedziała Katarzyna Rezler. Zapowiedziała, że stowarzyszenie SOS złoży apelację od wyroku.
Autorka/Autor: Piotr Krysztofiak
Źródło: tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: SOS Animal