Oblał bezdomnego benzyną i podpalił. "Nie wiedziałem, że tam był człowiek". Sąd nie uwierzył

TVN24

Wyrok nie jest prawomocnyTVN24 Łódź
wideo 2/2

Na 25 lat więzienia skazał w środę Sąd Okręgowy w Łodzi 36-letniego Piotra K. oskarżonego o zabójstwo bezdomnego ze szczególnym okrucieństwem. W czerwcu 2017 roku mężczyzna oblał swoją ofiarę benzyną, a następnie podpalił. Wyrok w tej sprawie jest nieprawomocny.

Uzasadniając wyrok sąd zwrócił uwagę, że oskarżony w części potwierdził przebieg zdarzenia. Przyznał się do podpalenia papierowych ręczników i rzucenia ich na ofiarę. Zaprzeczył jednak, że wcześniej oblał ją benzyną. Sędzia Joanna Krakowiak przywołała opinię biegłego z zakresu pożarnictwa, zdaniem którego poszkodowany został oblany płynem bezpośrednio przed podpaleniem. Dlatego - jak mówiła - nie ma wątpliwości, co do działania oskarżonego.

Według sądu Piotr K. chciał dokonać podpalenia swojej ofiary i wiedział, że może ją zabić. Miał zdolność do ocenienia konsekwencji swojego działania. Sąd uznał, że kwalifikacja czynu, jaką zastosowała prokuratura jest adekwatna do zdarzenia.

Zdaniem sędzi Krakowiak, adekwatna do winy jest też wysokość kary - 25 lat więzienia. Wymierzając ją sąd m.in. wziął pod uwagę częściowe przyznanie się oskarżonego do czynu, a także fakt, że o taki wymiar kary wnioskowała prokuratura.

Koszmar w centrum miasta

Do zdarzenia doszło pod koniec czerwca 2017 r. w Łodzi, u zbiegu ulic Tuwima i Przędzalnianej, w pobliżu znajdującej się tam budowy. Jak ustalono, krytycznego dnia 36-latek pokłócił się ze swoją partnerką i wyszedł z mieszkania. Poszedł na plac budowy, gdzie wiele razy wchodził do znajdującego się tam kontenera.

Idąc zauważył leżącego na chodniku mężczyznę. Oskarżony zabrał znaleziony w kontenerze kanister z benzyną i polał nią pokrzywdzonego, a następnie podpalił i uciekł. Mieszkający opodal mężczyzna, widząc przez okno słup ognia, wybiegł i próbował ugasić płonącego. Jego działania okazały się bezskuteczne. Podpalony mężczyzna zmarł.

Podczas sekcji zwłok ustalono, że zgon nastąpił na skutek rozległych oparzeń obejmujących około 85 proc. powierzchni ciała.

"Płomienie sięgały metra"

Zapisy zabezpieczonego monitoringu, częściowo zeznania przesłuchanych osób, a także ustalenia policji doprowadziły do zatrzymania 36-latka. Prokurator przedstawił mu zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Mężczyzna nie przyznał się do zarzucanego mu czynu. Powiedział, że dwukrotnie wszedł na plac budowy i zamierzał spać w kontenerze, ale z tego zrezygnował.

Płomienie zobaczył mieszkający w pobliżu policjant. Wyskoczył na ulicę i zobaczył, że pali się człowiek.

- Zaczął go gasić za pomocą koca. Niestety, na pomoc było już za późno - mówi Kopania. Łukasz Górczyński ze straży pożarnej w Łodzi informuje, że niedługo potem na miejscu byli już strażacy.

- Kiedy przyjechali, zwłoki były już ugaszone. Funkcjonariusze byli poruszeni stopniem zwęglenia zwłok i relacjami świadków, którzy opowiadali, że płomień sięgał jednego metra - opowiada strażak.

Skazany zaprzeczył, aby rozlał paliwo i umyślnie podpalił człowieka. Według niego, podpalił jedynie ręczniki papierowe, które znalazł w kontenerze, a następnie rzucił je na leżące na chodniku szmaty.

W toku postępowania 36-latek poddany został obserwacji sądowo–psychiatrycznej. Zgodnie z opinią biegłych w chwili popełnienia zarzucanego mu czynu, był poczytalny.

Autor: bż/gp / Źródło: TVN24 Łódź/PAP