Z miłości oddała mu mieszkania, działkę i biżuterię. Oszust skazany, ale "to dopiero połowa walki"

TVN24

Słowak został prawomocnie skazanyTVN24 Łódź
wideo 2/4

Zakochała się bez pamięci. Żeby udowodnić szczerość swoich uczuć, przepisała na ukochanego dwa mieszkania i działkę pod miastem. Kiedy dowiedziała się, że padła ofiarą oszusta, poszła do prokuratury. W tej sprawie właśnie zapadł prawomocny wyrok. Oszust za nieco ponad rok będzie na wolności. Do odzyskania majątku jeszcze bardzo długa droga.

Sąd Apelacyjny w Łodzi utrzymał w czwartek wyrok pierwszej instancji, skazujący 37-letniego Słowaka na cztery lata więzienia. Mężczyzna jest za kratami od grudnia 2016 roku, więc za 15 miesięcy wyjdzie na wolność.

- Oskarżony jest oszustem matrymonialnym. Ale niezależnie od wszystkiego jest oszustem w rozumieniu artykułu 286, paragraf 1 kodeksu karnego - podkreślał w uzasadnieniu wyroku sędzia Paweł Misiak.

/O tej sprawie obszernie pisaliśmy w Magazynie TVN24/

Skazany za oszustwo mężczyzna, który nie pojawił się na odczytaniu wyroku, ma też zapłacić poszkodowanej 463 tysiące złotych.

- Oskarżony od pierwszego spotkania kierował się zamysłem dokonania oszustwa. Rzekome sprawdzenie prawdziwości uczuć, deklaracje miłości z jego strony i obietnice zawarcia ślubu od początku były kłamstwem. Dlatego sąd pierwszej instancji miał pełne prawo przypisania oskarżonemu przestępstwa oszustwa - mówił sędzia.

Podkreślał, że Josef K. nie tylko "na zimno" wykorzystał emocje 43-letniej dziś Polki, ale po zabraniu jej wszystkiego szukał kolejnej ofiary.

- Kiedy kończył znajomość z Magdaleną, równolegle nawiązał kontakt z inną kobietą. Spotkał się z nią i namawiał, aby wzięła kredyt. Na szczęście ona odmówiła - powiedział sędzia Misiak.

Sędzia podkreślał, że wyrok dla Słowaka jest "bardzo łagodny". Zaznaczył jednak, że sąd apelacyjny nie mógł zwiększyć kary dla Słowaka, bo od zeszłorocznego wyroku odwołali się tylko obrońcy oskarżonego.

- Nie wpłynęła apelacja ani od prokuratury, ani od pełnomocniczki pokrzywdzonej - wyjaśniał sędzia. Wyrok jest prawomocny i przysługuje od niego tylko kasacja do Sądu Najwyższego.

"Połowa walki"

Na odczytaniu wyroku pojawiła się poszkodowana.

- Jestem zadowolona z tego, że dla sądu moja krzywda jest czytelna. Żałuję, że wyrok nie jest surowszy - mówi.

Łodzianka tłumaczy, że jej walka o odzyskanie części straconego majątku dopiero się rozpoczyna.

- Proces cywilny, w ramach którego mam odzyskać działkę, której Słowak nie zdążył sprzedać został zawieszony do końca procesu karnego - informuje.

Martwi się, czy kiedykolwiek uda się jej ściągnąć ze skazanego Josefa K. kwotę, która została zasądzona w sprawie karnej (czyli 463 tysiące złotych).

- Okazało się, że w Polsce, poza moją działką, nie ma żadnego majątku. Mam nadzieję, że nie zostanę z niczym. Tak naprawdę za mną dopiero połowa walki - tłumaczy.

Oszust, nie ukochany

Słowaka, który właśnie został skazany, Magdalena spotkała w marcu 2016 roku. Wtedy była przekonana, że znalazła prawdziwą miłość.

Poszkodowana zgodziła się z nami porozmawiać
TVN24 Łódź

Młodszego o sześć lat mężczyznę poznała na portalu randkowym. Od razu ją zauroczył. Opowiadał o swoich włoskich korzeniach. Mówił, że chce z 41-letnią Polką spędzić resztę życia. Zdobył też zaufanie jej syna. Spędzał z nim dużo czasu, kupował prezenty. W pamięci swojego telefonu zapisał go jako "syn".

Po dwóch miesiącach związku para była już zaręczona. Miesiąc wcześniej kobieta przeniosła na Słowaka własność położonej pod Łodzią nieruchomości i zlokalizowanego w Łodzi mieszkania o łącznej wartości około 540 tys. zł. W lipcu kobieta przepisała mężczyźnie kolejne mieszkanie, które warte było 220 tys. zł. Magdalena przekazała ukochanemu też 35 tys. złotych w gotówce i biżuterię wartą 20 tys. zł.

Zaciągnęła też kredyt (na 55 tys. złotych) i pieniądze przekazała Słowakowi.

Jesienią 2016 roku kobieta zorientowała się, że padła ofiarą oszustwa. Dowiedziała się, że partner sprzedał "jej" mieszkania innej osobie.

Magdalena opowiada, że do teraz wstydzi się tego, jak bardzo dała się omotać "ukochanemu".

- Proces o oszustwo trwał bardzo długo. Miałam wiele momentów zwątpienia - przyznaje.

Jej uwagę zwraca fakt, że Josef K. nawet na moment nie okazał skruchy.

- Zrujnował moje życie. Ale w nim nie widać żadnej refleksji. Na rozprawach siedział uśmiechnięty. Nie mogę uwierzyć, że ktoś może być aż tak wyrachowany - mówi.

Autor: bż/gp / Źródło: TVN24 Łódź