Ruszył pod prąd, taranował inne auta. Kierowca ciężarówki aresztowany, bo już wiedzą, co brał

TVN24

Kierowca został aresztowanytvn24
wideo 2/2

Najbliższe trzy miesiące w celi spędzi 34-latek, który w czerwcu wjechał na dwupasmówkę pod prąd i zderzył się z kilkunastoma samochodami. Na jego aresztowanie wcześniej nie zgodził się sąd, ale teraz zmienił zdanie. Bo wiadomo, że kierowca miał w organizmie wysokie stężenie amfetaminy.

Michał O. wyjechał ciężarówką ze stacji benzynowej tak, że ruszył pod prąd drogą krajową numer jeden. Spowodował serię kolizji, zmuszał innych uczestników ruchu do gwałtownego wymijania ciężarówki. Kierowca uszkodził 11 samochodów osobowych i 2 ciężarowe, a jedna osoba trafiła do szpitala na badania. Wszystko to działo się 14 czerwca w Częstochowie, na ulicy Bardowskiego.

Mężczyzna został zatrzymany przez policję. Chociaż badanie na trzeźwość nie wykazało w jego organizmie alkoholu, to 34-latek zachowywał się na tyle irracjonalnie, że policjanci byli przekonani, że coś brał. Nie mylili się - wynik badania na obecność środków odurzających był pozytywny.

Ale dopiero teraz, po zakończeniu badań toksykologicznych wiadomo, że kierowca był pod wpływem amfetaminy.

Jej stężenie - jak informuje częstochowska policja w opublikowanym w środę komunikacie - było "bardzo wysokie". Funkcjonariusze dodają, że mężczyzna został tymczasowo aresztowany.

Zatrzymany po raz drugi

Tuż po zdarzeniu prokuratura w Częstochowie przedstawiła Michałowi O. zarzut sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym, która zagrażała życiu i zdrowiu wielu osób.

- Polegało to na tym, że podejrzany, kierując samochodem ciężarowym wjechał na trasę DK1 na pasy ruchu przeznaczone do jazdy w przeciwnym kierunku i doprowadził w ten sposób do szeregu kolizji drogowych - mówił wtedy Tomasz Ozimek, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Częstochowie. -

Przesłuchany przez prokuratora Michał O. oświadczył, że nie pamięta okoliczności tego zdarzenia - dodał Ozimek.

Wideo z jazdy ciężarówki pod prąd na DK1
Szymon Binek

Prokurator wtedy po raz pierwszy wystąpił do sądu o zastosowanie wobec podejrzanego tymczasowego aresztowania, motywując wniosek faktem, że podejrzanemu będzie groziła surowa kara pozbawienia wolności - do ośmiu lat oraz obawą matactwa.

Sąd na tamtym etapie jednak nie uwzględnił wniosku i zastosował wobec podejrzanego środki wolnościowe: dozór policji, poręczenie majątkowe w wysokości ośmiu tysięcy złotych i zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych.

Zarzut nie obejmował jeszcze wówczas prowadzenia pojazdu pod wpływem środków odurzających.

Po tym, jak znane były wyniki badań toksykologicznych, policjanci zatrzymali go po raz kolejny.

"Mam drugie życie"

Osoby uczestniczące w zdarzeniu relacjonowały zdarzenie przed kamerami TVN24. - Jechałem lewym pasem i tak naprawdę to auto - nie wiem, skąd - wzięło się nagle przed moim autem - mówił jeden z kierowców. - Mam drugie życie, ja, żona i znajomi. To, że z państwem rozmawiam, to drugie życie - powiedział.

- Facet taranował (...) wszystkie auta, jakie spotkał na drodze. (Była - red.) ogólna panika. Dopiero zatrzymał się na takim, który nie zdążył uciec - mówiła inna uczestniczka karambolu.

- Troszeczkę się chyba można zdziwić, jeżeli się widzi tira jadącego pod prąd. Myślałem, że może nie zauważył, może pijany, ale jak wysiadłem z auta to widziałem, że on po kolei taranował wszystkich - relacjonował kolejny z kierowców.

- Polecieliśmy, wyciągnęliśmy kierowcę z samochodu. (…) Pilnowaliśmy kierowcy do momentu przyjazdu policji - dodał inny.

Autor: bż / Źródło: TVN24 Łódź/PAP