"Zeznał, że wypił z kolegami dwa litry wódki i po cztery piwa". Córkę ranił, a jej przyjaciółkę zabił

TVN24

Aktualizacja:
Pijany kierowca potrącił córkę, a jej przyjaciółkę zabił. Grozi mu do 12 lat więzieniaTVN24 Łódź
wideo 2/3

Dziesięcioletnia Kinga do Będzelina pod Koluszkami (woj. łódzkie) przyjechała na wakacje. Zabił ją 44-letni, kompletnie pijany kierowca. Potrącił też własną córkę. Prokuratura skończyła właśnie śledztwo w tej sprawie.

Kinga do Będzelina przyjeżdżała co lato. Tutaj jej dziadek ma dom rodzinny. Przed śmiercią jeździła na rolkach, razem z młodszą o rok przyjaciółką.

- Zachowywały się bardzo rozważnie. Słyszałam, jak wzajemnie ostrzegały się, jak jechał jakiś samochód. Były czujne, nie urządzały niebezpiecznych zabaw - mówi pani Anna, mieszkanka wsi.

Dziewczynki odpoczywały na poboczu drogi. Wtedy pojawił się samochód, za kierownicą którego siedział 44-letni Andrzej Ch.

- Podczas przesłuchania zeznał, że po pracy wypił z kolegami dwa litry wódki i po cztery piwa - opowiada Krzysztof Kopania z łódzkiej prokuratury.

Był koło domu, kiedy próbował wyminąć samochód stojący na poboczu. Stracił panowanie, zjechał z drogi.

I wpadł w siedzące po drugiej stronie jezdni dziewczynki: Kingę i swoją córkę.

Pierwsza zginęła, druga z rozległymi obrażeniami trafiła do szpitala.

Śledztwo w tej sprawie się skończyło. 44-letni kierowca został oskarżony o spowodowanie wypadku śmiertelnego ze skutkiem śmiertelnym w stanie nietrzeźwości.

- Akt oskarżenia został już wysłany do sądu - mówi Kopania.

Ucieczka na czworaka

Dziesięciolatkę po wypadku próbował ratować Sławomir Klimek, sołtys w Będzelinie.

- Upadła w nienaturalnej pozycji, nie dawała oznak życia. Miała poważne obrażenia głowy. Zacząłem reanimację - opowiada.

Pamięta, że na miejscu szybko pojawili się inni mieszkańcy. Krzyczeli o "nieszczęściu".

Andrzej Ch. wyszedł wtedy z pojazdu.

- Przewrócił się, szedł przez chwilę na czworaka. Chyba nie wiedział, co się stało - opowiada pani Anna, która po wypadku wybiegła na drogę.

Kingi nie udało się uratować. Jej dziewięcioletnia koleżanka została przetransportowana do Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi.

44-latek został zatrzymany przez policję. Okazało się, że miał w organizmie 2,8 promila alkoholu. Policja informuje, że sprawca niedzielnej tragedii nie posiadał prawa jazdy.

- Tajemnicą poliszynela jest, że nie miał uprawnień. Ale tu jest wieś. Dlatego nikt go nie zatrzymał i nie wezwał policji - opowiadają miejscowi.

Autor: bż/gp / Źródło: TVN24 Łódź