Adaś Miauczyński "śpiewa przekleństwami"

TVN24

Aktualizacja:
TVN24Opera na podstawie filmu Marka Koterskiego

Niemal 10 lat od premiery kinowej filmu Marka Koterskiego historia Adasia Miauczyńśkiego trafi do opery. Na deskach Teatru Wielkiego w Poznaniu trwają ostatnie próby, premiera pod koniec stycznia.

Opera w trzech aktach "Dzień świra" - na podstawie utworu Marka Koterskiego - powstała na specjalne zamówienie Teatru Wielkiego w Poznaniu. Jej twórcą jest Hadrian Filip Tabęcki, reżyseruje - Igor Gorzkowski.

W rolę głównego bohatera opery "Dzień Świra" - Adasia Miauczyńskiego - wcieli się aż siedmiu mężczyzn i to nie tylko zawodowi śpiewacy, ale również amatorzy wybrani przez realizatorów podczas castingu.

Ich zadaniem będzie pokazanie, że Adaś Miauczyński to człowiek, któremu największą trudność sprawiają najprostsze czynności. Niemożność odcięcia się od natręctwa życia codziennego doprowadza go do napadów szału i agresji. Marzy jednak o wielkiej miłości, mimo że ucieka od wszystkiego, co oznacza stały związek.

Myślę, że to okazja, żeby przełamać pewien stereotyp na temat tego, czym jest opera i że przychodzimy do niej po to, żeby się zdrzemnąć. Obiecuję, że w tym przypadku nie będzie możliwości, by się zdrzemnąć Dyrygent Radosław Labakhua

Przekleństwa na scenie

Twórca opery Hadrian Filip Tabęcki nie zrezygnował z przekleństw, których masowo używał w filmie Marka Koterskiego Adaś Miauczyński. - To jest jego porażka, za każdym razem kiedy przeklina ponosi sromotną klęskę, jako filolog, jako ojciec - mówi Tabęcki.

Sylwester Targosz Szalonek, jeden z odtwórców roli Adasia Miauczyńskiego, przyznaje, że to pierwsza jego rola, w której "śpiewa przekleństwami". - Trzeba tu epatować tzw. łaciną kuchenną na scenie. Cóż, taka jest rola i trzeba ją odegrać, jak najlepiej się da, nawet z tym ja pier**le- mówi Szalonek.

Dyrygent Radosław Labakhua podkreśla z kolei, że przedstawienie jest skierowane zarówno do melomanów operowych, którzy chcą posłuchać pięknego śpiewu, jak i również do tych widzów, którzy do opery podchodzą trochę, jak do jeża. - Myślę, że to okazja, żeby przełamać pewien stereotyp na temat tego, czym jest opera i że przychodzimy do niej po to, żeby się zdrzemnąć - mówi Labakhua. I dodaje: - Obiecuję, że w tym przypadku nie będzie możliwości, by się zdrzemnąć.

Przedstawienie zapoczątkuje cykl premier w ramach roku mężczyzn, który będzie obowiązywał w Teatrze Wielkim przez cały 2012 rok.

Źródło: tvn24