Kultura i styl

Kontrowersje wokół "Yolocaust". "Chcę zmusić do przemyśleń"

Kultura i styl

Szokujący projekt w sieci
tvn24Projekt "Yolocaust" wzbudza wiele kontrowersji (materiał programu "Polska i Świat")

"Yolocaust" - słowo łączące akronim YOLO ("You Only Live Once" - żyjesz tylko raz) i pojęcie Holokaustu - to tytuł internetowego projektu artystycznego 28-letniego Izraelczyka mieszkającego od lat w Berlinie, Shahaka Shapiry. Projekt wywołał sporo kontrowersji w całej Europie.

Dzień po tym, jak niemiecki populista z partii Alternatywa dla Niemiec (AfD) Bjoern Hoecke zakwestionował zasadność istnienia berlińskiego Pomnika Pomordowanych Żydów Europy (Pomnika Holokaustu), nazywając go "pomnikiem hańby", w Internecie opublikowany został cyfrowy projekt artystyczny "Yolocaust". Autorem przedsięwzięcia jest izraelski artysta i satyryk Shahak Shapira, który od 15 lat mieszka w Berlinie.

28-letni Shapira pokazuje różne zdjęcia - selfie obcych sobie ludzi, które znalazł na portalach społecznościowych (Facebook, Instagram, Tinder i Grinder), a zrobione na terenie Pomnika Pomordowanych Żydów Europy, zestawiając je z drastycznymi fotografiami przedstawiającymi zagładę Żydów w czasach niemieckiego nazizmu. Fotograficzne przedstawienia ludobójstwa, które wykorzystał Shapira, pochodzą z historycznych archiwów internetowych.

Pomnik Holokaustu na zdjęciach profilowych

Wykorzystane do projektu selfie prezentują różnych ludzi w różnych sytuacjach. Są to na przykład: mężczyzna siedzący pośród bloków pomnika i żonglujący różowymi piłeczkami, dwójka młodych ludzi uchwycona w podskoku (zdjęcie na Instagramie podpisane: "Skacząc na nieżyjących Żydach"), młoda kobieta w sportowym stroju ćwicząca jogę czy grupa turystów z Azji pozujących na "German Gangster" ("niemieckich gangsterów"). - Nie chcę mówić, co ludzie mogą robić, a czego nie. Każdy musi sam zdecydować. Chcę zmusić ich do przemyśleń. Zdjęcia pokazują, jak szybko wspomnienia mogą popaść w zapomnienie. Wiele osób widzi niestety pomnik bardziej jako fotograficzny obiekt lifestyle'owy, mniej - jako miejsce kultury pamięci - wyjaśniał swoje motywy Shapira w rozmowie z portalem jetzt.de.

Takich ludzi trzeba po prostu drastycznie poruszyć. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby ludzie robili sobie normalne selfie. Elementem szokującym na tych zdjęciach są pozy, które fotografujący się przybierają. Są niestosowne. Mój projekt nie ma być oskarżeniem. Ludzie nie wiedzą dokładnie, po co te szare bloki stoją - jest to sztuka abstrakcyjna. Najczęstsza pojawiająca się teoria mówi, że mają one symbolizować grobowce. Ćwiczyłabyś jogę na cmentarzu? Shahak Shapira dla jetzt.de

Podkreślał, że projekt jest efektem długich przemyśleń. - Od lat obserwuję fenomen polegający na tym, że ludzie wykorzystują Pomnik Holokaustu jako tło do swoich zdjęć profilowych na portalach społecznościowych, a także na portalach randkowych. Uważam, że jest to OK, jeśli ludzie robią w tym miejscu zdjęcia. Ale niektóre są po prostu skrajne: na przykład zdjęcie z podpisem "Skacząc na nieżyjących Żydach" - wyjaśniał. Cała sprawa dotyczy Pomnika Pomordowanych Żydów Europy, który otworzono 12 maja 2005 roku w centrum Berlina - w pobliżu Bramy Brandenburskiej i budynku Bundestagu. Naziemna jego część to 2711 betonowych bloków różnej wielkości, które rozstawione są w 95-centymetrowych odstępach na powierzchni 19 tys. m kw. Część podziemna to muzeum, archiwum, kawiarnia i sklep. Pytany, czy nie uważa, że jego kolaże są drastyczne, Shapira odpowiedział pytaniem: "A czy nie jest drastyczniejszym żonglowanie piłeczkami przy pomniku?". - Takich ludzi trzeba po prostu drastycznie poruszyć. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby ludzie robili sobie normalne selfie. Elementem szokującym na tych zdjęciach są pozy, które fotografujący się przybierają. Są niestosowne. Mój projekt nie ma być oskarżeniem. Ludzie nie wiedzą dokładnie, po co te szare bloki stoją - jest to sztuka abstrakcyjna. Najczęstsza pojawiająca się teoria mówi, że mają one symbolizować grobowce. Ćwiczyłabyś jogę na cmentarzu? - pytał Shapira.

Fragment Pomnika Pomordowanych Żydów Europy w Berlinie | Shutterstock

Projekt wywołał burzę w na portalach społecznościowych. Są tacy, którzy uznali "Yolocaust" za "mocny", "fascynujący", doceniając jego cel. Pojawił się również komentarz, że "jest to kontrowersyjna, ale efektowna lekcja właściwego zachowania się".

Inni wątpią w to, czy pomysł izraelskiego artysty jest najlepszym sposobem walki z brakiem szacunku w miejscach pamięci. Niektórzy z komentujących na Twitterze i Facebooku z hasztagiem #Yolocaust, uważają, że dalej idącą oznaką braku szacunku "jest kradzież zdjęć turystów i wystawianie ich na publiczny osąd, chociaż te osoby nie zawsze mogą sobie zdawać sprawę z tego, czemu poświęcone jest to miejsce".

"Można dopatrzeć się dwóch nadużyć"

Dr Mateusz Skrzeczkowski, kulturoznawca z Katedry Estetyki i Kultury Artystycznej Uniwersytetu SWPS w Warszawie, w rozmowie z tvn24.pl stwierdził, że sprawa "jest mocno złożona". - Przede wszystkim mamy do czynienia z pomnikiem, który jest elementem pamięci historycznej, a wokół którego ostatnio pojawiła się dyskusja - zaznaczył przywołując wypowiedź Bjoerna Hoeckego o "pomniku hańby".

- Ponadto wydaje mi się dziwnym fakt, że projekt "Yolocaust" pojawił się w tak trudnym momencie niemieckiej debaty o zasadności istnienia tego pomnika. Tutaj warto zastanowić się, czy te zdjęcia wykonywane przez ludzi na jego terenie to próba uporania się z traumą historyczną, czy wynik banalizacji miejsca i pamięci historycznej - mówi nam dr Skrzeczkowski. I dodaje: - Jeśli chodzi o sam projekt, to można dopatrzeć się dwóch nadużyć. Pierwsze dotyczy wykorzystania miejsca pamięci o zagładzie jako tła do zdjęć, będących wspomnieniem z wakacji. Nie ma to nic wspólnego z uszanowaniem pamięci i miejsca. Drugie to sprawa wykorzystywania i dalszego eksploatowania wizerunku ofiar Holocaustu, uwiecznionych na materiałach historycznych.

Trzeba się zastanowić nad tym, w jaki sposób możemy wykorzystać wizerunki ofiar. Są dwie odrębne perspektywy: jeśli patrzymy na ten materiał wizualny jako na dokument historyczny, który potwierdza drastyczne zdarzenia, albo gdy patrzymy na ilustracje przemocy, czerpiąc estetyczną satysfakcję. Mniej więcej taką, jaka towarzyszy nam przy oglądaniu horrorów czy filmów akcji. Jeśli oglądaniu wizerunku ofiar towarzyszy nam ta druga perspektywa, jest to wówczas niesprawiedliwość wobec zgładzonych. Dr Mateusz Skrzeczkowski (Uniwersytet SWPS)

Pytany o ocenę projektu Shapiry, Skrzeczkowski odmówił zajęcia jednoznacznego stanowiska. - Zamysł jest słuszny. Powstaje pytanie, czy zastosowano odpowiednią strategię artystyczną - mówi doktor. Przywołał jednocześnie przykłady akcji i kampanii społecznych, w których zestawiano zdjęcia ofiar nazistowskiego ludobójstwa z warunkami uboju zwierząt, próbując wskazać na problem nieetycznego wymiaru masowych hodowli zwierząt przeznaczonych do uboju.

- Trzeba się zastanowić nad tym, w jaki sposób możemy wykorzystać wizerunki ofiar. Są dwie odrębne perspektywy: jeśli patrzymy na ten materiał wizualny jako na dokument historyczny, który potwierdza drastyczne zdarzenia, albo gdy patrzymy na ilustracje przemocy, czerpiąc estetyczną satysfakcję. Mniej więcej taką, jaka towarzyszy nam przy oglądaniu horrorów czy filmów akcji. Jeśli oglądaniu wizerunku ofiar towarzyszy nam ta druga perspektywa, jest to wówczas niesprawiedliwość wobec zgładzonych - wyjaśnił Skrzeczkowski. Badacz w rozmowie kilkukrotnie podkreślił, że przy ocenie tego typu projektów artystycznych powinna towarzyszyć nam świadomość, że zdjęcia archiwalne ukazują ludzi, którzy zginęli w nieludzkich warunkach, w następstwie strasznych wydarzeń. - Ocena tego, czy mamy prawo użyć w kampanii społecznej, czy projekcie artystycznym przedstawienia zmarłych, powinna być zbieżna z odpowiedzią na pytanie, czy chcielibyśmy, żeby ktoś użył obrazów naszej śmierci czy naszych bliskich w takim celu - podkreślił.

Czy projekt przyniesie jakieś skutki społeczne? - Pewnie tak. Znajdą się osoby, które po jego zobaczeniu przemyślą swoje podejście do miejsc pamięci. Tylko i w tym miejscu trzeba zadać sobie pytanie, czy mamy prawo ponosić taki koszt społeczny, jakim w tym przypadku jest ewentualne nadużycie wizerunku ofiar - stwierdził naukowiec.

"Pozdrowienia z Auschwitz"

"Yolocaust" to nie pierwszy projekt artystyczny, który ma na celu zwrócić uwagę na banalizację miejsc pamięci w świadomości społecznej. W 2015 roku Paweł Szypulski - kurator i artysta wizualny - opublikował esej w postaci książki fotograficznej "Pozdrowienia z Auschwitz". Publikacja zawierała wybór pocztówek z prywatnej kolekcji autora, które były wysyłane z Muzeum Byłego Niemieckiego Nazistowskiego Obozu Koncentracyjnego i Zagłady Auschwitz-Birkenau.

Na jednej z nich mężczyzna przesyła "Pozdrowienia z Oświęcimia" i w post scriptum dodaje: "Wszystko jest w porządku, brak tylko Ciebie i słońca". Na odwrocie pocztówki panorama KL Auschwitz, komin krematorium i brama do obozu. Na innej kartce "Transport gorących pozdrowień z Oświęcimia z szumem letniego wiatru zasyła siostra Cześka". Na awersie pocztówki zdjęcie przedstawiające Blok 11, tzw. Blok śmierci. Najstarsza z kartek przedstawiających obóz Auschwitz-Birkenau, które znalazły się w zbiorach Pawła Szypulskiego, wysłana została już w 1946 roku, rok po wyzwoleniu. Pocztówki z widokami obozu dostępne są w sprzedaży do dziś.

Paweł Szypulski "Pozdrowienia z Auschwitz" | Fot. Kamil Krajewski/Fundacja Sztuk Wizualnych

Książka ukazała się nakładem Fundacji Sztuk Wizualnych i szwajcarskiego wydawnictwa Edition Patrick Frey. Była nominowana do finału Paris Photo-Aperture Foundation PhotoBook Awards – najbardziej prestiżowego konkursu książek fotograficznych na świecie.

Chociaż obaj artyści zadawali podobne pytania, użyte środki i strategie artystyczne były zupełnie różne. Szypulskiemu udało się pokazać, że miejsca zagłady, czy też miejsca pamięci o zagładzie, funkcjonują w świadomości społecznej w zupełnie inny sposób niż w dyskursie akademickim, literackim, historycznym i artystycznym.

Rzecznik Muzeum Auschwitz: czas pokaże, czy projekt trafi do młodych

Rzecznik Muzeum Auschwitz pytany o ocenę projektu "Yolocaust" zaznacza, że trzeba poczekać. "To, w jakim stopniu wywołają one reakcję i czy rzeczywiście trafiać będą do młodych ludzi, pokaże czas. Warto jednak próbować, choć innymi narzędziami i innym językiem posługiwać się będą artyści, a innym edukatorzy i historycy" - napisał w mailu przesłanym do tvn24.pl Bartosz Bartyzel, rzecznik Muzeum. Zdaniem rzecznika "selfie z Auschwitz" można podzielić na dwie grupy. "Z jednej strony można znaleźć 'selfie', którym towarzyszy bardzo emocjonalny przekaz, pokazujący, że autor takiego zdjęcia wiedział, gdzie się znajduje i taka fotografia miała służyć upamiętnianiu wizyty. Czy nam się to podoba, czy nie - 'selfie' są jednym z wielu gatunków fotografii" - relacjonował w mailu rzecznik.

"Zdarzają się jednak przypadki, kiedy jasno widać, że autorzy takich zdjęć robią to dla zabawy, bez świadomości miejsca, w którym się znajdują, a czasami całkowicie świadomie wykorzystują Miejsce Pamięci jako swoistą scenę dla żartu czy wygłupu. Takie zdjęcia zdecydowanie naruszają szacunek dla ofiar obozu" - napisał rzecznik. "Należy patrzeć jednocześnie na samo zdjęcie, ale też na motywację jego autora" - dodał.

Autor: Tomasz-Marcin Wrona / ib / Źródło: DW.com, jetzt.de, Fundacja Sztuk Wizualnych, tvn24.pl

Źródło zdjęcia głównego: http://yolocaust.de

Pozostałe wiadomości