|

"W tej chwili instynkt mi mówi: przestań. I przestanę"

Jeszcze niedawno nie był zwolennikiem "pożegnalnych tras". Ta jednak właśnie została zapowiedziana. Rozmowę z Lechem Janerką musimy zacząć od pytania najtrudniejszego.Artykuł dostępny w subskrypcji

Adam Michejda: Czy naprawdę zobaczymy ostatni raz Lecha Janerkę na scenie?

Lech Janerka: No tak, trochę powinienem się wytłumaczyć z tego. Plan był taki, że kiedy dobrniemy do momentu, gdy będziemy mieli dosyć koncertów, po prostu bezszumnie przestaniemy grać. I tak miało się stać, bo postanowiliśmy w tym roku już nie grać. Ale na początku roku odzyskałem trochę energii. Ponieważ od wielu, wielu lat - pewnie z 30 albo 40 - nie miałem managementu, a koncerty grałem na takiej zasadzie, że ludzie do mnie dzwonili, w amoku jakimś i przypływie tej energii wpadłem na taki pomysł, że zadzwonię i dopytam, czy ktoś by mi nie zrobił koncertu. W trzy dni załatwiłem 16. I jedyne, co mi do głowy przychodziło, to to, że są to ostatnie koncerty Lecha Janerki. Wybierałem miejsca, które darzę jakimś sentymentem, które były dla mnie ważne przez te 43 lata grania.

Co to za miejsca? Już 3 maja Lecha Janerkę będzie można zobaczyć w Ruinach Teatru Victoria w Gliwicach. Będzie też np. gościem Męskiego Grania 2026 - zobaczymy go 8 sierpnia w Krakowie. Co ciekawe, Bożena Janerka była jedną z pierwszych pań, które występowały na tej "męskiej" imprezie. Najważniejszym miejscem jest z pewnością jego rodzinny Wrocław. Miasto, w którym się urodził i mieszka do dziś. Wystąpi tu 2 października, w Narodowym Forum Muzyki. W październiku będzie też gościem Festiwalu Soundedit w Łodzi - 25 października wystąpi obok Dezertera, czy Hugh Cornwella z The Strangles. Niecały miesiąc później - 18 listopada - zobaczymy go w klubie Stodoła w Warszawie. Ale nie będzie to ostatni występ - ten bowiem Janerka planuje w Gdańsku - w Stoczni, tu jednak szczegóły poznamy później.

Wybrzmi ten ostatni dźwięk ostatniego bisu. I co dalej?

Skończą się koncerty. Za mną jest trochę sprzętu, wszystko to sprzedam. Zostawię sobie instrumenty tylko. Mówię o sprzęcie, którego używam na koncertach. Mam rozgrzebane kilka piosenek, więc nie wykluczam, że jeszcze jakiś materiał nagram. Pokazałem szefowi Mystic (Mystic Production) chyba trzy rzeczy, podobały mu się. Powiedział, żebym mu to dał, że będziemy to wydawać. Jest taki pomysł, żeby wydać niektóre piosenki, które nagrałem na swoje płyty, a które nie bardzo mi się podobają. Nie podoba mi się ich realizacja, jakoś to drażni mnie, kiedy ich słucham. I tak sobie pomyślałem, że można by zrobić wersje, które mnie nie drażnią i uzupełnić je rzeczami zupełnie nowymi. I być może taką płytę nagram.

Zasłużony Kulturze Gloria Artis, Order Odrodzenia Polski, Złoty Fryderyk. Z takim bagażem można już iść na emeryturę?

Gloria Artis - nie dostałem tego odznaczenia. Wyczytałem o tym w internecie. Sprawdziłem na liście odznaczonych i rzeczywiście jestem. Zerknąłem, jak to wygląda w ogóle, ponieważ dostałem brązowy. Brzydactwo straszne. Chciałem napisać do ministra kultury, żeby mi przyznał srebrny, bo jest przepiękny. Złoty jest też nie bardzo. Ale srebrny jest genialny. Być może, jeżeli wieść się rozniesie, to... gorąco zachęcam. W każdym razie skasujcie ten brązowy. Wygląda beznadziejnie.

A co z emeryturą?

Wszystko to, co robiłem, wynikało z sygnałów mojego instynktu. W tej chwili instynkt mi mówi: przestań. I przestanę. Nigdy nie przywiązywałem wagi do emerytury. Nawet nie wiedziałem, że mi przysługuje. W zeszłym roku poszliśmy, a mam 73 lata, więc jako 72-latek poszedłem zapytać, niemrawo dosyć i bez żadnej wiary, czy mi przysługuje. Okazało się, że tak. Jest to niewielka emerytura, ale są świadczenia lekarskie, co przydało mi się w zeszłym roku, bo wylądowałem po napięciach koncertowych w szpitalu. I nie musiałem za to płacić. No więc hura. A w tej chwili będę się przyglądał sprawom i pewnie wrócę do brzdąkania takiego domowego, co robiłem przez całe życie. I być może nagram tę płytę. Na pewno to będzie wystarczający powód, żeby jeszcze pożyć trochę.

Czytaj także: