Premiery kinowe lipca i sierpnia. 10 filmów, które warto zobaczyć

Autor:
Tomasz-Marcin
Wrona
Źródło:
tvn24.pl
"Ennio"  reż. Giuseppe Tornatore
"Ennio" reż. Giuseppe TornatoreBest Film
wideo 2/10
Best Film"Ennio" reż. Giuseppe Tornatore

Upał, czy deszcz, każda pogoda jest dobra, żeby pójść do kina. Zwłaszcza, że z każdym wakacyjnym tygodniem przybywa nowości, które zaspokoją nawet najwybredniejsze gusta. Będzie śmiesznie, refleksyjnie, złośliwe i rodzinnie. Oto autorski przegląd wakacyjnego repertuaru kin.

Wbrew pozorom wakacje i lato, to idealny czas na kino. Nie zmyślam. Dla najwierniejszych fanów kinematografii to czas festiwali filmowych, podczas których można zobaczyć głośne tytuły, zanim trafią do regularnej dystrybucji. Ale filmowcy dbają także o tych, którzy w festiwalach nie uczestniczą. A że w tym roku pogoda nas nie rozpieszcza, jednego dnia serwując aurę niczym z przedwiośnia, innego - przytłacza lejącym się z nieba żarem, seans filmowy w klimatyzowanej sali może być strzałem w dziesiątkę.

Co nowego w kinie? Z wakacyjnej listy nowości dziennikarz i reporter tvn24.pl Tomasz-Marcin Wrona wybrał 10 najciekawszych tytułów, które od początku lipca pojawiły się na ekranach.

"Ennio" reż. Giuseppe TornatoreBest Film

"Ennio"

To, że Ennio Morricone był geniuszem muzycznym jest oczywistością. Każdy - być może nawet nieświadomie - zetknął się z jego muzyką, słuchając chociażby zespołu Metallica, która to wykorzystuje motyw z filmu „Dobry, zły i brzydki”, jako swoje intro koncertowe. Był jednym z niewielu kompozytorów - szczególnie z grona twórców muzyki ilustracyjnej - rozpoznawanym przez tłumy. W ostatnich dekadach publiczność witała go na koncertach z entuzjazmem, którego mogłaby mu pozazdrościć niejedna gwiazda pop.

Ten niewysoki rzymianin, który zmarł 6 lipca 2020 roku w wieku 91 lat, kojarzy się powszechnie z muzyką filmową. W końcu skomponował ją do blisko 530 produkcji kinowych, telewizyjnych, dokumentalnych i krótkometrażowych. Ale określenie "kompozytor muzyki filmowej" umniejsza temu, czego dokonał przez prawie siedem dekad swojej pracy. Był niezwykle utalentowanym twórcą muzyki eksperymentalnej i klasycznej, w dorobku miał ponad 100 takich kompozycji. Mało kto dzisiaj pamięta, że to on nadał kształt współczesnym aranżacjom piosenek popowych, odchodząc od tradycyjnego wcześniej akompaniamentu instrumentalnego na rzecz spersonalizowanej oprawy muzycznej, dopasowanej do barwy głosu i możliwości wokalnych piosenkarek i piosenkarzy.

Jako człowiek, był bardzo skryty, skromny. Sława przydarzyła się mu przez przypadek - jako efekt uboczny codziennej, ciężkiej pracy. Trudno więc, żeby jakikolwiek filmowiec odważył się na film dokumentalny, który próbowałby odpowiedzieć na pytanie "kim był Ennio Morricone?". W końcu to biografia w całości zanurzona w muzyce i po brzegi nią wypełniona. Bez żadnych kontrowersji, skandali, mrocznych tajemnic. Bardziej zasadne pytanie, choć stanowiące równie wielkie wyzwanie, brzmi: "na czym polegał geniusz Morricone?". I to z nim postanowił zmierzyć się twórca dokumentu "Ennio" - Giuseppe Tornatore. Światową sławę w 1989 roku, a także Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego, przyniósł mu film "Cinema Paradiso" - do którego muzykę skomponował właśnie Morricone. Później Tornatore i Morricone współpracowali przy każdym kolejnym filmie reżysera.

"Ennio" to 156-minutowa podróż przez świat i muzykę genialnego Włocha. Podróż, w której wykorzystano archiwalia, nagrania samego maestro, jak i wypowiedzi najważniejszych współpracowników kompozytora - w tym Sergia Leone. Głos zabierają muzycy, kompozytorzy, akademicy i filmowcy. Tornatore zdawał sobie sprawę, że trudno zamknąć w jednym filmie siedemdziesięcioletnią twórczość Morricone, postawił więc na te dzieła, które zmieniały historię kina i muzyki, które zawsze będą się kojarzyć z jednym z najważniejszych kompozytorów włoskich przełomu wieków. Koniec końców, "Ennio" nie jest słodką opowieścią o geniuszu, bo Tornatore umiejętnie wplótł gorzkie wspomnienia samego Morricone, chwile zwątpienia i zmagań z własnymi pragnieniami.

"Ennio" w reżyserii Giuseppe Tornatore w kinach od 6 lipca.

"Ennio" reż. Giuseppe TornatoreBest Film

"Margot i Alma"

Anaïs Volpé - francuska reżyserka i aktorka - wzbudziła zachwyt widowni ubiegłorocznej edycji Festiwalu Filmowego w Cannes swoją drugą pełnometrażową fabułą "Margot i Alma", która na Lazurowym Wybrzeżu pojawiła się w ramach sekcji Directors' Fortnight. Dlaczego? Na taki film o siostrzeństwie, przyjaźni trwalszej od miłości, który kompleksowo uderzałby w najczulsze punkty widza, czekaliśmy od dawna.

"Margot i Alma" reż. Anaïs VolpéAgainst Gravity

Jest to opowieść o dwóch kobietach przed trzydziestką - trochę beztroskich, wolnych duszach, które próbują spełnić swoje marzenia o aktorstwie. Przy tym doskonale się bawią, imprezują i wymyślają coraz to odważniejsze żarty. Nim uda im się spełnić marzenia, imają się dorywczych prac. Kolejne rozczarowania mężczyznami powodują, że nie po drodze im z dorosłością. Do pewnego momentu. Gdy na jaw wyjdzie sekret skrywany przez Almę, kończy się beztroska, a ciężar z jakim przychodzi im się zmierzyć, jest ogromny. Niejeden i niejedna, by go nie udźwignęli.

Volpé świetnie wyczuła rzeczywistość współczesnych 20- i 30-latków, budując ich świat na niuansach. Z niezwykłą uważnością i delikatnością zwraca uwagę na kruchość relacji, szczególnie tych najbliższych. Przypomina, że niektórych przeżyć nie da się uniknąć, bo składamy się z pełnej palety emocji, od bólu i smutku, przez zazdrość, złość, bezradność, beztroskę, po radość i zadowolenie. I bardzo często mieszają się w sposób, na który nie mamy wpływu.

"Margot i Alma" w reżyserii Anaïs Volpé w kinach od 8 lipca.

"Margot i Alma" reż. Anaïs Volpé
"Margot i Alma" reż. Anaïs VolpéAgainst Gravity

"Powodzenia, Leo Grande"

Ponad 90 ról, 60 nagród - w tym dwa Oscary - i niezliczone emocje, jakie dostarcza widzom każdą kreacją. Tak można byłoby streścić w jednym zdaniu dorobek jednej z najważniejszych i najbardziej utalentowanych współczesnych aktorek - Emmy Thompson. Przesadzam? A skądże. Wystarczy wybrać się do kina na najnowszy film z nią w roli głównej "Powodzenia, Leo Grande" w reżyserii Sophie Hyde. Chociaż Thompson nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa, to rola Nancy Stokes, prawdopodobnie jest jej najodważniejszą, a na pewno jedną z najlepszych w dotychczasowej karierze.

"Powodzenia, Leo Grande" reż. Sophie HydeForum Film Poland

"Becky, pewnie to już wiesz, mam nadzieję, że wiesz. Przyjemność jest czymś cudownym. Czymś, czego każdy z nas powinien doświadczyć" - mówi w pewnym momencie postać grana przez Thompson. A jest to postać, która może zaskoczyć nawet najwierniejsze fanki i fanów 63-letniej Brytyjki. W filmie kreuje 55-letnią wdowę, byłą nauczycielkę, dewotkę, która nigdy nie zaznała orgazmu. Nancy wpada na "szalony" pomysł wynajęcia pracownika seksualnego - młodego, przystojnego Irlandczyka, w wieku swojego syna. Leo Grande, bo tak przedstawia się mężczyzna - w tej roli znakomity Daryl McCormack - przekonuje swoją klientkę, że świadczy usługi, które są czymś więcej niż samym seksem. Zresztą w filmie Hyde nie o seks chodzi - a o skonfrontowanie społecznych norm i konwenansów z osobistymi pragnieniami, przeżyciami i emocjami. W końcu - i być może jest to clue filmu - reżyserka w najczulszy możliwy sposób przypomina, że kobiety w średnim wieku pragną bliskości, seksu, przyjemności i czuć się dobrze w swojej skórze. Tu ogromna zasługa bardzo precyzyjnego scenariusza Katy Brand, w którym zarówno bohaterowie, jak i twórcy żonglują emocjami tak, żeby nie nie przesadzić w żadną stronę.

Najmocniejszą stroną filmu, a zarazem najbardziej zaskakującą jest to, że przez ponad półtorej godziny jesteśmy świadkami rozmowy dwóch osób (w obsadzie poza Thompson i McCormackiem pojawia się jeszcze pięć osób - czwórka z nich, to statyści). Rozmowy, która wciąga, porusza i daje do myślenia. Gdzie neurotyczna natura Nancy i jej religijna powierzchowność, kontrastowane są ze złudną pewnością siebie i nonszalancją Leo Grande. Ostre, gorzkie i bardzo szczere uwagi równoważone są komizmem sytuacyjnym. A wszystko po to, żeby przypomnieć widzom, iż źródłem największej przyjemności jest szacunek do siebie samego.

"Powodzenia, Leo Grande" w reżyserii Sophie Hyde w kinach od 15 lipca.

"Powodzenia, Leo Grande" reż. Sophie Hyde
"Powodzenia, Leo Grande" reż. Sophie HydeForum Film Poland

"Superbohaterowie"

Gdy w 2016 roku do kin trafił film "Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie", jego reżyser - Paolo Genovese - zdobył międzynarodowy rozgłos. W końcu jego film został wpisany do Księgi Rekordów Guinessa jako tytuł, który doczekał się największej liczby remake'ów w historii kina (15 lipca 2019 roku było to 18 tytułów, kolejne trzy powstały potem, a następne - w tym amerykańska wersja - są w fazie produkcji).

"Superbohaterowie" reż. Paolo GenoveseAurora Films

Pięć lat po tym sukcesie, Genovese postanowił pokazać następny swój film, w którym przygląda się bliskim relacjom między ludźmi. I jest to kolejny obraz Włocha, który udowadnia, że kino środka może być ciekawe. Tytułowi superbohaterowie to Anna i Marco. Ich supersiłą jest to, że są ze sobą, żyją wspólnie i się kochają. Ten prosty pomysł zadziałał tu rewelacyjnie: bo przecież długotrwały związek cały czas wymaga siły, cierpliwości, wytrwałości. Jednocześnie ta myśl budzi smutny wniosek o nas samych: znaleźliśmy się w rzeczywistości, w której normalne jest to, że będący w relacji, szybko się poddają, odpuszczają sobie to, co budowali czasem przez lata.

Oczywiście - jak to u Genovese bywa - nic w tym filmie nie jest jednoznaczne, jednowymiarowe czy powierzchowne. Anna jest graficzką, autorką komiksów. Marco natomiast jest fizykiem teoretycznym. Są z dwóch różnych światów, mają zupełnie inne podejście do życia i wyobrażenie przyszłości. Mimo to dają sobie szansę, dzieląc ze sobą codzienność. Po dziesięciu wspólnych latach Anna proponuje przełożonemu, że stworzy komiks o ludziach, których supersiłą jest umiejętność bycia w związku. I dostaje zgodę.

Jest to o tyle ważne, że Genovese skonstruował ten film na dwóch liniach narracyjnych: jedna opowiada o początkach związku Anny i Marco, druga to nasi bohaterowie po 10 latach. Włoch precyzyjnie prowadzi widzów przez ich historie: bardzo świadomie zderza ze sobą różne "epizody", starannie obejmując najróżniejsze sytuacje, które w związku dwójki ludzi mogą się zdarzyć. Są wzloty i upadki, poważne rozmowy o rzeczach najważniejszych i sytuacje, pełne radości, wzruszeń, niespodzianek. "Superbohaterowie" - koniec końców - to film o zwykłych ludziach, którzy w tych niezwykłych czasach, chcą kochać i być kochanymi.

"Superbohaterowie" w reżyserii Paola Genovese w kinach od 22 lipca.

"Superbohaterowie" reż. Paolo Genovese
"Superbohaterowie" reż. Paolo GenoveseAurora Films

"DC Liga Super-Pets"

A jeśli ktoś ma ochotę na superbohaterów z uniwersum DC, to ten tytuł będzie strzałem w dziesiątkę. Mało tego. Najnowsza produkcja Warner Bros. Pictures to świetny pomysł na rodzinne popołudnie, bo to pełnometrażowa animacja dla każdego. Jej reżyserem jest Jared Stern, który współpracował przy scenariuszach między innymi do serii "Lego Film".

"DC Liga Super-Pets" reż. Jared Stern© 2022 Warner Bros. Entertainment Inc. All Rights Reserved.

Głównym bohaterem "DC Liga Super-Pets" jest superpies Krypto, który ma takie same moce jak jego opiekun: Superman. Ramię w ramię walczą z przestępczością w Metropolis. W pewnym momencie Superman i pozostali członkowie Ligi Sprawiedliwości zostają porwani. Krypto jest dla nich jedynym ratunkiem. Namawia zwierzęta ze schroniska, żeby pomogły mu uwolnić superbohaterów. U jego boku pojawią się świnka zwisłobrzucha PB (miniaturowa świnka), żółw Merton, wiewiórka Chip oraz As Bat-pies. Wspólnie będą odkrywać swoje moce i wspólnie będą dzielnie stawiać czoła wyzwaniom.

"DC Liga Super-Pets" w reżyserii Jareda Sterna w kinach od 29 lipca.

"DC Liga Super-Pets" reż. Jared Stern
"DC Liga Super-Pets" reż. Jared Stern© 2022 Warner Bros. Entertainment Inc. All Rights Reserved

"Biegacz, dziwka, Arab, mąż"

Przewrotność - to najlepsze słowo, które opisuje najnowszy film Alaina Guiraudie'a. Francuski reżyser i scenarzysta w 2013 roku - po premierze "Nieznajomego nad jeziorem" - został okrzyknięty jednym z najciekawszych prowokatorów współczesnego kina francuskiego. Od momentu tego sukcesu, Guiraudie nakręcił dwie pełnometrażowe fabuły. W 2016 roku pokazał "W pionie", który spotkał się z chłodnym przyjęciem.

W tym roku "Biegacz, dziwka, Arab, mąż" - czyli jego najnowszy tytuł - otworzył sekcję Panorama podczas Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Berlinie. I chociaż pojawiły się słowa rozczarowania ze strony niektórych krytyków, to sam film jest o wiele lepszy, niż go opisywano. Oczywiście, nie jest pozbawiony słabszych elementów, ale w zależności od oczekiwań, nie mają większego wpływu na całość. Francuz znany jest z tego, że tworzy filmy z ogromnej potrzeby wolności twórczej i nie zamierza z niej rezygnować. Bawi się konwencjami, przesuwa granice, zderza widzów z niekomfortowymi pytaniami, spostrzeżeniami. A to wszystko ubrane jest w naturalistyczną, surową wręcz estetykę.

"Biegacz, dziwka, Arab, mąż" reż. Alain GuiraudieAurora Films

Polski tytuł "Biegacz, dziwka, Arab, mąż" - prezentuje cztery najważniejsze postaci tej wielowarstwowej historii, które są ze sobą ściśle związane. Punktem wyjścia Guiraudiego było stworzenie czarnej komedii, krytykującej współczesne społeczeństwo francuskie, satyry na przybierającą na sile islamofobię oraz farsy o współczesnej obyczajowości. To mu się udało, chociaż momentami pojawiały się zgrzyty.

Historia dzieje się w niewielkim mieście w centralnej Francji, gdzie tuż przed Bożym Narodzeniem, radykalni terroryści islamscy dokonują zamachu. Mieszkańcy wpadają w zbiorową paranoję. Ta atmosfera nie sprzyja planom 35-letniego Mederica, który zakochał się w pracownicy seksualnej, Isadorze. Gdy mieszkańcy są na tropie sprawców ataku, podejrzewając każdego mężczyznę o nieco ciemniejszej karnacji, Mederic chce spędzić jak najwięcej czasu z Isadorą. Gdy wraca do domu, spotyka bezdomnego, młodego mężczyznę o arabskich korzeniach - Selima. Ostatecznie daje mu schronienie. Całą tę układankę domyka mąż Isadory - Gerard, który jest agresywnym szowinistą, zazdrosnym i zaborczym człowiekiem, żyjącym w przekonaniu, że Isadora jest jego własnością.

Guiraudie nie bierze jeńców, bo z równą złośliwością portretuje najróżniejsze postawy, zachowania oraz uzewnętrzniane coraz częściej radykalne poglądy. Być może momentami reżyser posuwa się za daleko, niesprawiedliwie wyolbrzymia niektóre postawy, ale tym rządzi się komedia. Zwłaszcza w czasach, w których nie ma miejsca na półśrodki. Jedno jest ważne: pod powłoką ironii, farsy, złośliwości, kryje się ogromna uważność, z jaką Guiraudie przygląda się kondycji współczesnego człowieka.

"Biegacz, dziwka, Arab, mąż" w reżyserii Alaina Guiraudiego w kinach od 5 sierpnia.

"Biegacz, dziwka, Arab, mąż" reż. Alain Guiraudie
"Biegacz, dziwka, Arab, mąż" reż. Alain GuiraudieAurora Films

"Każdy wie lepiej"

Przez długi czas polskie produkcje komediowe głównego nurtu, częściej budziły zażenowanie niż śmiech. Na palcach obu rąk można policzyć kasowe hity, których komizm wykraczałby poza sztubackie żarciki czy oklepane schematy. I żeby było jasne, w tym worku nie ma rodzimych tytułów kina autorskiego, niezależnego, które zawsze trzymało wysoki poziom. Na szczęście w ostatnich latach nastąpiła mocna zmiana. Wystarczy przypomnieć sobie chociażby tak przewrotne i rewelacyjne tytuły jak "Teściowie" czy "Czarna owca".

"Każdy wie lepiej" reż. Michał Rogalskifot. Andrzej Wencel / Kino Świat

Autorzy "Bogów" i "Sztuki kochania" stworzyli historię, która może utwierdzać w przekonaniu, że polskie komedie głównego nurtu mogą być jednocześnie mądre, wciągające i zabawne. "Każdy wie lepiej" - bo o tym filmie mowa - na czynniki pierwsze rozkłada to, jak trudno porozumieć się, zwłaszcza między najbliższymi. Bo "Każdy wie lepiej" to historia "rodziny", w której każdy wie najlepiej, co dobre dla pozostałych. Pamiętacie "Wyjście awaryjne" Romana Załuskiego z 1982 roku z Bożeną Dykiel w roli głównej? Najnowszy film Michała Rogalskiego jest równie zabawny.

Świetnym pomysłem fabularnym jest rozpoczęcie akcji w momencie, gdy relacja Anny (Joanna Kulig) i Grzegorza (Marcin Czarnecki) wchodzi w etap "i żyli długo i szczęśliwie". Dlaczego? A dlatego, że nie ma żadnego "długo i szczęśliwie". Gdy zakochani w sobie rozwodnicy z dziećmi z wcześniejszych związków, podjęli decyzję o budowaniu wspólnej przyszłości, muszą zderzyć się z racją rodziców, byłych partnerów, byłych teściów i dzieci. Bo przecież każdy wie lepiej. I zaczyna się wartka akcja pełna intryg, zaskakujących zwrotów akcji, dialogów, w których żadna ze stron nie przebiera w słowach.

Żeby było jasne: gdyby rozłożyć film na czynniki pierwsze (a zatem konstrukcje bohaterów, elementy komizmu sytuacyjnego, przebieg narracji), pewnie okaże się, że nie ma tu nic szczególnie oryginalnego. Jednak ta mieszanka rzeczy, które już znamy, daje świetny efekt: śmieszną komedię, która momentami daje do myślenia. I przypomina, że własne granice trzeba komunikować w czytelny sposób. Inaczej, życie układać nam będą inni.

Poza Kulig i Czarneckim w filmie pojawia się plejada aktorskich sław: Andrzej Seweryn, Grażyna Szapołowska, Maciej Musiałowski, Julia Wyszyńska, Ewa Wencel, Maria Maj, Jerzy Janeczek i Krzysztof Zarzecki.

"Każdy wie lepiej" w reżyserii Michała Rogalskiego w kinach od 5 sierpnia.

"Każdy wie lepiej" reż. Michał Rogalski
"Każdy wie lepiej" reż. Michał RogalskiKino Świat

"Stracone złudzenia"

Są takie dzieła klasyki literackiej, których adaptacja filmowa może być sporym wyzwaniem. Tak mogłoby być z twórczością Honoriusza Balzaca - ojca europejskiego powieściopisarstwa - z którą wielu z nas zderzyło się w czasach szkolnych. Francuski pisarz stworzył monumentalny cykl "Komedia ludzka", który mimo upływającego czasu, nie traci na aktualności.

Francuski reżyser, scenarzysta i producent Xavier Giannoli, który światową renomę zdobył komediodramatem "Niesamowita Marguerite" w 2015 roku, podczas ubiegłorocznej edycji Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Wenecji zaprezentował "Stracone złudzenia". I okazało się, że dokonał niemożliwego: przeniósł na ekran jedną z powieści Balzaca, znajdując wiele punktów wspólnych między 1821 rokiem a współczesnością. Mało tego. Nakręcił wciągającą historię człowieka, którego zniszczyła własna legenda, sława i pozycja. A przecież takie historie: głośne upadki ze szczytu sławy i bogactwa, dzieją się cały czas.

"Stracone złudzenia" reż. Xavier GiannoliGutek Film

Lucien de Rubempré (Benjamin Voisin) marzy o karierze literackiej. Pracuje w rodzinnej drukarni na francuskiej prowincji, gdzie porządek społeczny ciągle ustala arystokracja. Młodzieniec w pewnym momencie poznaje baronową Louise de Bargeton (Cecile de France), która jest protektorką lokalnych artystów. Nawiązują romans, który zmusza arystokratkę do ryzykownych decyzji. W pewnym momencie wywozi swojego kochanka i podopiecznego do Paryża. Lucien zderza się ze światem, o którym nie wiedział nic, a który go szybko uwiódł. Los prowadzi go do dziennikarza jednej z popularnych bulwarówek Etienne'a Lousteau (świetny Vincent Lacoste). I tak Lucien, łudząc się, że stanie się uznanym poetą, wchodzi w tę część świata, którą rządzi korupcja, walka wpływów i żądza pieniądza. Lucien bardzo szybko odkłada na bok własne wartości i ideały. I równie szybko staje się wpływową postacią paryskiego towarzystwa, wspinając się coraz wyżej w społecznej hierarchii. Jednak kariera zbudowana na manipulacjach, kłamstwach, kręgu wpływów wyzutym z moralności, obróci się przeciwko niemu samemu.

Giannoli w rzadko spotykanym stylu korzysta z literackiej klasyki, aby opowiedzieć o współczesności. Przypomina, że fake newsy to nie wymysł internetu, że wielkim pieniądzom, walce o władzę i wpływy rzadko towarzyszą skrupuły czy wzniosłe wartości. Opowieść francuskiego filmowca, który skrupulatnie wydobył z tekstu Balzaca to, co najlepsze, może być dla wielu kubłem zimnej wody. Jest jedna różnica. Balzac często wykorzystywał swoje postaci, aby przypominać o ludzkiej moralności. Giannoli natomiast nie stawia się w roli mędrca czy sędziego - bezwględnie ukazuje mieliznę moralną, w której tkwią ci, którzy sławę i władzę zawdzięczają nie ciężkiej pracy a manipulacjom, kłamstwom i pogoni za pieniądzem.

"Stracone złudzenia" w reżyserii Xaviera Giannoliego w kinach od 5 sierpnia.

"Stracone złudzenia" reż. Xavier Giannoli
"Stracone złudzenia" reż. Xavier GiannoliGutek Film

"Głupcy"

Tomasz Wasilewski jest jednym z tych polskich filmowców, którzy w ciągu ostatnich lat ugruntowali swoją pozycję wśród światowych twórców art-house'owych. A międzynarodową krytykę i publiczność zachwycił w 2013 roku drugą pełnometrażową fabułą "Płynące wieżowce". Trzy lata później nagrodzony został Srebrnym Niedźwiedziem Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Berlinie za najlepszy scenariusz. W Konkursie Głównym wówczas prezentował "Zjednoczone stany miłości". Podczas tegorocznej edycji Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Karlowych Warach światową premierę miała czwarta jego fabuła: "Głupcy". Polską premierę film będzie mieć podczas nadchodzącego Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Nowe Horyzonty we Wrocławiu.

"Głupcy" reż. Tomasz Wasilewskifot. Łukasz Bąk / Gutek Film

Filmowiec zdążył przyzwyczaić nas do tego, że bezpardonowo i bezkompromisowo obdziera miłość - czy też szerzej, relacje intymne - z romantycznych uniesień, ideałów, spełnienia. Każdorazowo sięga po najróżniejsze relacje, jakie łączą ludzi - czasem pozornie sobie bliskich. W "Głupcach" na pierwszym planie Wasilewski postawił miłość matki do syna. Marlena (Dorota Kolak) i Tomasz (Łukasz Simlat) żyją w pięknym, dzikim, nadmorskim krajobrazie. Ich małżeństwo wydaje się być stabilne i bezpieczne, zdominowane szarością dnia. Gdy Marlena decyduje się na sprowadzenie chorego syna - Mikołaja - do domu, wszystko zaczyna się zmieniać. Dosłownie wszystko. Ale każda dodatkowa informacja mogłaby zdradzić zbyt wiele.

Ale warto zwrócić uwagę na inny aspekt filmu: Wasilewski przypomina w doskonały sposób, że jako gatunek, jesteśmy częścią natury, która dominuje w stworzonej przez niego rzeczywistości. I chociaż na co dzień posługujemy się wieloma kategoriami społecznymi, które tworzą różnego rodzaju podziały, koniec końców wszyscy jesteśmy ludźmi i z perspektywy biologicznej, niczym się nie różnimy. Znany z hiperrealistycznego, naturalistycznego podejścia do estetyki filmowej Wasilewski portretuje naturę ludzką bez zbędnych ocen, komentarzy. Stawia swoich bohaterów w konkretnych sytuacjach, a widzów zmusza do refleksji. W warstwie wizualnej "Głupcy" przypominają "Przełamując fale" Larsa von Triera - jednak to nie jest żaden zarzut, a zwykłe skojarzenie, które być może przyciągnie do kin większą publiczność. Bo trudno oderwać wzrok od sugestywnych zdjęć autorstwa Olega Mutu.

O "Głupcach" Tomasza Wasilewskiego pewnie wiele jeszcze zostanie napisane. Z całą pewnością można już teraz stwierdzić: wobec jego kina trudno przejść obojętnym i "Głupcy" niejedną i niejednego zaskoczą.

"Głupcy" w reżyserii Tomasza Wasilewskiego w kinach od 12 sierpnia.

"Głupcy" reż. Tomasz Wasilewski
"Głupcy" reż. Tomasz WasilewskiGutek Film

"Cicha ziemia"

Przyglądając się uważnie temu, co dzieje się w polskiej kinematografii, można poczuć ogromną radość i dumę, patrząc na kolejne debiuty zdolnych twórczyń i twórców. Czasem piekielnie zdolnych. Do tego grona można z pewnością zaliczyć Agę Woszczyńską, której pełnometrażowy debiut "Cicha ziemia" światową premierę miał podczas ubiegłorocznej edycji prestiżowego Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Toronto.

"Cicha ziemia" reż. Aga WoszczyńskaGutek Film

"Cicha ziemia" opowiada o parze dobrze sytuowanych Polaków - Annie i Adamie, którzy postanowili spędzić wakacje na słonecznej włoskiej wyspie. Miał to być urlop, o którym wiele osób marzy: willa z basenem, dobre jedzenie, letnia atmosfera małych miasteczek. Czas, żeby spróbować oderwać się od codzienności. Niestety, Anna i Adam, od samego początku muszą zmierzyć się z rzeczywistością, która odbiega od tego, czego się spodziewali. Jednak właściwa akcja filmu rozpoczyna się, gdy pojawia się pracownik, który ma naprawić przydomowy basen.

W rozmowie z Tomaszem-Marcinem Wroną padło pytanie: o czym jest film? "Mogę jedynie powiedzieć o tym, co chciałam przekazać w tym filmie. Marzę, aby po projekcji widzowie stali się bardziej społecznie wyczuleni na los obcych, innych. Poruszam kwestię migracji osoby, która wywołuje wśród moich bohaterów zupełnie irracjonalny lęk. Gdy pisałam ten film, na Lampedusie wydarzyła się ogromna tragedia migrantów, która mną mocno wstrząsnęła. Stwierdziłam, że muszę stworzyć jakiś komentarz. I chociaż zajęło mi to kilka lat, mam wrażenie, że znowu jesteśmy w tym samym miejscu" - mówiła we wrześniu 2021 roku. "Oczywiście mamy na pierwszym planie głównych bohaterów i obraz rozkładu ich związku. Między słowami stworzyłam opowieść o rozpadzie najważniejszych wartości" - dodała.

Kanadyjscy programerzy festiwalowi opisując film Woszczyńskiej, porównywali jego nastrój do dzieł Michelangelo Antonioniego czy Michaela Hanekego. I wcale nie przesadzili. Jednak reżyserka zbudowała ten nastrój po swojemu, składając całość z precyzyjnie stworzonych scen. Nie udałoby się to jej bez rewelacyjnego duetu głównych aktorów: Agnieszki Żulewskiej i Dobromira Dymeckiego, którzy zasłużyli sobie na każde słowo zachwytu. Co do Woszczyńskiej, to pozostaje mieć nadzieję, że pozostanie wierna swojej wizji kina, a kolejne fabuły będą równie dobre.

"Cicha ziemia" w reżyserii Agi Woszczyńskiej w kinach od 26 sierpnia.

"Cicha ziemia" reż. Aga Woszczyńska
"Cicha ziemia" reż. Aga WoszczyńskaGutek Film

Autor:Tomasz-Marcin Wrona

Źródło: tvn24.pl

Źródło zdjęcia głównego: Best Film

Pozostałe wiadomości