Kultura i styl

Śmierć, kalectwo, plaga nieszczęść. Niezawodny sposób na Oscara

Kultura i styl

materiały producentaZdobyli Oscary nie tylko za grę?

Zagraj kalekę, wariata albo skonaj w finale, nade wszystko zaś - utożsamiaj się z rolą - radzą posiadacze statuetek kolegom. Wiedzą, co mówią. Jack Nicholson Oscara powinien dostać za "Chinatown", odebrał jednak dopiero za "Lot nad kukułczym gniazdem". Pobyt w szpitalu psychiatrycznym uznano za dostateczne poświęcenie. Tom Hanks postacią umierającego na AIDS geja w "Filadelfii" wykosił konkurencję, choć zdania co do tej roli były podzielone. Nic nie działa na Akademię skuteczniej, niż poświęcenie dla roli.

W tym roku wyjątkowo wielu jest kandydatów, idących tropem Konstantego Stanisławskiego (autora "metody Stanisławskiego", popularyzowanej przez słynną szkołę Lee Strasberga, a polegającą - w skrócie - na psychosomatycznym utożsamianiu się z rolą). Poczynając od opętanego seksem i alkoholem, fizycznie wręcz zmienionego Joaquine’a Phoenix u Andersona, aż po bezkonkurencyjnego Daniela Day-Lewisa, który Lincolnem na planie był nawet przy wyłaczonych kamerach. Phoenix może mówić o wielkim pechu, bo gdyby nie Lewis, miałby Oscara w kieszeni.

O wczuwaniu się Day-Lewisa w rolę, pisaniu do kolegów z planu XIX-wieczną angielszczyzną, mówieniu głosem 16. prezydenta Ameryki, już pisaliśmy. Podobnie, jak o jego brawurowej grze.

I nawet wychudzony do granic możliwości Hugh Jackman ("Nędznicy"), cielesnymi torturami tego kunsztu może nie przebić. Choć zabiegi przybierania na wadze dla roli czy gwałtownej utraty kilogramów w tym samym celu akademicy także lubią nagradzać.

Idąc tym tropem warto zwrócić uwagę, że już w posiadaniu Złotego Globu, a wciąż z szansą na Oscara za rolę drugoplanową w jest na codzień śliczna Anne Hathaway. W "Nędznikach" - wychudzona jeszcze bardziej niż Jackman.

Być kaleką lub genialnym głupcem

Każdy przejaw poświęcenia zasługuje na uwagę Akademii, dlatego najczęściej nagradzanym gatunkiem pozostaje dramat. Na wagę oscarowego złota są zaś alkoholicy, narkomani i seryjni nieszczęśnicy, których los przygniata plagami nie do przeżycia w realnym świecie.

Lista laureatów Oscarów potwierdza, że za poświęcenie fizyczne i psychiczne nagrody przyznawano wielokrotnie w długiej historii istnienia statuetek.

Genialna kreacja Roberta De Niro w "Taksówkarzu" (1976) Martina Scorsese, uchodzi - podobnie jak sam film - za jedną z najbardziej niedocenionych w historii kina. Szokiem był fakt, że De Niro nie otrzymał za nią statuetki, choć stawiali na niego wszyscy. Akademia nagrodziła go dopiero za "Wściekłego byka" (1980), gdy do roli zawodowego boksera przytył prawie 30 kg i tygodniami nie schodził z ringu.

Wyjątkowe szczęście do wzorcowych wręcz oscarowych postaci ma zdobywca dwóch złotych statuetek Tom Hanks. We wspomnianej "Filadelfii" (1993) nie dość, że grał umierającego na AIDS geja, to jeszcze schudł po katorżniczej diecie 20 kg w trzy miesiące. Opłaconą pobytem w szpitalu gwałtowną utratę wagi, mógł zrekompensować Hanksowi tylko Oscar. Warto dodać, że Tom, w ramach "utożsamienia się z rolą" pomieszkiwał też z chorymi na AIDS. Jak widać, odrobił lekcje z Oscara, bo 20 lat temu było to nie lada wyczynem. Ostatecznie pokonał wówczas nawet Liama Neesona w roli Oskara Schindlera.

Drugą statuetkę Hanks zdobył już w następnym roku, za kreację nieco ograniczonego, lecz wielkiego duchem Forresta Gumpa - odmieńca w każdym calu, w swej prostocie jednak genialnego. Tu kontrowersji nie było - sprzyjające najważniejszej filmowej nagrodzie okoliczności, Hanks wsparł wielkim aktorstwem. Rola Gumpa, podobnie jak sam film, główny zwycięzca oscarowej gali w 1995 r. roku, zajmuje miejsce szczególne w historii współczesnego kina.

Jeff Bridges na złotą statuetkę musiał czekać najdłużej. Zapracował na nią już w początkach kariery w kultowym ''Ostatnim seansie'' (1971). Oscara dostał jednak dopiero za "Szalone serce" w 2010 r. Jako podstarzały muzyk country, alkoholik z determinacją dążący do samozniszczenia od początku był faworytem, i pokonał konkurentów.

Kiedy uroda szkodzi

O ile Hollywood od początku istnienia kocha happy endy i karmi nimi widza, o tyle Akademia - przeciwnie. W najgorszej sytuacji są jednak seksbomby, których tylko nagła szpetota, choroba - na ekranie lub w życiu - czynią godnymi najwyższych laurów.

Pięknej Liz Taylor dostał się Oscar w 1961 za "Butterfield 8". Jak mówiono - dlatego, że w trakcie zdjęć omal nie umarła na zapalenie płuc. Spodziewano się nawet, że statuetkę odbierze rodzina po jej śmierci. O Oscarze natomiast nie mogła nawet marzyć, gdy piękna i zdrowa dawała aktorski popis w "Kotce na gorącym blaszanym dachu" (1958).

Gdy utyła, zestarzała się i zagrała alkoholiczkę w "Kto się boi Virginii Woolf'' (1967) Nicholsa, Akademia nagrodziła ją ochoczo.

Posągowa Nicole Kidman, by zasłużyć na statuetkę, musiała oszpecić się nie do poznania, jako Virginia Woolf w "Godzinach" (2002) i w finale popełnić jeszcze samobójstwo. Kidman w roli słynnej pisarki, była nie do poznania. Woolf nie była brzydką kobietą, charakteryzatorzy mocno przesadzili. Nieforemna sylwetka, haczykowaty nos plus napady depresji, wystarczyły, by na chwilę zapomnieć o seksapilu gwiazdy i wysiłek ten zwieńczyć statuetką.

Talent Kate Winslet objawił się już w ''Rozważnej i romantycznej'' (1995), gdy 21-letnia aktorka dostała swoją pierwszą nominację. Potem było kolejnych sześć, nim za rewelacyjną rolę zbrodniarki wojennej w "Lektorze" (2008) - postarzała charakteryzacją, udręczona ciężarem win - odebrała Oscara.

Wszystkie panie przebiła jednak zjawiskowa Charlize Theron do roli w filmie "Monster" (2002), za sprawą charakteryzacji nierozpoznawalna i cięższa o kilkanaście kilogramów. Przekonująco zagrała alkoholiczkę i zarazem seryjną morderczynię, zaś widz spokojnie mógł podziwiać jej talent, niezmącony wielką urodą. By nie dać akademikom żadnych argumentów, zrobiono z niej jeszcze prostytutkę i lesbijkę. Wobec takiej dawki nieszczęść Akademia musiała skapitulować.

Przy okazji tego tekstu nie można nie przytoczyć poglądu słynnego reżysera i scenarzysty Billy'ego Wildera: - Śmierć w finale po serii nieszczęść i cierpień głównego bohatera to najskuteczniejszy wabik na członków Akademii - mówił i typował zdobywców Oscarów. Przez kilka dekad - niemal bezbłędnie.

KTO BĘDZIE ZWYCIĘZCĄ? - GŁOSUJ W NASZEJ SONDZIE

Autor: Justyna Kobus//kdj

Źródło zdjęcia głównego: materiały producenta

Pozostałe wiadomości