TVN24 | Kultura i styl

Pięć nowych filmów, które warto zobaczyć w grudniu. Oscarowi faworyci w polskich kinach

TVN24 | Kultura i styl

Autor:
Tomasz-Marcin
Wrona
Źródło:
tvn24.pl
"King Richard: Zwycięska rodzina" - zwiastun z piosenką Beyonce
"King Richard: Zwycięska rodzina" - zwiastun z piosenką BeyonceWarner Bros. Pictures
wideo 2/5
Warner Bros. Pictures"King Richard: Zwycięska rodzina" - zwiastun z piosenką Beyonce

Wiele nowych, bardzo dobrych filmów trafi pod koniec roku na polskie ekrany. Wśród nich te, które w wyścigu o Oscary 2022 mają duże szanse na wygraną. W autorskim przeglądzie grudniowych premier podpowiadamy, na co warto wybrać się teraz do kina.

"King Richard: Zwycięska rodzina"

Serena i Venus Williams - multimedalistki olimpijskie, udowodniły, że znajdzie się miejsce w tenisie ziemnym dla kobiet z biednych rodzin. Autorem ich sukcesu był ich ojciec Richard. Opisywany przez dziennikarzy jako "kontrowersyjny", "wygadany" i "prowokujący", wymyślił sobie, że jego córki będą mistrzyniami tenisa, jeszcze zanim się urodziły. Miał jasny plan - wedrzeć się w elitarny świat białych i bogatych - bo tak wyglądał wówczas zawodowy tenis ziemny. Serena ma na koncie między innymi 23 wygrane turnieje wielkoszlemowe, Venus - 7. Należy dorzucić jeszcze 14 takich zwycięstw w deblu. Serena zgromadziła blisko 95 mln dolarów w wygranych pieniężnych, jej starsza siostra o połowę mniej.

Film "King Richard: Zwycięska rodzina" w reżyserii Reinaldo Marcusa Greena współprodukowały siostry Williams. Richarda zagrał rewelacyjny Will Smith, który - nieważne czy w zgodzie z pierwowzorem - stworzył postać wielowymiarową. Mamy bowiem marzyciela, który chce - koniec końców - jak najlepiej dla swoich pięciu córek. W nocy pracuje jako ochroniarz, w dzień trenuje córki. Bywa w tym despotyczny, co tłumaczy tym, że chce chronić je przed niebezpieczeństwami "ulicy". Co ciekawe - bo rzadko dotyczy filmów fabularnych o żyjącej postaci - Richard w tym filmie nie jest wygładzony, zmitologizowany.

Największym wygranym filmu pozostaje jego reżyser. Udało mu się połączyć tradycje Hollywood i stworzyć gorzką momentami baśń o spełnianiu ambicji. Przede wszystkim pamięta o tym, że kino jest rozrywką, gdzie fikcja łatwo przenika rzeczywistość. Porywa widza w emocjonujący świat tenisa. Wydaje się, że "King Richard: Zwycięska rodzina" jest jednym z oscarowych pewniaków. A wisienką na torcie jest piosenka Beyonce "Be Alive", która promuje film.

"King Richard: Zwycięska rodzina" reż. Reinaldo Marcus Green w kinach od 3 grudnia.

"King Richard: Zwycięska rodzina"Courtesy of Warner Bros. Pictures

"Szef roku"

Javiera Bardema zna każdy, kto choć trochę interesuje się kinem. Począwszy od "Drżącego ciała" Almodovara, przez "Zanim zapadnie słońce" Juliana Schnabela, "Poniedziałki w słońcu" Fernanda Leona de Aranoi, "To nie jest kraj dla starych ludzi" braci Coen, po "Skyfall" Sama Mendesa. Bardem wywodzi się z rodziny, która związana była z filmem niemalże od powstania kina w Hiszpanii. Jednak to, co wyprawia w najnowszym filmie Fernanda Leona de Aranoi, wymyka się wszelkim skojarzeniom, jakie mógł budzić Bardem.

"Szef roku" hiszpańskim kandydatem do Oscara
"Szef Roku" hiszpańskim kandydatem do OscaraMK2 Films / Best Film

To trzeci po "Poniedziałki w słońcu" i "Kochając Pablo, nienawidząc Escobara" ich wspólny film. "Szef roku" to bardzo czarna, czasami gorzka komedia o człowieku, który posiadając władzę, zrobi wszystko, aby nie tracić na prestiżu i dobrej opinii. Chociaż jego prawdziwe oblicze dalekie jest od idealnego. Jego empatia powodowana jest potrzebą kontrolowania wszystkiego i wszystkich. Tytułowy szef roku może kojarzyć się z Harveyem Weinsteinem, ale nie musi. Leon de Aranoa w świetny sposób wykorzystał motyw nadużywania władzy w środowisku zawodowym, wykorzystywania seksualnego młodych kobiet. Grany przez Bardema Blanco jest niemalże bogiem w swojej fabryce wag, który rości sobie prawo do decydowania o życiu prywatnym swoich pracowników. Jednak nie spodziewa się, że pokonać go może broń, której sam używa.

Hiszpański reżyser uwodzi widza nie tylko zaskakującymi zwrotami akcji, ale przede wszystkim ukrytą w warstwie wizualnej ironią i czarnym humorem. Nic więc dziwnego, że Hiszpańska Akademia Filmowa zdecydowała, że "Szef roku" będzie jej kandydatem do Oscara w kategorii najlepszy film międzynarodowy.

"Szef roku" reż. Fernando Leon de Aranoa w kinach od 3 grudnia.

Oscary 2022. "Szef roku" hiszpańskim kandydatemBest Film

"Powrót do tamtych dni"

Temat alkoholizmu powraca w polskim kinie dość często na różne sposoby. Jednak "Powrót do tamtych dni" Konrada Aksinowicza jest zupełnie inny. Bo temat syndromu dorosłych dzieci alkoholików także w przestrzeni publicznej nie jest często poruszany. Aksinowicz, sięgając po części po własne wspomnienia, zaryzykował wiele, ale to mu się opłaciło.

Maciej Stuhr o filmie "Powrót do Legolandu"
Maciej Stuhr o filmie "Powrót do tamtych dni"TVN24

Mamy lata 90. Na jednym z wrocławskich osiedli mieszka rodzina Malinowskich - Helena z synem Tomkiem. Ojciec Tomka - Aleks jest w Stanach Zjednoczonych, gdzie zarabia na utrzymanie rodziny. Pewnego dnia Aleks niespodziewanie wraca. Nie chce wyjawić powodu powrotu. Z perspektywy Tomka wszystko jest w porządku, ma klocki Lego, zachodnie buty i ubrania, w domu pojawia się wymarzony sprzęt. Niedługo potem pojawia się również problem ojca z alkoholem i cały koszmar, jaki temu towarzyszy.

"Powrót do tamtych dni" reż. Konrad Askinowicz
"Powrót do tamtych dni" reż. Konrad AskinowiczKino Świat

Wyśmienicie rozpisana fabuła kompleksowo unosi ciężar tematu. Być może reżyser, który w ten sposób próbował się rozliczyć z własną przeszłością, wiedział, jak o syndromie DDA opowiedzieć, a sentymenty do czasów dzieciństwa ukrył w warstwie wizualnej, która doskonale oddaje atmosferę tamtej rzeczywistości. Kto pamięta, ten zrozumie. Nie można zapomnieć też o poruszających rolach Macieja Stuhra (Aleks), Weroniki Książkiewicz (Helena) i debiutującego Teodora Koziara. Dzięki nim film jest jednym z tych, których się nie zapomina.

"Powrót do tamtych dni" reż. Konrad Aksinowicz w kinach od 10 grudnia.

"Powrót do tamtych dni"Fot. Kacper Chmielowski / Kino Świat

"Licorice Pizza"

Nie, nie będzie o jedzeniu. Paul Thomas Anderson - twórca słynnych "Boogie Nights" z 1997 roku, "Magnolii" z 1999 roku czy "Nici widmo" z 2017 roku - powraca z porywającym obrazem pierwszej połowy lat 70. Jest to historia napisana na podstawie anegdot przyjaciół Andersona - bardziej lub mniej znanych gwiazd Hollywood. Film opowiadany jest z perspektywy Gary'ego - nastolatka, który był dziecięcą gwiazdą filmową, rozmyślającą, jak wskrzesić swoją karierę.

"Licorice Pizza" reż. Paul Thomas Anderson
"Licorice Pizza" reż. Paul Thomas AndersonForum Film Polska

Ale "Licorice Pizza" to coś więcej niż opowieść o zakochanym chłopaku i jego przygodach. Anderson, perfekcyjnie balansując pomiędzy tym, co się zdarzyło, a tym, co podsunęła mu wyobraźnia, w niespotykany sposób łączy pokolenia. Wystarczy wspomnieć, że rolę Gary'ego gra Cooper Hoffman - syn nieżyjącego już Philipa Seymoura Hoffmana. A przecież Hoffman tworzył pamiętne kreacje w "Magnolii" czy w "Mistrzu" Andersona właśnie. Co więcej, reżyser z nostalgią zabiera nas w czasy, gdy mijała Złota Era Hollywood, a stery przejmowało nowe pokolenie twórców.

Debiutujący na dużym ekranie Cooper Hoffman i Alana Haim są zdaniem amerykańskich krytyków największym aktorskim odkryciem ostatnich lat. Haim, znana jako jedna z trzech sióstr z zespołu Haim, zachwyca od pierwszego kadru. Gra 25-letnią Alanę Kane, która pracuje w zakładzie fotograficznym. Wiele wskazuje na to, że ten duet zostanie doceniony nominacjami oscarowymi. Ale na drugim planie nie brakuje świetnych ról - chociażby Bradleya Coopera, Sashy Spielberg (córka Stevena), Seana Penna czy Toma Waitsa. A wszystko to doprawione największymi hitami tamtych lat, przeplecionymi piękną, eklektyczną muzyką Jonny'ego Greenwooda. Jeśli "Licorice Pizza" jest zwiastunem czegoś nowego w kinie, to oby jak najwięcej takich filmów powstawało.

"Licorice Pizza" reż. Paul Thomas Anderson w kinach od 31 grudnia.

"Licorice Pizza"Forum Film Polska

"Matki równoległe"

Zaledwie dwa lata po doskonałym "Bólu i blasku" Pedro Almodovar wrócił z nowym filmem "Matki równoległe". Po raz kolejny w swojej twórczości sięgnął po temat macierzyństwa. Ale jak to u hiszpańskiego klasyka bywa, w tej poruszającej tragikomedii nie ma nic oczywistego - chociaż najwierniejsi fani nie będą mieć kłopotów z odczytaniem zamiarów reżysera.

Zwiastun filmu  Pedro Almodovara  "Matki równoległe"
Zwiastun filmu Pedro Almodovara "Matki równoległe"Sony Pictures/Gutek Film

Na jednych z oddziałów położniczych spotykają się dwie kobiety. Poza tym, że obie są singielkami, to w zasadzie różni je wszystko, a to spotkanie na chwilę przed porodem ma być nic nieznaczącym epizodem. Janis (Penelope Cruz) jest dojrzałą kobietą, która ze spokojem podchodzi do porodu. Jest cenioną fotografką, a nieplanowaną ciążę traktuje jako miłą niespodziankę od życia. Natomiast Ana (Milena Smit) - nastolatka, którą utrzymują rodzice, jest przerażona tym, co się wydarzy. Zdradzenie bliższych szczegółów fabuły byłoby nie w porządku wobec tych, którzy na "Matki równoległe" planują pójść. Jedno jest pewne, jeśli jesteście fanami "Wszystko o mojej matce", "Porozmawiaj z nią" czy "Volver", musicie iść na ten film.

I niby Almodovar korzysta z palety, którą odsłaniał w przeszłości, niby to wszystko u niego było, ale czystą przyjemnością jest mierzenie się z tym, co ma do pokazania. Podobnie jak w poprzednim filmie, Hiszpan postawił na refleksje. Jakie? Każdy wyniesie swoje.

"Matki równoległe" reż. Pedro Almodovar w kinach od 31 grudnia.

"Matki równoległe" w reżyserii Pedra AlmodovaraGutek Film

Autor:Tomasz-Marcin Wrona

Źródło: tvn24.pl

Źródło zdjęcia głównego: Courtesy of Warner Bros. Pictures

Pozostałe wiadomości