Kultura i styl

Pogrzeb walkmana

Kultura i styl


Symbol luksusu, obiekt pożądania - no i uczciwie rzecz nazwijmy - sposób na poderwanie dziewczyny. W każdym razie tak było ćwierć wieku temu. Wszyscy nazywali go "walkman", ale akurat ta nazwa zarezerwowana była dla produktów firmy Sony. Dziś Sony oficjalnie się z nim żegna.

- Musimy iść do przodu z naszą ofertą i tworzyć technologie, które dadzą jak najlepsza jakość dźwięku - powiedział Hiroko Nakamura z Sony Corporation.

Iść do przodu ważna rzecz, ale równie ciekawie jest spojrzeć wstecz. Dla pięknych czterdziestoletnich wspomnienie walkmana, małego urządzenia, do którego wkładało się kasety, to powrót do radosnych czasów młodości.

- To był taki hit, każdy chciał mieć walkmana i każdy marzył o nim i błagałam rodziców, żeby mi kupili, więc trochę mam sentymentu do tego sprzętu - przyznaje Magdalena Świętochowska-Gryz, właścicielka walkmana.

Kajtkowi trochę brakowało

Każdy marzył o walkmanie, bo w latach osiemdziesiątych w Polsce był on synonimem luksusu. A że nie każdy mógł iść do Pewexu, rodzimy przemysł stanął na wysokości zadania i wyprodukował Kajtka, przaśną podróbkę walkmana.

Szpanować Kajtkiem było jednak trudno. Poza tym fani muzyki mieli własne patenty na słuchanie podczas chodzenia. Brało się, opowiada Kamil Karwicki, taki magnetofon na koncert, trzymając w górze, nad głowami, nagrywało dźwięk, a potem spacerowało z magnetofonem na ramieniu i słuchało. Słuchali też wszyscy wokół.

Kasetowe perełki

Dziś magnetofony kasetowe to przeżytek. Same kasety w sklepach są rzadkością, ale podobno można czasem trafić na fonograficzną perełkę. - Część tytułów na kasetach nie ma na płytach. Są tanie no i to jest główny atut przede wszystkim - mówi Mariusz Rzebka ze sklepu muzycznego "All" w Katowicach.

W tysiącach polskich domów tysiące kaset ma swoje honorowe miejsce - w piwnicy. Nie słuchane od lat, ale trzymane z sentymentu dla nośnika i muzyki na nim zawartej.

- Przegrywało się to na kasetach magnetofonowych kupowanych, takich czystych. Zdobycie ich to też był kosmos. Dostanie czegoś takiego pod choinkę to była wielka frajda - wspomina Marcin Bartosiewicz, właściciel kolekcji kaset magnetofonowych.

Powrót zza grobu?

Sentymentalna podróż do przeszłości, w której kasety były frajdą, nie musi jednak kończyć się w piwnicy. Przyszłość może nas bowiem zaskoczyć.

- Pogrzebana juz za naszego życia kaseta może wrócić w wielkim stylu, podobnie jak płyta winylowa, która miała rzekomo odejść na cmentarz fonografii, a jednak w kolekcjonerskich wersjach wraca i stanowi bardzo atrakcyjną część rynku - uważa Jacek Cieślak , dziennikarz muzyczny "Rzeczpospolitej".

Może się okazać, że sentymentalni posiadacze co lepszych kasetowych archiwów są, albo zaraz będą, bogaci i na topie. Tak więc fani muzyki z kaset: ogony w górę!

Źródło: Fakty TVN

Pozostałe wiadomości