|

Chalamet wywołał burzę. Zamiast o Oscarze głośno o jego słowach

Kylie Jenner i Timothee Chalamet
Kylie Jenner i Timothee Chalamet
Źródło: PAP/EPA/CHRIS TORRES
Timothee Chalamet miał jedno zadanie: utrzymać falę zachwytu nad swoim występem w "Wielkim Martym" i zdobyć Oscara. Zamiast tego głośno jest o jego słowach, choćby tych, którymi wywołał międzynarodową dyskusję na temat opery i baletu. Co dokładnie powiedział? I czy miał rację? Artykuł dostępny w subskrypcji

To miał być sezon Timothee Chalameta i prawdopodobnie będzie, ale z zupełnie innych powodów. Jeszcze na początku stycznia gwiazdor filmu "Wielki Marty" Josha Safdiego był najmocniejszym faworytem do Oscara w kategorii najlepszy aktor. W pierwszy weekend tego roku 30-latek otrzymał Critics' Choice Award, tydzień później doceniony został Złotym Globem. Po tych wygranych Chalamet miał jedno zadanie: utrzymać zainteresowanie wokół filmu i falę zachwytu nad rolą do 5 marca - czyli do zakończenia ostatecznego oscarowego głosowania. Oscara nie zdobywa się bowiem samą rolą - wybitnych aktorów w niesamowitych kreacjach filmowych nie brakuje. Nagrodę Akademii Filmowej zdobywa się również wizerunkiem, wypowiedziami, promowanymi wartościami.

Wszystko szło całkiem nieźle do pewnego momentu. 22 lutego ukazały się fragmenty ze spotkania Chalameta i Matthew McConagheya ze studentami Uniwersytetu Teksańskiego, zorganizowanego przez redakcje "Variety" oraz CNN. Pełen ponad 70-minutowy zapis z tego spotkania opublikowano dwa dni później. Jest to o tyle ważne, że dopiero w tej pełnej rozmowie pojawiła się wypowiedź Chalameta, która w ostatnich dniach wywołała falę oburzenia w portalach społecznościowych. Mało tego. Sprowokowała szeroką dyskusję o kondycji współczesnej sztuki, w szczególności na temat "żywotności" klasycznych sztuk scenicznych takich jak opera i balet.

I tak: zamiast statuetki (której nie zdobył), jego wypowiedź stała się jednym z głównych tematów do żartów podczas oscarowej gali. Jej prowadzący Conan O'Brien wielokrotnie nawiązywał do "baletgate" - jak już cała sprawa została okrzyknięta. - Środki bezpieczeństwa są zaostrzone. Są obawy o ataki ze strony środowisk baletu i opery - stwierdził w pewnym momencie O’Brien. Zresztą cały monolog otwierający ceremonię komik zamknął segmentem operowym z udziałem Josha Grobana.

Chalamet bez Oscara, a kto zdobył nagrody? Oto pełna lista >>>

Co dokładnie powiedział gwiazdor "Wielkiego Marty'ego"?

Jednym z wątków wspomnianej na początku rozmowy Chalameta i McConagheya były wyzwania, jakie stoją przed współczesnym kinem. Chodziło między innymi o to, że wielkie wytwórnie filmowe wymagają od twórców dynamicznego prowadzenia akcji, żeby jak najskuteczniej utrzymać uwagę widza. Chalamet powiedział, że w całej tej dyskusji jest gdzieś "pośrodku" między poważnymi filmami, a tymi, które mają być źródłem rozrywki.

Stwierdził, że podziwia ludzi, którzy mówią: "musimy utrzymać kino przy życiu, musimy utrzymać przy życiu ten gatunek". - A jednocześnie jest we mnie część, która ma poczucie, że jeśli ludzie chcą obejrzeć "Barbie" czy "Oppenheimera", to pójdą na to [na te filmy - red.] i zrobią wszystko, żeby być z tego dumnym i mówić o tym głośno. A ja nie chcę pracować w balecie, operze czy w innych produkcjach, w których liczy się jedynie to, żeby utrzymać je przy życiu, które nikogo już nie obchodzą. Z całym szacunkiem dla ludzi baletu i opery. Właśnie straciłem 14 procent widowni - stwierdził Chalamet.

Oburzenie wywołała sugestia aktora, że opera i balet nikogo nie obchodzą To nie pierwsza taka jego wypowiedź, deprecjonująca inne obszary sztuki. Jest to o tyle zaskakujące, że pochodzi z rodziny o bardzo bogatych tradycjach baletowych. Jego babcia ze strony matki - Enid Flender - była tancerką teatralną na Broadwayu. Matka - Nicole Flender - przez lata tańczyła na Broadwayu, a po studiach z filologii francuskiej na Uniwersytecie Yale uczyła francuskiego oraz prowadziła zajęcia baletowe. Edukację baletową odbyła również siostra Timothee - Pauline Chalamet - która do szkoły baletowej poszła jako dziewięciolatka. Jako 10-latka debiutowała na Broadwayu, a jej karierę taneczną przekreślił wypadek na rowerze.

"Wielki Marty" reż. Josh Safdie
Źródło: Monolith Films

Czy rzeczywiście opera i balet nikogo już nie obchodzą?

- Cieszy mnie to, że ludzie nie pozostali obojętni wobec jego komentarza, że pojawiła się szeroka dyskusja z głosami poparcia dla baletu i opery. To świadczy o tym, że te formy sztuki są bardzo żywe, że są wspaniałe i obchodzą ludzi. A być może kiedyś Chalamet zakocha się w operze i zrozumie, że to, co powiedział, nie było zbyt mądre - ocenia dziennikarka filmowa Patrycja Wanat.

W odbiorze wielu przedstawicieli świata opery, baletu oraz innych sztuk scenicznych komentarz Chalameta był krzywdzący. Bo czy rzeczywiście opera i balet nikogo już nie obchodzą?

Czytaj także: