Open'er 2026. Trzy zachwyty. A na koniec niespodzianka

Open'er 2026
Open'er 2026 - pierwszy dzień festiwalu
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: fot. Ewa Płonka / Open'er Festival 2026 / Alter Art
Drugi dzień Open'er Festival 2026 to oczyszczający Nick Cave and the Bad Seeds, klimatyczna Daria ze Śląska oraz wulkan energii z "K-popowych łowczyń demonów". A to nie wszystkie czwartkowe perełki.

Drugi dzień tegorocznej edycji Open'era był jak przejażdżka kolejką górską: pogodowo, muzycznie i emocjonalnie. To też kolejny dzień, w trakcie którego nie przydarzył mi się zły koncert. A było w czym wybierać, bo na czterech oficjalnych scenach przygotowano 18 koncertów.

Ogólnie: tegoroczny program jest bardzo różnorodny. To bardzo cieszy, ale sprawia, że czasem trudno zdecydować się na co pójść, a z czego zrezygnować. Zwłaszcza, gdy chodzi o legendy.

Trochę koncert, trochę oczyszczająca ceremonia

Najlepszy czwartkowy koncert zafundowała australijska supergrupa Nick Cave and the Bad Seeds. Był to trzeci występ zespołu na gdyńskim festiwalu. Wcześniej odwiedzili Open'era w 2013 i w 2018 roku. Do Polski ekipa z Cavem na czele przyjechała w ramach trasy promującej ich ostatni album "Wild God" z 2024 roku. To 18. studyjny krążek w ich 43-letniej karierze.

Od samego początku zawładnęli wielotysięczną publicznością, z którą Cave miał fantastyczną chemię. Sporą część koncertu spędził na wyciągnięcie dłoni fanów. Był też moment, w którym dał im się ponieść. W trakcie blisko dwugodzinnego występu porwał nas w otchłań, wypełnioną bólem i niepokojem, a wszystko po to, odnaleźć spokój i nową siłę. Szybko nasunęło mi się skojarzenie z popularnymi amerykańskimi kaznodziejami: charyzmatyczny Cave w świetnie skrojonym garniturze, a w tle czteroosobowy chór o wyraźnym gospelowym brzmieniu. Takich koncertów się nie zapomina. Wręcz przeciwnie: chce się więcej i więcej.

Bezkonkurencyjna trip-hopowa Ślązaczka

Trudno było się wyrwać z transu, w jaki wciągnął nas Cave, więc na koncert Darii ze Śląska dotarłem z kilkunastominutowym spóźnieniem. A bardzo mi zależało, żeby ją zobaczyć, bo należy do grona najciekawszych przedstawicielek polskiej muzyki na tym festiwalu. Tym bardziej, że półtora miesiąca temu wydała płytę "Halo. Co jest grane?" - jeden z najlepszych polskich krążków 2026 roku.

Namiot Alter Stage był wypełniony po brzegi. Mało kto potrafi w Polsce stworzyć taki koncertowy klimat jak ona. Na myśl nasuwają się najlepsze trip-hopowe tradycje ostatnich trzech dekad. Ale Daria ze Śląska korzysta z tych tradycji po swojemu. Tak żeby nie dać się zamknąć w stylistyczne i gatunkowe klamry.

Godzinny występ zdominowany był materiałem z "Halo. Co jest grane?". Nie zabrakło też kilku wcześniejszych numerów Ślązaczki, w tym "Gambino", którym pożegnała się z widownią. Pozostał spory niedosyt, bo chciałoby się łapczywie jeszcze kilka piosenek. Na szczęście artystka rusza jesienią w trasę po Polsce, więc mam nadzieję, że to nie było moje jedyne spotkanie z nią w tym roku.

OGLĄDAJ: Daria ze Śląska: w mojej ekipie są ludzie bardziej utalentowani ode mnie
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji

Debiut gwiazdy "K-popowych łowczyń demonów"

Po raz pierwszy w Polsce i drugi w Europie wystąpiła Amerykanka koreańskiego pochodzenia Audrey Nuna, która jako jedna z pierwszych grała w czwartek na scenie Tent Stage. - Tu jest tak pięknie, drzewa są takie zielone, chmury soczyste, a ludzie wspaniali - nie kryła zachwytu nad Europą wokalistka.

A kim jest Nuna? Pochodząca ze stanu New Jersey piosenkarka i raperka profesjonalną karierę rozpoczęła w 2018 roku. Jednak to udział w filmie "K-popowe łowczynie demonów" w roli Miry przyniósł jej światową rozpoznawalność. Razem z Ejae i Rei Ami tworzyły filmowy girls band Huntrix. Ich największym hitem była piosenka "Golden". - Chciałabym docenić film ["Kpopowe łowczynie demonów" - red.], który zmienił moje życie. Zróbcie wielki hałas dla Ejae i Rei Ami - mówiła Nuna w trakcie występu.

Solowy repertuar wykracza o wiele dalej poza skojarzenia z kpopową artystką. Nuna rewelacyjnie łączy pop, r'n'b, hip-hop oraz trapowe brzmienia. Jest w tym jakaś niesamowita energia, której ciężko oprzeć. Przez ponad godzinę Amerykanka świetnie się bawiła z polską publicznością, by na koniec rzucić: - Nigdy nie zapomnę mojego pierwszego festiwalu w Polsce. Sprawiliście, że był dla mnie wyjątkowy.

Audrey Nuna
Audrey Nuna
Źródło zdjęcia: Open'er Festival 2026 / Alter Art

Bezprecedensowy koncert specjalny

Na koniec o jeszcze jednym koncercie. Chociaż zrealizowany został na scenie głównej, to mowa o występie spoza oficjalnego programu. Chodzi o projekt specjalny: koncert chopinowski w wykonaniu Yehudy Prokopowicza w towarzystwie Sinfonii Varsovii pod kierownictwem Marty Kluczyńskiej. Czegoś takiego Open'er jeszcze nie doświadczył. Co prawda 2 lipca 2010 roku ze sceny głównej festiwalu wybrzmiały utwory chopinowskie w wykonaniu Marka Drewnowskiego. Ale pełen koncert Fryderyka Chopina z udziałem orkiestry symfonicznej wydarzył się po raz pierwszy.

Ci, którzy w październiku śledzili Konkurs Chopinowski, doskonale wiedzą kim jest Yehuda Prokopowicz. Dotarł do półfinału i dzięki swojej charyzmie szybko stał się jednym z faworytów i ulubieńców publiczności. Ostatecznie otrzymał między innymi nagrodę za najlepsze wykonanie mazurków. Dla 21-letniego studenta klasy fortepianu prowadzonej przez Krzysztofa Książka na Akademii Muzycznej im. Krzysztofa Pendereckiego w Krakowie Konkurs Chopinowski stał się trampoliną do międzynarodowej kariery. Ale chyba nie przypuszczał, że będzie solistą koncertu na Open'erze.

Prokopowicz wspólnie z Sinfonią Varsovią wybrali I Koncert fortepianowy e-moll op. 11 autorstwa Chopina. Wymagający trzyczęściowy utwór, który charakteryzuje się wirtuozerią i rozmachem. A wykonanie Prokopowicza z warszawską orkiestrą było fantastyczne. Rzadko można ich doświadczyć na festiwalach takich jak Open'er, poza gmachami filharmonii. Zachwyt budziła też skupiona, zafascynowana publiczność. Przyglądanie się setkom ludzi, wpatrzonych w muzyków grających Chopina było źródłem dodatkowej przyjemności.

Mam szczerą nadzieję, że organizatorzy z większą śmiałością będą sięgać po tego typu projekty. Mamy w polskiej historii plejadę kompozytorów i kompozytorek, których utwory również dobrze sprawdziłyby się na open'erowej scenie głównej. Henryk Mikołaj Górecki, Grażyna Bacewicz, Marta Ptaszyńska, Joanna Wnuk-Nazarowa, Wojciech Kilar, Krzysztof Penderecki - ich muzyka w naturalny sposób wpisuje się w DNA gdyńskiego festiwalu.

A w piątek - trzeci dzień festiwalu - zagrają między innymi The Cure, Anna Calvi czy Ethel Cain.

Redagowała Katarzyna Guzik

Źródło: tvn24.pl
Czytaj także: