"Ojczyzna" Pawła Pawlikowskiego na czele pretendentów do Złotej Palmy

Sandra Hueller i Hanns Zischler w filmie Pawlikowskiego "Ojczyzna"
Premiera "Ojczyzny" Pawła Pawlikowskiego w Cannes
Źródło wideo: Reuters
Źródło zdj. gł.: Kino Świat/Agata Grzybowska
Dwa dni przed końcem festiwalu w Cannes najważniejsi krytycy filmowi, jak co roku, oceniają w "Screen International" konkursowe filmy. Ich faworytem do Złotej Palmy jest, niezmiennie od premiery, "Ojczyzna" Pawła Pawlikowskiego. Od wczoraj po piętach depcze mu Andriej Zwiagincew z najnowszym filmem "Minotaur". Zdobywcę Złotej Palmy poznamy 23 maja.

Brytyjski magazyn filmowy "Screen International" od dekad uchodzi za najbardziej precyzyjny barometr oceniający artystyczne walory konkursowych filmów w Cannes czy Wenecji. I choć gusta krytyków często rozmijają się z wyborami jury, nie zdarza się, by tytuły najwyżej ocenione przez krytyków, zostały przez nie pominięte.

Od premiery na Lazurowym Wybrzeżu, 14 maja, najwyżej w rankingu krytyków niezmiennie utrzymuje się "Ojczyzna" Pawła Pawlikowskiego. Nakręcona po niemiecku i z niemieckimi aktorami w głównych rolach, osnuta została wokół wizyty noblisty Thomasa Manna w ojczyźnie, z której wyjechał po dojściu do władzy Hitlera.

Z kolei pierwszy nakręcony poza Rosją obraz Andrieja Zwiagincewa "Minotaur" (choć po rosyjsku i z rosyjskimi aktorami) to swobodny remake "Niewiernej żony" Claude'a Chabrola, z akcją przeniesioną do współczesnej Rosji, która właśnie zaatakowała Ukrainę.

Jak wybierze jury, dowiemy się już w sobotę.

Paweł Pawlikowski z ekipą "Ojczyzny" na premierze w Cannes
Paweł Pawlikowski z ekipą "Ojczyzny" na premierze w Cannes
Źródło zdjęcia: PAP/EPA

Małe arcydzieło

O filmie "Ojczyzna" Pawlikowskiego szeroko pisał w dniu canneńskiej premiery dziennikarz tvn24.pl Tomasz-Marcin Wrona.

Do tego, co już wiemy o filmie, warto może dodać jeszcze wyznanie samego reżysera, który podkreśla, że nie jest to opowieść biograficzna. "Wziąłem skrawki prawdziwych historii i ulepiłem z nich coś własnego" - mówił w wywiadach w Cannes Pawlikowski. Podobny mechanizm funkcjonował w dwóch wcześniejszych produkcjach polskiego twórcy - uważanych za nieformalne części trylogii zimnowojennej - oscarowej "Idzie" oraz "Zimnej wojnie". Najnowszy film różni od nich jednak to, że twórca skupia się na prawdziwych postaciach.

Reżyser przyznaje też, że to jego najbardziej osobisty obraz. Już na pierwszy rzut oka uderza podobieństwo losu wielkiego pisarza i polskiego filmowca - obaj przecież wyjechali na długie lata z rodzinnego kraju. I choć Thomas Mann w ojczyźnie pojawił się tylko dwukrotnie, zawsze niejako "przejazdem", a Pawlikowski wrócił do niej na dobre, podobieństwo życiowych doświadczeń trudno przeoczyć. Podobnie jak motyw straty bliskiej osoby - w "Ojczyźnie" w przypadku Manna będzie to tragiczna śmierć syna, w przypadku reżysera - żony, którą zabrała nieuleczalna choroba.

W entuzjastycznej recenzji filmu Stephen Dalton z "The Film Verdict" pisze o zaledwie 82-minutowym obrazie Pawlikowskiego: "Nie dajcie się zwieść jego niewielkim rozmiarom: 'Ojczyzna' to małe arcydzieło pełne wielkich tematów i silnych emocji". Z kolei Kevin Maher z "The Times" komplementuje: "Ten krótki, ale doskonale skonstruowany film, pełen jest pomysłów i przesiąknięty większą ilością emocji niż większość zbyt długich, artystycznych eposów".

W głównych rolach Pawlikowski obsadził Hannsa Zischlera jako Thomasa Manna oraz Sandrę Hueller jako jego córkę, Erikę Mann. I to właśnie ona, podróżująca po Europie wraz z ojcem, zdaje się być spiritus movens całej opowieści. Nie sposób wskazać recenzję, której autor nie zwracałby uwagi na mistrzostwo jej kreacji. Wszyscy też zgodnie podkreślają, że aktorka z pewnością doczeka się oscarowej nominacji. Krytyk "Indie Wire", Ryan Lattanzio stwierdza, że "trudno dziś o lepszą aktorkę w Europie, a niewykluczone, że w ogóle na świecie", zaś wspomniany Dalton dodaje: "Oglądamy mistrzostwo ekspresyjnego minimalizmu, gdy Erika niszczy dawne uczucia jedną uniesioną brwią lub oddaje rozpacz związaną z rodzinną tragedią w oszczędnej rozmowie telefonicznej".

Peter Bradshaw z "Guardiana", jeden z najbardziej uznanych i zarazem najsurowszych europejskich krytyków filmowych, podkreśla, że niemożliwym jest, by jakakolwiek aktorka w Cannes przebiła to, co pokazała Hueller w "Ojczyźnie". Dodaje też, że równie nieprawdopodobne jest to, by Pawlikowski wyjechał z Cannes bez nagrody.

Sandra Hueller i Hanns Zischler w filmie Pawlikowskiego "Ojczyzna"
Sandra Hueller i Hanns Zischler w filmie Pawlikowskiego "Ojczyzna"
Źródło zdjęcia: Kino Świat/Agata Grzybowska

Zwiagincew punktuje rosyjskie społeczeństwo

Czytając entuzjastyczne recenzje dotyczące zarówno "Ojczyzny" Pawlikowskiego, jak i "Minotaura" Zwiagincewa, można mieć deja vu. Bo trudno nie przywołać w tym miejscu rywalizacji obu artystów sprzed 12 lat, gdy "Ida" i "Lewiatan" konkurowały ze sobą w długim sezonie oscarowym, zdobywając naprzemiennie najważniejsze nagrody w branży. Jak wiadomo ta najbardziej upragniona, czyli Oscar, ostatecznie trafiła do polskiego twórcy.

Zwiagincew ma tę przewagę nad Pawlikowskim, że trudno dziś o bardziej pożądane tło historyczne, niż wojna Rosji z Ukrainą. Nie jest tajemnicą, że festiwale w Cannes i Wenecji od lat rywalizują o obecność w Konkursie Głównym tytułów, które biorą na warsztat politycznie najgorętsze, aktualne zagadnienia. I właśnie takie filmy najchętniej nagradzają. Przypomnijmy też, że Pawlikowski ma już na koncie nagrodę za Reżyserię przyznaną w Cannes za "Zimną wojnę", zaś Zwiagenciew - Nagrodę Jury za "Niemiłość".

Ale Zwiagincew wraca z filmem po 10 latach przerwy, po ciężkiej chorobie (powikłania po rosyjskiej szczepionce na COVID-19, omal go nie zabiły, przebywał długo w śpiączce farmakologicznej), i w aureoli "uciekiniera". Tak traktowany jest bowiem po wyjeździe na stałe z Rosji w 2021 roku, mimo iż nie był twórcą prześladowanym przez Kreml, a "Lewiatan" był oficjalnym, rosyjskim kandydatem do Oscara. Mówi, że wyjechał z kraju, bo nie mógł znieść "stanu permanentnej wojny domowej". Obecnie mieszka w Paryżu, zaś film jest koprodukcją francusko-rosyjsko-niemiecką.

Przenosząc erotyczny thriller Chabrola do współczesnej Rosji, Zwiagincew powraca - jak sam mówi "do państwa duchów i kształtów przypominających ludzi". Wątek romansu jest jedynie pretekstem dla psychologicznego thrillera. Reżyser pokazuje Rosję, w której nie ma już prawdziwego społeczeństwa, jest jedynie zobojętniała wobec zła masa ludzi, nie ma wiary i nadziei na zmianę. To film, który punktuje rosyjskie społeczeństwo - jego niemoc oraz moralny upadek. Zwiagincew oskarża. To nie sam reżim stworzył potwora, a całe społeczeństwo - jego obojętność, przyzwolenie na zło i korupcję, zdaje się mówić.

Wojna Rosji z Ukrainą pokazuje, że przyzwolenie na zabijanie to kolejny przejaw tego upadku. Krytycy podkreślają, że filmowiec wchodzi w dialog ze swoimi poprzednimi filmami i kręci kolejny spełniony obraz. "W "Minotaurze" Zwiagincew odciska swój własny, rozkosznie czarny jak atrament ślad na erotycznym thrillerze Chabrola. Nowy kontekst kulturowy i polityczny, w którym pojawiają się ci sami bohaterowie, daje nowe, całkiem inne życie fabule " - pisze zachwycona filmem krytyczka "Screen International", Catherine Bray.

Cytowany już Ryan Lattanzio z "Indie Wire" jest zdania, że obraz ma wielkie szanse na jedną z głównych nagród, choć dodaje, że "trafia bardziej do rozumu niż do serca, bo brakuje mu transparentnych emocji, jakie ma 'Ojczyzna' Pawła Pawlikowskiego".

Andriej Zwiagincew na premierze "Minotaura" w Cannes
Andriej Zwiagincew na premierze "Minotaura" w Cannes
Źródło zdjęcia: PAP/EPA

Nie tylko "Ojczyzna" i "Minotaur"

Trzecie miejsce na podium w punktacji krytyków zajmuje przyjęty w Cannes równie entuzjastycznie jak dwa pozostałe obrazy "Soudain" (angielski tytuł: "All of a Sudden"), japońskiego filmowca Hamaguchiego Ryusuke, twórcę oscarowego "Drive My Car". To wielowymiarowy, poruszający dramat o niezwykłej więzi, która rozwija się między dwiema kobietami z odmiennych światów. Obraz trwa ponad trzy godziny, co ostatnio działa na niekorzyść produkcji festiwalowych. A dla porządku warto jeszcze przypomnieć, że na czele tegorocznego jury stoi wybitny azjatycki filmowiec Park Chan-wook. Jak uczy doświadczenie, nie jest to bez znaczenia dla ostatecznego werdyktu.

Z kolei na faworyta publiczności wyrósł "Fiord" rumuńskiego zdobywcy Złotej Palmy przed 20 laty, Cristiana Mungiu. To opowieść o rumuńskiej rodzinie imigrantów mieszkającej w Norwegii, która pada ofiarą tamtejszego systemu sądowniczego.

Cristian Mungiu i Sebastian Stan na konferencji w Cannes
Cristian Mungiu i Sebastian Stan na konferencji w Cannes
Źródło zdjęcia: EPA POOL

W filmie główne role grają norweska gwiazda filmów Joachima Triera, Renate Reinsve i hollywoodzki aktor Sebastian Stan.

Źródło: "Screen International", "Variety", "Indie Wire", tvn24.pl
Czytaj także: