W pięknych wnętrzach Teatru Wielkiego - Opery Narodowej w poniedziałkowy wieczór odbyła się premiera ekranizacji powieści Bolesława Prusa "Lalka" w reżyserii Macieja Kawalskiego. Film, którego fabuła pozostaje wierna literackiemu pierwowzorowi, zachwyca realizacyjnym rozmachem, widowiskowością oraz gwiazdorską obsadą, jakiej w polskim kinie jeszcze nie było.
Budżet "Lalki" szacowany jest na około 80 milionów złotych brutto, co sprawia, że jest to jedna z najdroższych produkcji w polskiej historii. Przed uroczystą premierą producent filmu Radosław Drabik w rozmowie z tvn24.pl powiedział, że to, czy ten projekt jest najdroższym, nie jest dla niego żadnym wyznacznikiem.
- Bez dużych pieniędzy nie da się zrobić wielkiego, epickiego kina. Jednak duże pieniądze nie zawsze gwarantują, że to jest dobre kino. Obiecuję: te pieniądze zostały zainwestowane i wydane tak, żeby każdy widz miał najlepsze dwie i pół godziny w kinie - zaznaczył Drabik.
Producent wyjaśnił, że pomysł na ten film pojawił się kilka lat temu. - Ekstremalnie zatęskniłem za wielkim ekranem. Było mi bardzo źle, że w trakcie pandemii kina były nieczynne, a po niej ich działalność trochę kulała. Dopiero teraz wychodzą na prostą, ale potrzebują wsparcia, wielkich, epickich rzeczy, żeby Polacy mogli wychodzić, cieszyć się najwyższej jakości rozrywką - tłumaczył.
Drabik, który w dorobku ma takie tytuły, jak serię filmową "Planeta singli", "Juliusz" czy "Rozwodnicy", przekonywał, że ta "Lalka" została stworzona właśnie po to, by wspólnie oglądać ją na wielkim, kinowym ekranie.
A dlaczego "Lalka"? - Chciałem użyć wszystkich dostępnych mi narzędzi, żeby wyciągnąć Polaków z domu i przypomnieć im, że kino jest wspaniałe. Pomyślałem, że musi to być najważniejsza polska powieść i że muszą to być wspaniałe talenty: reżyser, operator, twórcy kostiumów, charakteryzacja, scenografia - wyjaśnił.
- Chciałem też mieć najlepszą aktorską ekipę w historii. To było niczym kompletowanie ekipy Avengersów, których zadaniem jest przekazanie energii Polakom - mówił producent. Drabik podkreślił, że film pojawi się w każdym polskim kinie, ponieważ towarzyszy mu jedna z największych akcji dystrybucyjnych ostatnich dekad.
Maciej Kawalski: nie chciałem przepisywać "Lalki" od nowa
- "Lalka" była dla nas wszystkich, którzy przy niej pracowali, wielkim przeżyciem. Mam nadzieję, że i dla widzów będzie takim przeżyciem. Jest miejsce na słuchanie muzyki w domu, na telefonie, ale można też pójść na koncert. Na koncerty nie chodzimy codziennie, tak jak i do kina większość ludzi nie chodzi na co dzień. Warto jednak raz na jakiś czas tu przyjść, zaznać wielkich emocji. Myślę, że tym dla kina jest "Lalka" - ocenił reżyser i współscenarzysta Maciej Kawalski.
Powieść Prusa to nie tylko historia znajomości Stanisława Wokulskiego i Izabeli Łęckiej. Powieść dotyka również złożonych kwestii polityczno-społecznych. Kawalski zaznaczył, że zależało mu, aby i ten wymiar wybrzmiał w filmie. - Jestem z [filmową - red.] "Lalką" od pierwszego zdania. Wielokrotnie czytałem "Lalkę". Jeżeli już sięgać po jakiś tytuł, to po coś. Nie po to, żeby wyważać otwarte drzwi, przepisywać powieść od nowa, ale po to, żeby wyciągnąć z niej to, co porusza mnie najbardziej i opowiedzieć to współczesnymi narzędziami kina - zaznaczył.
Co poruszyło Kawalskiego? - Ścieżka Stanisława Wokulskiego, poszukiwanie siebie. Poruszyła mnie potrzeba zatracenia się "w czymś": w nauce, pracy organicznej, handlu, wielkiej miłości. Nic nie daje mu takiego spełnienia, jakiego chciałby, ale szuka dalej - wyznał.
- Cały scenariusz był dużym wyzwaniem. Praca pod dużą presją czasu. Adaptując świetną powieść, pojawia się poczucie odpowiedzialności, żeby tego nie zmarnować - dodał.
Sam tytuł powieści Prusa jest wieloznaczny. Według części badaczy, nawiązuje do literackiego motywu "theatrum mundi" ("świat teatrem, aktorami ludzie"). - Koncepcja, że wszyscy odgrywamy pewne role, jest mi bliska. Myślę, że to kryje się w słowach Geista [jedna z postaci powieści, w filmie grany przez Andrzeja Chyrę - red.]. U Prusa Geist w pewnym miejscu mówi, że na świecie nie ma bytów ani śmierci, są tylko prawa, a jedne z nich pozwalają nam być chemikami, a drugie tylko preparatami chemicznymi. Cała rzecz w tym, żeby coś robić, jakoś z tego skorzystać - wyjaśnił filmowiec.
Kawalski chciałby, żeby kinowy seans "Lalki" był dla widzów dużym przeżyciem emocjonalnym. - Ten film, tak jak i sam Stanisław Wokulski, jest bardzo szeroki emocjonalnie. Jest miejsce na humor, wzruszenie, napięcie, złamane serce. Życzę widowni kompletnego doznania filmowego - podsumował.
Kamila Urzędowska: zrobiliśmy wszystko, żeby ta "Lalka" była najpiękniejsza
W postać Izabeli Łęckiej wcieliła się Kamila Urzędowska. Jej odsłona bohaterki z jednej strony mocno odbiega od tych, jakie stworzyły Beata Tyszkiewicz w filmie Wojciecha Jerzego Hasa (1968 r.) czy Małgorzata Braunek w serialowej odsłonie "Lalki" z 1978 roku, a z drugiej - jest najbliższa temu, jak opisał ją Prus.
Z aktorką rozmawialiśmy na kilkanaście minut przed rozpoczęciem pokazu filmu. Zapytaliśmy o jej emocje. - Czuję ogromną dumę z naszego wspaniałego zespołu, ekipy, która pracowała na planie i poza nim. W końcu przygotowania do zdjęć trwały kilka lat. Niektórzy poświęcali również relacje ze swoimi rodzinami - nie było to jakieś ekstremalne - ale fakt, że pewnych osób nie było w domu po kilkanaście godzin dziennie - wyznała Urzędowska.
- Każdy w tym filmie zostawił kawał serca. Każdy zrobił wszystko, co mógł, żeby ta "Lalka" była najpiękniejsza, była znakomicie opowiedziana. Jestem dumna z tej premiery, że możemy się spotkać, świętować i zobaczyć to, co cała Polska będzie mogła odkryć w kinach od 30 września - mówiła.
Kim dla niej jest Izabela Łęcka? - To zagubiona, głęboko nieszczęśliwa dziewczyna, żyjąca w swojej bańce. Jest jej ciężko z niej wyjść, ma niewielką świadomość tego, jak inni ludzie żyją. Ma piękne marzenia, ale ówczesny klasizm - bycie arystokratką - nie pozwalał jej na ich realizację. Mogła ewentualnie porzucić dotychczasowe życie, ale nie była na tyle odważna - opisała aktorka.
Urzędowska na planie otoczona była sławami i legendami. W filmie widzimy ją nie tylko w scenach z Marcinem Dorocińskim (który wcielił się w Wokulskiego), ale również z Krystyną Jandą (hrabiną Karolową, ciotką Łeckiej), Andrzejem Sewerynem (jako Tomaszem Łęckim, jej ojcem) czy Mają Komorowską (jako prezesową Zasławską).
Jak wyglądała ich współpraca? - Każdy z nich jest wielkim aktorem i z każdym ma się różną komunikację. Na przykład Marcin, który ma za sobą wiele planów filmowych w Polsce i za granicą, ma swoje przyzwyczajenia. Lubi śpiewać, opowiadać dowcipy, żartować przed poszczególnymi ujęciami. Niektórzy zaś mieli inny system pracy, byli tacy, którzy potrzebowali pełnej ciszy, skupienia. Zatem dla mnie super lekcją było zrozumienie i zaakceptowanie tych wszystkich mechanizmów, potrzebnych poszczególnym partnerom. Super było już samo przebywanie na planie. Jak patrzyłam na plan pracy i opowiadałam mamie to, z kim właśnie będę grać, chyba nie docierało to wtedy do mnie. Mam wrażenie, że dopiero teraz zdaję sobie sprawę z tego, że miałam okazję poznać prywatnie wiele osób, które podziwiałam całe życie. To ogromne szczęście - przyznała.
Damięcki: to marzenie każdego aktora, który lubi wyzwania
U Kawalskiego postaci są zniuansowane i wyraziste. Również te drugoplanowe. Niewiele z nich można określić jako "czarne charaktery". Ale jako taki właśnie może być odczytywany Kazimierz Starski, grany przez Mateusza Damięckiego.
Pytany o to, jak się czuje, tworząc "czarny charakter", Damięcki nie zgodził się z tym, że Starski jest zły. - Jeżeli o tym, czy człowiek jest dobry czy zły, miałaby świadczyć szczerość, to jestem jedynym szczerym i dobrym bohaterem w calej książce. Biorąc pod uwagę konwenans tamtej epoki, Łęcka jako kobieta nie mogła być czarnym charakterem, ale Wokulski jest zły, Łęcki jest zły, a Starski jest dobry - przekonywał Damięcki.
Czym dla niego jest udział w takiej produkcji jak "Lalka"? - To na pewno ogromne wyróżnienie, żeby znaleźć się w tak epokowym dziele, w ekranizacji tak wspaniałej powieści. Myślę, że to marzenie każdego aktora, który lubi wyzwania. Tym bardziej cieszę się, że właśnie udało mi się dostać taką ciekawą rolę - zaznaczył aktor.
- Świetna praca na planie, czas, który tam spędziliśmy uważam za bardzo wartościowy. Jednak zetknięcie się z kostiumem, z epoką, to dla mnie zawsze ogromne wyzwanie. Za każdym razem, dostając gorset - w przypadku mężczyzny to kamizelka zapięta do granic możliwości - trzeba było wypiąć pierś, wciągnąć brzuch. Bohater od raz zaczynał zupełnie inaczej chodzić, zachowywać się, W efekcie to wpływa na to, jak mówi, jak się rusza. Uwielbiam takie wyzwania i mam ogromną słabość do produkcji kostiumowych. Ponadto pojemność "Lalki", jej uniwersalność sprawia, że chyba nikt z nas nie ma wątpliwości, że bohaterowie napisani ponad 130 lat temu odnaleźliby się dzisiaj przy nas fantastycznie - stwierdził Damięcki.
Film "Lalka" w reżyserii Macieja Kawalskiego trafi do kin w środę 30 września. Jednym z koproducentów "Lalki" jest TVN Warner Bros. Discovery - właściciel między innymi tvn24.pl.