Kiedyś obraz, dziś Instagram. Malarstwo i rzeźba na równi z Diorem w Zamku Królewskim

Rzeźba "Cień" Idy Karkoszki na wystawie "Niech nas widzą!"
Rzeźba "Cień" Idy Karkoszki na wystawie "Niech nas widzą!"
Źródło: Zamek Królewski
Chociaż tłumy do obecnej wystawy w Zamku Królewskim przyciągają zapewne prezentowane tam stroje - od płaszcza króla Stanisława Augusta do elementów z kolekcji Diora, Chanel, czy McQueena, to kuratorka wystawy zaznacza, że nie jest to wystawa o modzie. To dużo więcej - historia ludzkości i tłumaczenie obecnych w sztuce tropów poprzez to, jak budujemy swój wizerunek. Czy strojem można zaangażować się dla sprawy? 

A wszystko zaczęło się od… szlafroka. Jak mówi kuratorka wystawy "Niech nas widzą! Wizerunek, strój, ciało" Monika Przypkowska, jej marzeniem było, aby w Zamku Królewskim pojawił się obraz przedstawiający znanego francuskiego osiemnastowiecznego pisarza i myśliciela, Denisa Diderota, w szlafroku właśnie. Na co dzień dzieło znajduje się w Luwrze, a teraz do 8 lutego możemy obejrzeć je w stolicy. - Na studiach czytałam jego esej "Żale nad moim starym szlafrokiem", w którym skarży się, że przypływ środków finansowych umożliwił mu nabycie bardziej wystawnego stroju tego rodzaju, dającego mu poczucie estetycznego komfortu we własnym domu. Następnie jednak wyraża rozczarowanie, iż nowy, piękny strój domowy okazał się znacznie bardziej efektowny niż całe otoczenie. Postrzega to jako problem, gdyż odczuwa dysharmonię - ma wrażenie bycia przebranym i utraty ładu oraz spójności pomiędzy sobą a przestrzenią, w której funkcjonuje - opowiada Przypkowska.

Portret Denisa Diderota autorstwa Louisa-Michela van Loo na wystawie "Niech nas widzą!"
Portret Denisa Diderota autorstwa Louisa-Michela van Loo na wystawie "Niech nas widzą!"
Źródło: Martyna Nowosielska-Krassowska

Kupno szlafroka zapoczątkowało u niego proces, który ekonomia nazywa inflacją stylu życia. Kiedy sprawimy sobie coś, co nie przystaje do pozostałych naszych przedmiotów i otoczenia, odczuwamy, że poziom reszty też musimy podnieść. To z kolei prowadzi do zakupu kolejnych rzeczy i tego, co jest jednym z większych problemów współczesności - konsumpcjoznizmu. Taką spiralę zakupów, która może mieć efekt w postaci problemów z naszym budżetem, nazywa się właśnie efektem Diderota.

Ciężar i wizerunek władzy

Już ten pierwszy przykład doskonale pokazuje, co chce nam przekazać wystawa "Niech nas widzą", która, jak przyznają pracowniczki Zamku, cieszy się ogromną popularnością. Tak dużą, że w weekendy sale zamkowe zalewają wręcz tłumy zwiedzających, a zdobycie biletów nie należy do najłatwiejszych zadań. Podpowiedź: warto kupić bilety na konkretną datę i godzinę przez internet.

Chociaż do odwiedzenia wystawy na pewno zachęcają pokazywane na niej stroje - czy to płaszcz koronacyjny Stanisława Augusta, czy suknie od największych domów mody od Diora do Muglera, to nie jest to wystawa o modzie. To przede wszystkim próba pokazania jak podejście do kreowania swojego wizerunku może nas prowadzić przez europejską historię, poprzez zestawianie ze sobą prac z czasów dawnych i naszych. Chociażby w sali związanej z myślistwem na środku widzimy rzeźbę "Cień" Idy Karkoszki przedstawiającą pozbawionego futra lisa, który niczym domowy pies drapie się za uchem. Za ogon służą mu futra z prawdziwych zwierząt, zebrane przez fundację Otwarte Klatki. Trudno w tym momencie uciec myślami od bardzo współczesnych, politycznych kontekstów.

Rzeźba "Cień" Idy Karkoszki na wystawie "Niech nas widzą!"
Rzeźba "Cień" Idy Karkoszki na wystawie "Niech nas widzą!"
Źródło: Zamek Królewski

Każda z wystawowych sal, na których zebrano około 250 eksponatów, to swego rodzaju dialog przeszłości i naszej codzienności, prac sprzed wieków i współczesnych zestawionych ze sobą, które bardzo dobrze opisane prowadzą nas przez swoje przesłanie. Przypkowska podaje konkretne trzy przykłady, chociaż na wystawie jest ich naprawdę wiele. Kiedy wchodzimy do pierwszej sali naszą uwagę przyciąga płaszcz koronacyjny Stanisława Augusta. Zobaczymy go także dwie sale później. Tam prezentuje się na dyptyku Łukasza Stokłosy, który odwzorowuje go jako rodzaj martwej natury - na powierzchni malarskiej odzwierciedla eksponat muzealny. Blask, dawny splendor na obrazie zanikł, do tego płaszcz jest na nim właściwie przepołowiony. - Taki sposób przedstawienia płaszcza Stanisława Augusta wydaje się trochę opowieścią o utraconych nadziejach - zarówno jego własnych, jak i społeczeństwa. Kiedy zasiadał na tronie w 1764 roku, część ludzi wierzyła, że jego panowanie da dobre owoce w kryzysowej sytuacji, która panowała wtedy w kraju. Niestety tak się nie stało - mówi kuratorka. - Może być to też uniwersalna refleksja o tym jak ciężko ponosić taką odpowiedzialność. Jak często taka sytuacja jest rozczarowująca dla polityków, a także - jak oni są rozczarowujący dla nas - dodaje.

Płaszcz króla Stanisława Augusta na wystawie "Niech nas widzą!"
Płaszcz króla Stanisława Augusta na wystawie "Niech nas widzą!"
Źródło: Zamek Królewski

Polityków, tych współczesnych, na wystawie również nie brakuje. W pewnym momencie przechodzimy pod umieszczonymi na ścianach złotymi głowami krzyczących na siebie Putina i Trumpa. Oczywiście w garniturach. Moje myśli kierują się od razu w stronę prezydenta Ukrainy, Wołodymyra Zełenskiego, który swój wizerunek odmienił pod wpływem wojny. Koszulę zamienił na strój bardziej wygodny, roboczy - często to tiszert bądź bluza w kolorach ciemnej zieleni lub brązu, które kojarzą się z barwami militarnymi. To sygnał, że jego kraj znajduje się cały czas w stanie walki, do której on sam również jest gotowy. Niestety - nie wszyscy inni przywódcy zdają się rozumieć ten wybór.

- Jakbyśmy się tego nie wypierali strój drugiego człowieka zawsze niesie jakąś informację. Czasami to jest mistyfikacja. W przypadku polityków, błękitnych koszul na wizytach roboczych, podwiniętych rękawów, zawsze jest to informacja, która próbuje na nas wywrzeć wrażenie, że to ciało polityczne jest aktywne, sprawcze i wszystkiemu zaradzi. I czytamy to, ale nie zawsze temu wierzymy. Tak samo możemy odczytywać wizerunki ludzi z XVI, XVII, XVIII wieku - opowiada Przypkowska.

Inna taka para korespondujących ze sobą prac, jak płaszcz i jego namalowana wersja, to "Corona Muralis" Piotra Mląckiego i XVI-wieczny medal z wizerunkiem Zygmunta Augusta. Na medalu król zaprezentowany jest - oczywiście - w koronie. Praca Mląckiego to rzeźba korony w takim samym kształcie, której nadano współczesny wymiar. - Obiekt Mląckiego nie ocenia tylko Zygmunta Augusta i Jagiellonów. W swojej koronie umieścił on trinityt, czyli szkliwo powstałe po pierwszym próbnym wybuchu bomby atomowej. Z piasku powstał rodzaj nowego minerału. To refleksja nad tym, że współcześnie polityka bardzo często wciąż ma w sobie taką toksyczną ekspansję. Bez względu na to, jaki mamy czas, jaki mamy system, czy bardziej, czy mniej demokratyczny, to politykom warto patrzeć na ręce, bo próbują poszerzyć swoją władzę, często naszym kosztem - opowiada kuratorka wystawy.

Praca "Corona Muralis" Piotra Mląckiego
Praca "Corona Muralis" Piotra Mląckiego
Źródło: Martyna Nowosielska-Krassowska

Reinterpretacja dawnych tropów

W sekcji odwołującej się do rzymskiej bogini wiosny, roślin i płodności, czyli Flory i XVIII-wiecznych dam przedstawiających się w jej kostiumie, z bladą cerą, w kwiecistych strojach i z zaróżowionymi policzkami mającymi przypominać o witalności, aby nieść narrację, że w przyszłości przyniosą na świat liczne potomstwo, natrafiamy na pracę wideo "Change of Life" Moniki Mamzety. W filmie z ubioru, ciała i ust artystki wypadają płatki piwonii, które potem rozciera ona na swoich policzkach, nadając swojej twarzy wspomnianych rumieńców. - Praca Mamzety neguje spojrzenie na kobiecość z perspektywy dawnej, patriarchalnej, kiedy cała wartość kobiety opierała się na jej potencjale bycia matką. Dziś to się zmieniło. Wiemy, że wartość, kreatywność i potencjał twórczy kobiet obecny jest na każdym etapie ich życia, nie tylko wtedy, kiedy mogą mieć dzieci - wyjaśnia Przypkowska. - Gest artystki współczesnej, która tworzy rumieńce na twarzy płatkami kwiatów, pokazuje, że w XXI wieku jesteśmy już na innym etapie. Chociaż jako kobiety jeszcze wiele praw mamy do wywalczenia, to wiele się zmieniło – dodaje.

Prace nawiązujące do bogini Flory na wystawie "Niech nas widzą!"
Prace nawiązujące do bogini Flory na wystawie "Niech nas widzą!"
Źródło: Zamek Królewski

Przechodząc przez kolejne sale podróżujemy przez poszczególne tropy ikonograficzne, które w sztuce pojawiały się zarówno w przeszłości, jak i obecnie. Mamy więc kostium władzy, rycerza, myśliwski czy myśliciela (tu powraca do nas motyw szlafroka, jako elementu kreacji intelektualisty), ale też bogiń - powiązanej z myślistwem Diany, życiodajnej Flory, czy rycerskiej Minerwy, w które kiedyś chcieli się wcielać królowie i damy dworu, a które reinterpretują współczesne artystki czy artyści. Chociażby gorset - kiedyś symbol ograniczeń, dziś może oznaczać siłę i potrzebę wyzwolenia.

Strój jako sztuka

Wielu do wystawy na pewno przyciąga wspomniana moda. Jest to prawdopodobnie jedna z pierwszych wystaw w Polsce, która zestawia w tak dużym stopniu ze sobą różne formy sztuki z modą, jako im równą dziedziną. W salach zobaczymy więc komplety od Diora, kreację i buty od McQueena, czy klasyki od domu mody Chanel. Przedstawione na równi ze znajdującymi się obok, pozostającymi w tym samym temacie danej sekcji, obrazami, rzeźbami i innymi formami sztuki wizualnej. - Moda stanowi zjawisko o wysokich walorach estetycznych, a pojawiające się w tym kontekście odniesienia do renomowanych domów mody, wybitnych projektantów oraz twórców skłaniają do postrzegania ich - z perspektywy historii sztuki - jako artystów, a nie wyłącznie autorów koncepcji odzieżowych - podkreśla kuratorka.

Stroje w sekcji odwołującej się do myślistwa na wystawie "Niech nas widzą!"
Stroje w sekcji odwołującej się do myślistwa na wystawie "Niech nas widzą!"
Źródło: Zamek Królewski

Kuratorka zaznacza jednak, że podobnie jak nie każda osoba sięgająca po pędzel zapisuje się na kartach historii sztuki, tak również nie każdy projektant mody może być uznany za artystę. Zwraca uwagę, że w wielu przypadkach projektowanie nie dotyczy kreacji o ambicjach artystycznych, lecz ubiorów spełniających funkcje użytkowe - zapewniających ciepło, wygodę i codzienną użyteczność. Działalność ta pozostaje niezwykle istotna społecznie, jednak nie stanowi przedmiotu narracji wystawy, która nie podejmuje próby objaśniania mody poprzez analizę ewolucji fasonów w kolejnych dekadach.

Moda jest też istotna w kontekście historii sztuki, co doskonale możemy obserwować na wystawie o wizerunku i jego kreacji. - Narracja ekspozycji wskazuje, że oglądając portrety z XVI, XVII czy XVIII wieku, nie zawsze obcujemy z wiernym zapisem ówczesnego stroju, lecz z przemyślaną konstrukcją znaczeń. Fason i deseń niekoniecznie odzwierciedla aktualne trendy, lecz bywa nośnikiem dodatkowych treści symbolicznych - przykładowo postać może zostać "wyposażona" w elementy przywodzące na myśl pancerz czy elementy floralne, co służy komunikowaniu określonych cech, ról lub aspiracji - podkreśla Przypkowska.

Odwołania do bogini Minerwy na wystawie "Niech nas widzą!"
Odwołania do bogini Minerwy na wystawie "Niech nas widzą!"
Źródło: Zamek Królewski

Moda może stanowić również istotne źródło inspiracji dla twórców reprezentujących inne dziedziny sztuki. - Przykładem jest Agata Agatowska, której rzeźby prezentowane na wystawie powstawały w dialogu z estetyką mody - artystka otwarcie wskazywała na modowe odniesienia w procesie kreacji swoich figur rycerek. W projektach modowych dostrzegła ona formę współczesnego pancerza lub munduru, rozumianego jako rodzaj aktywnego kostiumu, mogącego zapewniać współczesnym kobietom symboliczne wsparcie w dążeniu do afirmacji własnych praw. Tę interpretację artystka wyraziła w jednoznacznie feministycznym geście - wyjaśnia Przypkowska.

Stroje w jednej z ostatnich sal wystawy "Niech nas widzą!"
Stroje w jednej z ostatnich sal wystawy "Niech nas widzą!"
Źródło: Zamek Królewski

- Moda oraz postacie projektantów budzą współcześnie ogromne zainteresowanie i mogą stanowić skuteczne narzędzie przyciągania publiczności nie tylko do samego zjawiska mody, lecz również innych rodzajów sztuk wizualnych, które jej na wystawach towarzyszą. Każda strategia prowadząca do poszerzania wiedzy o sztuce, jej popularyzacji oraz budowania relacji między przeszłością a współczesnością zasługuje na uwagę. W sytuacji, gdy moda koncentruje uwagę odbiorców i ich zachwyt nad złotymi ornamentami czy bogactwem form - wystawa taka jak "Niech nas widzą!" stwarza przestrzeń do pogłębionej refleksji. Umożliwia zaproszenie publiczności do odkrywania szerszego kontekstu kulturowego i historycznego komunikacji wizerunkowej oraz zrozumienia źródeł, z których ona wyrasta - podsumowuje kuratorka wystawy.

Zawsze jesteśmy kreacją

Przypkowska zwraca uwagę, że przedstawienia widoczne na dawnych portretach często miały niewiele wspólnego z empiryczną rzeczywistością, stanowiąc element świadomej kreacji wizerunkowej - jak w przypadku Stanisława Augusta ukazywanego w zbroi, mimo że nie miał on realnych okazji do uczestnictwa w działaniach wojennych, lecz pragnął zaprezentować się jako twórca i patron idei szkoły rycerskiej. Mechanizm ten kuratorka porównuje do współczesnych mediów społecznościowych, w szczególności Instagrama, gdzie za pomocą odpowiedniej inscenizacji można wykreować dowolną, często idealizowaną narrację o własnym życiu, skrzętnie eliminując z pola widzenia elementy niepożądane. Jak podkreśla, każdorazowe wyjście w przestrzeń publiczną wiąże się z komunikowaniem określonej informacji o sobie. Jednocześnie zaznacza, że wystawa nie nakłania odbiorców do koncentracji wyłącznie na warstwie wizualnej, lecz ma na celu uświadomienie mechanizmów, za pomocą których wizerunek funkcjonuje i oddziałuje.

Sala rycerska na wystawie "Niech nas widzą!" w Zamku Królewskim
Sala rycerska na wystawie "Niech nas widzą!" w Zamku Królewskim
Źródło: Zamek Królewski

Podkreśla również, że wystawa nie ma charakteru wartościującego ani oceniającego, lecz stanowi swoistą "informację", która ułatwia spojrzenie na osoby żyjące zarówno w przeszłości, jak i współcześnie, posługujące się językiem wizualnym w celu kształtowania przekazu i inspirowania do pogłębionej refleksji. Zwraca przy tym uwagę, że język ten bywa często wykorzystywany w sposób afirmatywny, co znajduje odzwierciedlenie zwłaszcza w końcowej części ekspozycji. Prezentowane są tam dzieła ukazujące, w jaki sposób mniejszości mogą posługiwać się komunikacją wizualną jako narzędziem walki o konkretne postulaty społeczne i polityczne. Przykładem jest twórczość Thierry’ego Muglera - projektanta związanego ze społecznością LGBTQ+ - który w latach 90. zaprezentował słynną tęczową kolekcję; jeden z jej strojów można oglądać na wystawie w Zamku Królewskim. Jak zaznacza kuratorka, wizualność wzmacnia przekaz haseł obecnych na transparentach i wspiera komunikację werbalną. Komunikacja wizualna pełni bowiem funkcję nośnika znaczeń i może być wykorzystywana nie tylko w wymiarze stricte komercyjnym, lecz także w sposób pozytywny i aktywistyczny. W tym sensie - podsumowuje - wszystko stanowi formę narracji i narzędzie oddziaływania, a moda, podobnie jak inne środki wyrazu, może służyć zarówno celom mniej szlachetnym, jak i tym zdecydowanie bardziej konstruktywnym.

Strój z kolekcji tęczowej Thierry'ego Muglera na wystawie "Niech nas widzą!"
Strój z kolekcji tęczowej Thierry'ego Muglera na wystawie "Niech nas widzą!"
Źródło: Zamek Królewski

Przyznam, że sama, ubierając się do Zamku Królewskiego miałam w głowie myśl - co chcę dziś swoim strojem przekazać? Jest zima więc nie obędzie się bez swetra - na pewno komunikuję, że jest mi zimno. Niemalże nieświadomie decyduję, że do muzeum zwykły sweter jednak nie przejdzie - wybieram więc taki ze złotą nitką, na którym widnieją łabędzie w locie. Kreuję więc siebie decyzjami podejmowanymi przy szafie. Tak samo jak kiedyś władcy dobierający do obrazów stroje, których czasami nawet nie posiadali.

Ożywienie dawnych dzieł

Jako przykład tego jak możemy spojrzeć na dawną sztukę z perspektywy dzisiejszych emocji na wystawie "Niech nas widzą!" kuratorka podaje obraz, na którym obok wnuków Augusta III Fryderyka Augusta i Karola Maksymiliana, stoi służący - czarnoskóry mężczyzna. Z perspektywy współczesnej wiedzy, współczesnej wrażliwości i studiów postkolonialnych wiemy, że w XVIII wieku był on sprowadzony, zdegradowany do rodzaju przedmiotu, który też stawał się częścią kostiumu władzy. - Odbiorca dowiaduje się, że zmieniła się nasza wrażliwość. Sztuka dawna jest nie tylko informacją o tamtej epoce, ona jest często bardzo pozytywną informacją o tym, co się zmieniło często na dobre, że jesteśmy w innym punkcie historycznym, że nawet jeżeli różne rzeczy nam ciągle nie pasują, to możemy się cieszyć, że trochę się jednak zmieniamy na lepsze jako ludzie, małymi kroczkami, ale jednak - wyjaśnia.

Orientalne inspiracje na wystawie "Niech nas widzą!" w Zamku Królewskim
Orientalne inspiracje na wystawie "Niech nas widzą!" w Zamku Królewskim
Źródło: Zamek Królewski

Przyznaje również, że aktualna wystawa podejmuje temat szczególnie aktualny i społecznie "rozgrzany", jakim są zagadnienia wizerunku oraz widzialności, co może tłumaczyć, dlaczego wiele osób dopiero odkrywa możliwość obcowania z tego rodzaju narracją w przestrzeni Zamku Królewskiego. Zauważa, że liczni użytkownicy - nie tylko osoby publiczne - aktywnie korzystają z mediów społecznościowych, kierując się potrzebą bycia widzialnymi oraz chęcią komunikowania własnej wizji otaczającej rzeczywistości. Tego typu wypowiedzi niemal zawsze funkcjonują w ścisłym związku z obrazem, co sprawia, że wszyscy, w mniejszym lub większym stopniu, mamy świadomość konieczności zarządzania własnym wizerunkiem.

Jednocześnie Przypkowska przypomina, że wizerunek podlega nieustannej ocenie, nierzadko również krytyce czy komentarzom o charakterze hejterskim. W odniesieniu do sposobu, w jaki prezentują się inni, wielu odbiorców przyjmuje postawę sędziego - z poczuciem kompetencji do oceniania, interpretowania, a niekiedy także formułowania opinii pochlebnych. Tę refleksję nad mechanizmami postrzegania i interpretowania cudzych wizerunków - jak podkreśla - można twórczo ukierunkować na obszar sztuki, zarówno dawnej, jak i współczesnej, która może pełnić funkcję swoistego papierka lakmusowego ujawniającego istotne problemy współczesności.

Tak samo jak wszyscy, chociaż nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę, oceniamy innych niejako po wyglądzie, tak samo i my jesteśmy wciąż poddawani tej ocenie. Tego naturalnego procesu nie należy się jednak bać, można ewentualnie spróbować go wykorzystać w sposób pozytywny. A więc - co chcesz dziś sobą pokazać?

Wystawę "Niech nas widzą! Wizerunek, strój, ciało" można oglądać od 10 października 2025 roku do 8 lutego 2026 roku w Zamku Królewskim w Warszawie.

Czytaj także: