Joanna Kołaczkowska zmarła 17 lipca 2025 roku w wieku 59 lat po walce z chorobą nowotworową. "Przyszło Jej zmierzyć się z najgorszym i najbardziej agresywnym przeciwnikiem. Walczyła dzielnie, z godnością, z nadzieją. My razem z Nią. Wyczerpaliśmy niestety wszystkie dostępne formy leczenia. Wierzyliśmy w cud. Cud nie nastąpił" - przekazał wówczas kabaret Hrabi, z którym przez lata była związana.
Pogrzeb aktorki odbył się 28 lipca na warszawskich Powązkach. Oprócz najbliższych zmarłej pojawili się też przedstawiciele świata rozrywki, w tym między innymi Artur Andrus, Szymon Majewski, Edyta Bartosiewicz, Robert Górski. Przybyły tłumy wielbicieli aktorki, którzy chcieli towarzyszyć jej w ostatniej drodze.
Joanna Kołaczkowska uwielbiana do dziś
Joanna Kołaczkowska urodziła się 22 czerwca 1966 roku w Polkowicach. Od 1989 do 1999 roku współtworzyła kabaret Potem. Występowała tam między innymi u boku Dariusza Kamysa, z którym pod koniec 2002 roku stworzyła kabaret Hrabi. Z formacją, której skład uzupełniali Łukasz Pietsch i Tomasz Majer, była związana do końca.
Śmierć charyzmatycznej artystki kabaretowej opłakiwali wszyscy - rodzina, przyjaciele, koledzy z branży, politycy i fani jej talentu. "Zgasło Słońce… Odszedł Piękny i Dobry Człowiek… Umarła Wspaniała Artystka… (...)" - pisał Piotr Gąsowski. "Aśka, nie da się napisać wesołej piosenki o sercu rozerwanym na kawałki. Straszny ból" - napisał na Facebooku Artur Andrus.
Andrus wspominał Kołaczkowską w "Szkle kontaktowym" w TVN24. Zwrócił uwagę, że "Aśka stwarzała pewien kłopot w przypadku układania programu" kabaretowego. - Nie wiadomo było, czy ją dać na początek, żeby program od razu poszedł jak torpeda, czy na koniec, żeby było dobre wrażenie. Najlepiej to było ją dawać na początek, w środku i na koniec - mówił.
Wspominał, że "chętnie wchodziła w choreografię i "jak zaczynała tańczyć, to ją nosiło". - Wykorzystałem to w takiej piosence "Ty Tu Ja Tam Tango". Monika Borzym to zaśpiewała, a Aśka tam zatańczyła. Tańczyła po całej Warszawie, nocą, w śniegu. To było coś nieprawdopodobnego - opowiadał.
Na niecały rok po śmierci artystki w sieci jej fani nadal oglądają i komentują filmy z jej udziałem, w tym najsłynniejsze skecze. "Kobieta i mężczyzna" czy "Wiosenny zboczeniec" zebrały ponad dwa miliony wyświetleń na platformie YouTube, "Tytanik" - ponad 5,5 miliona, a "Egzamin na studia" - 16 milionów.
"Wciąż ciężko uwierzyć, że Ciebie już nie ma, Asiu", "Asi nikt nie zastąpi", "Każdy jej skecz oglądam i płaczę. Trochę z tęsknoty i żalu, że już jej z nami nie ma, trochę ze śmiechu. To są strasznie mieszane uczucia", "Jest po prostu cesarzową kabaretu, cesarzową i magiem improwizacji, piszę 'jest' celowo, ponieważ jest nadal w naszej pamięci" - czytamy w serwisie YouTube.
Joanna Kołaczkowska o śmierci
Informacja o tym, że Kołaczkowska zmaga się z nowotworem, pojawiła się pod koniec kwietnia 2025 roku, czyli na niecałe trzy miesiące przed śmiercią artystki. O chorobie aktorki poinformowano na oficjalnym profilu kabaretu Hrabi na Facebooku. Oficjalnie nie przekazywano, na jaki typ nowotworu zachorowała. Po śmierci, w rozmowie z "Faktem", Teresa Iwanicka, ciotka Joanny, przyznała, że aktorka chorowała na glejaka.
W 2022 roku Kołaczkowska udzieliła wywiadu Piotrowi Jaconiowi w programie "Bez polityki". Jeden z wątków rozmowy dotyczył śmierci. Mówiła o tym, jak ogromny wpływ na nią i na jej rodzinę miała śmierć jej ojca. Zmarł, gdy miała zaledwie kilka lat. Mówiła, że "to odejście dopiero do niej dociera". Wspomniała też o liście, który napisał dla niej tata. Przez lata bała się go przeczytać.
Mówiła też, że ona i pozostali członkowie Hrabi "już sobie wszystko ustalili". - (Uzgodniliśmy - red.), co będzie, jak ktoś z nas pierwszy odjedzie. Czy będziemy się zajmować wdowami albo wdowcem. Mamy to wszystko przemyślane - opowiadała.
Zapytana, jak sama podchodzi do kwestii śmierci, przyznała, że "martwi się tym, co będzie". - Ja w ogóle jestem taka, że się martwię, co będzie, jak mnie nie będzie. Wszyscy mówią: "o przecież ciebie nie będzie, to nie będziesz się tym zajmować". A ja już się tym zajmuję - ale co, ale jak, a co z tym, a co z tamtym, a co z moimi zdjęciami - kontynuowała. Zaznaczyła, że "przede wszystkim martwi się o ludzi", ale też o to, co będzie z jej "ulubionym mebelkiem, co ze zwierzęciem, co ze zdjęciami". - Zdjęcia... przecież to taka ważna rzecz. Mnie się to wydaje bardzo ważne. (...) Ja gromadzę zdjęcia, opisuję je, łączę w paczuszki. (...) Mam te wszystkie zdjęcia w wielkiej walizce. Ale jak umrę, no to co z tymi zdjęciami? Po co ja to robię? Po co ja to gromadzę?