Marcin Marynicz jest z zawodu logistykiem, a z zamiłowania genealogiem. Gdy zbadał pochodzenie swojej rodziny i bliskich, zajął się sławnymi Polakami.
- Przypadek Eugeniusza Bodo był frapujący. Z jednej strony postać powszechnie znana, a z drugiej wiele wątków w jego życiorysie było niejasnych, poczynając od miejsca urodzenia. Wiadomo, że miał szwajcarskie korzenie, więc Genewę przyjmowano na wiarę, tym bardziej że przewijała się w jego kartach meldunkowych. Ale nikt nie sięgnął do źródeł - mówi Marcin Marynicz.
Wszystkie drogi prowadzą do Genewy
Genealog wsiadł więc w samolot do Genewy, gdzie odwiedził archiwum. Ale im bardziej zaglądał do dokumentów, tym bardziej Bodo tam nie było.
- Wśród urodzonych w grudniu 1899 roku dzieci próżno szukać Bohdana Eugene'a Junoda, bo tak naprawdę nazywał się aktor - wspomina genealog. - Poszukiwania w Łodzi i Warszawie też nie przyniosły skutku, zwłaszcza że akta parafii ewangelicko-reformowanej, do której należał Bodo, spłonęły - dodaje.
Przełomowa okazała się myśl, by ruszyć tropem Teodora Junoda - ojca sławnego aktora. Jako obywatel szwajcarski żyjący za granicą powinien aktualizować dane dotyczące stanu cywilnego i posiadanych dzieci.
- W Genewie, w zespole akt poświęconych ekspatom, znalazłem to cudo - mówi Marynicz, prezentując kopie dwóch pożółkłych kartek zapisanych cyrylicą.