27 maja 2023 roku zaginął 16-letni Krzysztof Dymiński. Jego rodzice - Agnieszka i Daniel - od niemal trzech lat żyją w niewiedzy, co się wtedy wydarzyło.
Daniel Dymiński - były zawodowy żołnierz - postanowił działać. Razem z rodziną, znajomymi i wolontariuszami zaczął przeszukiwać Wisłę poniżej warszawskiego Mostu Gdańskiego. W swoim garażu konstruował nowe urządzenia monitorujące, sprzęt do przegrzebywania dna i gęstwin. Wypływał na rzekę w każdej wolnej chwili.
Pewnego dnia w 2024 roku na Wiśle natknął się na Michała Marczaka - twórcę filmów dokumentalnych. Historia Dymińskiego tak poruszyła Marczaka, że ten odłożył plany nakręcenia filmu fabularnego i dołączył do poszukiwań Krzysztofa. Tak powstał film "Bez końca", który portretuje rozdartego wewnętrznie ojca, szukającego odpowiedzi na kluczowe pytanie: co wydarzyło się 27 maja 2023 roku?
Z Michałem Marczakiem spotkaliśmy się podczas 23. edycji Millennium Doc Against Gravity w Warszawie.
- Jak wygląda codzienność rodziny, która żyje w niepewności po zaginięciu bliskiej osoby?
- Jak cel przyświecał reżyserowi Michałowi Marczakowi?
- W jaki sposób film "Bez końca" może wpłynąć na postrzeganie problemów psychicznych młodzieży?
- Jakie rady dla twórcy filmu miała suicydolożka?
Krzysztof Dymiński wyszedł z domu 27 maja 2023 roku. Ostatni raz widziany był w okolicach Mostu Gdańskiego. Co później się wydarzyło?
Wiem tyle, co wszyscy: ostatni raz był widziany na moście. Była tam kamera, która się obracała. Stał tam jakieś 20 minut. Gdy kamera się obróciła, zniknął. Mógł wskoczyć do wody albo zejść z mostu i wyjść niepostrzeżony z miasta. W tamtej części bulwaru jest bardzo mało kamer.
Po prawie dwóch latach pracy z tą historią masz jakieś wyobrażenie, jaki był Krzysztof?
Nie mam żadnego wyobrażenia na jego temat i nie chciałem mieć. Bardzo szybko zrozumiałem, że nie tędy droga - jakkolwiek bym sobie go wyobrażał, mógłbym minąć się z prawdą.
Na początku starałem się to zrozumieć, ale dotarło do mnie, że film jest gdzie indziej. To opowieść o ojcu, który bierze sprawy w swoje ręce i rzuca się w wir poszukiwań. Jest rozdarty między tym, czy powinien prowadzić te poszukiwania, a tym, czy spędzać czas z rodziną, którą ma tu, na ziemi.
Szczerze, nie wiem, jak bym sam postąpił w tej sytuacji. Na początku pracy przy tym filmie nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak niewyobrażalnie potworne są realia, w których znalazła się ta rodzina. Jak ta niewiedza może zjadać i jak człowiek łapie się każdej pojawiającej nadziei. Zawsze są przypadki, które są pewnym odstępstwem od reguły, i każdy z nas liczy na to, że będzie tym przypadkiem. Nawet jeśli te szanse są nikłe.
Chciałem, żeby "Bez końca" był próbą przedstawienia tego, jak bardzo złożona jest sytuacja tej rodziny, ile najróżniejszych aspektów na nią się składa, jak trudno podjąć jakąkolwiek decyzję. Mam wrażenie, że działanie jest najbardziej naturalnym wyjściem.
Ciebie i pana Daniela połączyła Wisła. Jak doszło do waszego spotkania?