Trwają prace nad ekranizacją najnowszej książki Katarzyny Grocholi "Właśnie że tak. Nigdy w życiu! 20 lat później". W filmie produkowanym przez Grocholę i Annę Wichłacz zobaczymy między innymi Danutę Stenkę, Artura Żmijewskiego i Martę Lipińską w rolach, w których pojawili się w filmie "Nigdy w życiu!" w 2004 roku w reżyserii Ryszarda Zatorskiego. Wiele postaci zostanie jednak zagranych przez inne aktorki i aktorów. Tak będzie też w przypadku Tosi - córki głównej bohaterki. W filmie z 2004 roku grała ją Joanna Jabłczyńska.
Awantura o Tosię
W ubiegłym tygodniu Jabłczyńska poinformowała, że w nowej produkcji Grocholi udziału nie weźmie. - Bardzo czekałam na tę rolę, uważałam wręcz, że to jest zdecydowany pewniak. Skoro było powiedziane, że to obsada z pierwszej części. Niestety - stwierdziła w rozmowie z serwisem Plotek. A pytana o powód, dodała: - Pozostawię to produkcji. Jestem bardzo ciekawa, jak to wytłumaczą.
Kilka dni później aktorka opublikowała wideo, w którym mówi, że była na spotkaniu z reżyserem. - Następnie otrzymałam telefon, że podmiot, który wykłada bardzo duże pieniądze na najnowszą produkcję, ma swoją kandydatkę na Tośkę - zdradziła.
Anna Wichłacz, producentka powstającego filmu, w rozmowie z serwisem Pudelek powiedziała, że do castingu do roli Tosi zaproszono sześć aktorek, w tym Jabłczyńską. - To był wybór sześciu najlepszych do tej roli według nas, według reżysera i produkcji. Pani Jabłczyńska też była na tym castingu. Została wybrana inna aktorka - tłumaczyła Wichłacz. Jabłczyńska twierdzi, że nie wiedziała, że był to casting, a cała sytuacja została jej przedstawiona inaczej.
W kolejnych odsłonach internetowej kłótni pojawiła się niepotwierdzona przez produkcję informacja, że rolę Tosi powierzono Agnieszce Żulewskiej - wybitnej aktorce, znanej głównie z ról dramatycznych. Żulewska zachwyciła już w takich tytułach jak "Chemia", "Cicha ziemia" czy "Wielka woda". Po pojawieniu się licznych negatywnych komentarzy w związku z tymi doniesieniami, Żulewska zmieniła ustawienia swoich profili w mediach społecznościowych na prywatne.
Stanowisko Doroty Szelągowskiej
Sprawę skomentowała we wtorkowy wieczór Dorota Szelągowska - córka Katarzyny Grocholi, która była pierwowzorem dla postaci Tosi w "Nigdy w życiu!" i w czterech kolejnych książkach. Szelągowska opublikowała wideo, na początku którego mówi, że osiągnęła "limit patrzenia, jak ktoś obraża i niszczy" jej rodzinę i "jak narastają okropne kłamstwa".
Zwraca się bezpośrednio do Jabłczyńskiej. - Widziałam tę korespondencję. Widziałam, jak jesteś zaproszona na zdjęcia próbne: minęły 22 lata, postać też jest już bardziej rozbudowana, zapraszamy panią na zdjęcia próbne - oznajmiła Szelągowska.
- Przegrałaś, przegrałaś z Agnieszką Żulewską. To żaden wstyd przegrać z Agnieszką Żulewską, bo jest po prostu świetna i nie zasługuje na to, co ją teraz spotyka z twojej winy. Zasugerowałaś, że Agnieszka dostała rolę, bo jakiś sponsor o tym zadecydował i to jest nieprawda - kontynuowała Szelągowska.
Następnie odniosła się do oświadczenia, jakie w niedzielę opublikowała Katarzyna Grochola. Pisarka i producentka napisała w nim: "w związku z rozpowszechnianiem przez panią Joannę Jabłczyńską nieprawdziwych informacji dotyczących udziału Agnieszki Żulewskiej, znakomitej aktorki i prawego człowieka, postanowiłam jako producentka podjąć stosowne kroki prawne w jej obronie". Po dwóch dniach Grochola skasowała post z tym oświadczeniem.
- To o tym mówiła moja mama, kiedy mówiła o krokach prawnych, bo nie wolno, Asiu, rzucać takich rzeczy. Szczególnie, że ja wiem, kto jest sponsorem i tak bardzo wiem, że jest to ściema - stwierdziła córka pisarki.
Szelągowska do Jabłczyńskiej: niepokoi mnie to, że ktoś może być tak złym człowiekiem
- Wydawało mi się zawsze, że to widz ma problem z tym, żeby odróżnić fikcję od rzeczywistości i okazuje się, że nie. Asia, Ty nie jesteś Tosią. Ty zagrałaś Tosię w filmie. Ja rozumiem, że ludzie cię tak postrzegają, ale nie jesteś Tosią. Tosia to jest moja historia. Patrzę od 22 lat, jak bardziej identyfikujesz się z moim życiem niż właściwie ja sama. To jest trochę "creepy" (przerażające - red.), bo Ty zagrałaś to w filmie. To pewnie był jakiś miesiąc na planie zdjęciowym. Ja to przeżyłam. Przeżyłam, jak moja mama budowała dom. Tam było jeszcze dużo różnych rzeczy - wyznała Szelągowska.
Następnie gwiazda programów wnętrzarskich odniosła się do szeregu wypowiedzi i działań Jabłczyńskiej w portalach społecznościowych. - A teraz teraz patrzę, jak plujesz i niszczysz osobę, która literacko stworzyła postać, dzięki której ty się stałaś znana, dzięki której jesteś w sercach ludzi. Patrzę, jak sterujesz tym wszystkim. Patrzę, jaką masz niebywałą satysfakcję, jak się tym cieszysz. Po prostu patrzę na ciebie i niepokoi mnie to, że ktoś może być tak złym człowiekiem, że nie umie powiedzieć stop. Doprowadziłaś wielu ludzi do bardzo złego stanu - stwierdziła Szelągowska.
- Czasem się przegrywa i nie trzeba wtedy podpalać całego świata. Nie trzeba go niszczyć, bo ludzie na to nie zasługują, Asiu - powiedziała.
Zwróciła się również do fanów Jabłczyńskiej. - Rozumiem, że wszyscy sobie myślicie: ale to jest nasza Tosia. To nie idźcie do kina, po prostu, nie niszczcie innych. Słuchajcie, każdy ma prawo napisać sobie historię, zbierać pieniądze i nakręcić film. I wybrać, kto będzie w tym filmie grał. Gdyby moja mama stwierdziła, że chce, żeby rolę Tosi zagrał krzak bzu, to jej prawo. Dlaczego wy rościcie sobie to prawo? - pytała. - Proszę was, to jest chora sytuacja, gdzie cierpią ludzie. Ja rozumiem, możecie być źli, możecie być rozczarowani - dodała.
Na koniec zwróciła się z prośbą do Jabłczyńskiej. - Chciałabym cię Asia strasznie poprosić, żebyś się zatrzymała. Strasznie. Bo czynisz strasznie dużo zła - stwierdziła Szelągowska.
Jabłczyńska do Szelągowskiej: poproś może mamę o całość korespondencji
Wczesnym rankiem Jabłczyńska odniosła się do nagrania Szelągowskiej, chociaż w swoim poście zaznaczyła, że nie mogła go "zobaczyć na profilu Doroty, czy też wstawić komentarz, bo Dorota mnie zablokowała".
Aktorka i radczyni prawna zamieściła zrzut ekranu z fragmentem korespondencji między nią a Katarzyną Grocholą z wiadomościami datowanymi na 22 czerwca i 24 czerwca. Grochola napisała: "Dziękuję Ci Joasiu, walczę teraz o Ciebie zresztą z reżyserem i Wichlaczową" (pisownia oryginalna). Na co Jabłczyńska odpisała: "Trzymam najmocniej kciuki i służę wszelką pomocą". Następnie aktorka napisała do pisarki: "Kasiu, jakieś wieści z frontu?". Wiadomość została pozostawiona bez odpowiedzi.
W opisie tego postu Jabłczyńskiej czytamy: "Teraz możecie podjąć kroki prawne, ponieważ zostałam zmuszona do opublikowania prywatnej korespondencji. Czy to o tym castingu mówimy dotindotin? Poproś może Mamę o całość korespondencji. Ta oczywiście nie będzie pełna, bo większość rozmów toczyła się telefonicznie, a tych rozmów z oczywistych powodów nagranych nie mam" (pisownia oryginalna).
"Marzę o tym, żeby to już się skończyło, ale nie mogę pozostawić prawdy samej sobie. Marzyłam też o tym, aby to produkcja sama powiedziała o innym wyborze Tosi i jakoś to uzasadniła w sposób nieurażający nikogo. Zanim Dorota opublikowała swoje nagranie, zdążyłam opublikować wieczorem u siebie film, w którym wyraziłam jak bardzo mi szkoda Agnieszki Żulewskiej i o ironio, użyłam tych samych słów co Ty Doroto - że przegrać w normalnym castingu z Agnieszką to byłby wręcz zaszczyt" (pisownia oryginalna) - kontynuowała Jabłczyńska.
"Prosiłam produkcję, żebyśmy ustalili wspólną wersję dla mediów, ponieważ z pewnością nie uniknę pytań o brak tej roli. Dokładnie tak się stało. Też nie spodziewałam się do jakiej skali się to rozwinie i że mogą ucierpieć osoby, które tak bardzo cenię tj. Agnieszka Żulewska" - wyznała aktorka.
Swoje stanowisko Jabłczyńska podsumowała: "I tak, dokładnie taki telefon dostałam od reżyserki castingu 'że podmiot, który wykłada pieniądze na film ma swoją kandydatką na Tosię' i tyle. Mogło zaboleć?" (pisownia oryginalna).