Kultura i styl

Aneta Kopacz: mój film nie jest o raku, to opowieść o smakowaniu życia

Kultura i styl

Zwiastun dokumentu "Joanna"
Wajda StudioAneta Kopacz z zaproszeniem na oscarową galę

- Joanna nie zdążyła zobaczyć filmu, ale widziała ogromną część materiału we wstępnych wersjach montażowych. Pierwszy 20-minutowy fragment obejrzała w szpitalu. Pojechałam do niej z komputerem, włączyłam go i wyszłam na spacer. Z wypiekami na twarzy czekałam na jej reakcję. Kiedy wróciłam, siedziała na łóżku zapłakana. Podeszła do mnie, przytuliła się i powiedziała, że jest pięknie - opowiada w rozmowie z tvn24.pl Aneta Kopacz, reżyserka nominowanej do Oscara "Joanny".

Tvn24.pl: Pomysł realizacji tego dokumentu podsunęła pani lektura blogu jego przyszłej bohaterki - Joanny Sałygi -"Chustki". Co najbardziej panią w nim zachwyciło?

Aneta Kopacz: Byłam świeżo upieczoną mamą, moja córka miała wówczas siedem miesięcy. Karmiłam, przewijałam, zajmowałam się domem. Pewnego dnia, przeglądając informacje w internecie, trafiłam na artykuł o Joannie. W tytule był "rak". Ponieważ nie chciałam fundować sobie przykrych emocji, automatycznie przeszłam dalej. Po krótkiej chwili jednak wróciłam do niego. Moją uwagę przykuł portret Joanny, nie mogłam oderwać wzroku od jej oczu, spojrzenia. To była magia.

Przeczytałam artykuł, a potem jej blog. Całkowicie mnie pochłonął. Byłam zachwycona. Tym, w jaki sposób żyła, jak zmysłowo opisywała swoją codzienność i relacje z rodziną. Uwielbiałam jej styl - zwarty, dosadny, pełen inteligentnego, ciętego humoru. Natychmiast oczami wyobraźni zobaczyłam film o wyjątkowej kobiecie.

Bohaterka nominowanego do Oscara dokumentu Anety Kopacz ”Joanna”Wajda Studio

- Co sprawiło, że Joanna dała się pani namówić na realizację filmu? Wcześniej odrzuciła propozycje kilku znanych reżyserów.

A.K. Joanna, tak jak ja, bardzo kochała życie, z podobną wrażliwością je smakowała i nasze drogi chyba musiały się prędzej czy później przeciąć. Z "Chustki" dowiedziałam się, że będzie gościem Klubu Księgarza, gdzie zaprezentowany zostanie reportaż radiowy o niej. Kiedy Tomek (Tomasz Średniawa - współscenarzysta "Joanny", prywatnie mój partner życiowy) wrócił z pracy, wręczyłam mu dziecko i pobiegłam na spotkanie. W trakcie projekcji filmu, gdy z ekranu słychać było głos jej synka - Jasia, Joanna nie opanowała wzruszenia i wyszła. Poszłam za nią.

Pamiętam, że ledwo widoczna, stała odwrócona tyłem w ciemnym, pustym pomieszczeniu. Z głośników dobiegał dźwięk reportażu - lektorka czytała właśnie fragment bloga Joanny. Podeszłam do niej, przedstawiłam się. Wiedziała kim jestem, bo kontaktowałyśmy się mailowo. Dłuższą chwilę patrzyłyśmy na siebie w milczeniu, a potem popłynęły nam łzy... Miałam wrażenie niezwykłej bliskości. Dziwne uczucie przy pierwszym spotkaniu, prawda? Ale tak było. Powiedziałam, że chciałabym zrobić o niej film. Usłyszałam, że miała już takie propozycje od znanych reżyserów i wszystkim odmówiła. Poprosiłam wtedy o jedną minutę, w której opowiem, jak chciałabym utrwalić jej historię w obrazie. Dodałam, że jeśli po tej minucie powie "nie", nigdy więcej nie będę jej zawracać głowy. Dwa dni potem realizowaliśmy pierwsze zdjęcia...

Aneta Kopacz i współautor scenariusza "Joanny" Tomasz Średniawa już w HollywoodWajda Studio

- Od początku zapewniała pani bohaterkę: To nie będzie film o raku. I nie jest, mimo że Joanna odchodzi...

Dla mnie to film o rozmowach z własnym dzieckiem i mężem, o wspólnym leżeniu na trawie, chodzeniu w kaloszach po deszczu i zbieraniu grzybów. O najprostszych sprawach w życiu, które stanowią jego istotę. Tak postrzegam sens i piękno naszego tu i teraz.Pewien mężczyzna tuż po projekcji powiedział mi, że dla niego to najważniejszy film w życiu, że jest w nim absolutnie wszystko, w dodatku bez cienia manipulacji widzem. Dodał także, że każda interpretacja będzie zaledwie próbą nazywania tego, co z natury rzeczy jest niedefiniowalne i niemierzalne. Albo to czujesz, albo nie. Tyle.

- Muzykę do filmu napisał laureat Oscara Jan A.P. Kaczmarek, a autorem zdjęć jest nominowany w br. Łukasz Żal. Jak pozyskała ich pani do współpracy?

A.K. Jana Kaczmarka znałam już wcześniej. Zatelefonowałam do niego i poprosiłam o spotkanie. To było na samym początku realizacji filmu. Zmontowałam fragment ostatnich zdjęć i mu zawiozłam – Jan akurat był w Polsce. Po tygodniu nagrał na mojej skrzynce głosowej wiadomość, że się zgadza i napisze muzykę do "Joanny". Byłam bardzo szczęśliwa, że artysta tej klasy zgodził się wziąć udział w tak niskobudżetowym projekcie.

Łukasza natomiast polecił mi mój nauczyciel Jacek Bławut. Długo szukałam operatora. Dwóch mi odmówiło, twierdząc, że nie chcą robić filmu o raku i umieraniu. Próbowałam opowiadać, jaki to ma być film, ale wtedy mało kto wierzył w moje słowa. Zmysłowy film o życiu, z rakiem w tle? Niemożliwe... Bardzo szybko okazało się, że Łukasz doskonale to rozumie. Podczas realizacji filmu utwierdzałam się jedynie w przekonaniu, że dokonałam świetnego wyboru. Zdolny, dyskretny, wrażliwy i bardzo pracowity. Takiego człowieka potrzebowałam.

- Pokazywała pani na bieżąco gotowe fragmenty filmu Joannie? Jak reagowała? Prosiła, by coś poprawić?

Nie miałam żadnych instrukcji, co wolno, a czego nie wolno pokazywać. Joanna nigdy nie ingerowała w moją pracę. Początkowo nie mogliśmy filmować w domu, to miała być ich prywatna przestrzeń, którą chcieli zachować tylko dla siebie. Bardzo szybko jednak zmienili zdanie. Kiedy pewnego dnia umawiałam z Piotrem - mężem Joanny, na kolejny dzień zdjęciowy spytałam, jakie mają plany i czy możemy w nich uczestniczyć. Usłyszałam wtedy w słuchawce: "wiesz, ona tak ci ufa, że możesz wszystko". To był bardzo ważny dzień. Zdobycie jej zaufania w tak krótkim czasie wiele dla mnie znaczyło.

Joanna nie zdążyła zobaczyć filmu, ale widziała ogromną część materiału we wstępnych wersjach montażowych. Pierwszy 20-minutowy fragment obejrzała w szpitalu. Pojechałam do niej z komputerem, włączyłam go i wyszłam na spacer. Z wypiekami na twarzy czekałam na jej reakcję. Kiedy wróciłam siedziała na łóżku zapłakana. Podeszła do mnie, przytuliła się i powiedziała, że jest pięknie. To był ważny, przełomowy moment w naszej relacji. Myślę, że od tego dnia zaczęła mi ufać.

Reżyserka Aneta Kopacz o Joannie: czuła, że ma coś do przekazania
Reżyserka Aneta Kopacz o Joannie: czuła, że ma coś do przekazania tvn24

- "Joanna" należy do filmów, które zostają w nas na długo, prowokują do refleksji nad sprawami ostatecznymi. Co najbardziej zapadło pani w pamięć ze spotkań z bohaterką?

A.K. Pracując nad tym filmem wielokrotnie zadawałam sobie pytanie: czy musi być tak, że dopiero w obliczu śmierci potrafimy docenić życie? Cieszyć się z drobiazgów, zauważać je, czerpać przyjemność z prostej codzienności. Uszczęśliwiać siebie i najbliższych, podejmować dobre decyzje, odważyć się realizować własne potrzeby... Nie tracić czasu, i nie odkładać tego, co ważne na potem, na kiedyś. Bo kto nam zagwarantuje, że to "kiedyś" w ogóle nastąpi?

Moment, który najbardziej zapadł mi w pamięć, wydarzył się poza kamerą. Pewnego wrześniowego wieczoru Joanna odwiedziła nas w domu z Jasiem i swoim mężem Piotrem. Od razu chciała zobaczyć naszą, wówczas roczną, córeczkę. Olena już spała. Po cichu poszłyśmy do pokoju dziecinnego, Joanna wzięła ją na ręce i długo wąchała. Miała łzy w oczach. Potem spacerowałyśmy po ogródku. Asia szła wolno, trzymając się za biodro. Powiedziała: "To już koniec, czuję to. Janek dzisiaj obudził się w nocy z krzykiem i przybiegł do nas do łóżka. On też już pewnie wie". Wtedy po raz pierwszy pomyślałam, że ona naprawdę umiera. To było nasze ostatnie spotkanie. Joanna odeszła miesiąc później.

kadr z filmu "Joanna"Wajda Studio

- Widziała Pani oscarowe typowania? "Joanna" jest na szczycie, krytycy widzą w niej faworyta. To obciążające uczucie czy przeciwnie?

A.K. Nie śledzę typowań, nie szukam ich w sieci, nie mam na to absolutnie czasu. Ale też niespecjalnie jestem zainteresowana tego rodzaju wróżeniem z fusów. Czasami ktoś coś podeśle mi mailem i wtedy rzeczywiście widzę, że "Joanna" uchodzi za faworyta. Jednak Akademia składa się z tylu osób na całym świecie, że trudno jest przewidzieć wynik głosowania.

Nie chcę też rozbudzać w sobie niepotrzebnie dodatkowych emocji. I bez tego jest wyczerpująco. Co będzie, to będzie. Na pewno nie poczuję się przegrana, jeśli nie dostanę Oscara. Zrobiłam film, który porusza ludzi na całym świecie, jest dla nich ważnym doświadczeniem i w dodatku został nominowany do Oscara! I najważniejsze - film, dzięki któremu pamięć o Joannie przetrwa, a Jaś będzie zawsze mógł zobaczyć i przypomnieć sobie zwykły dzień ze swoją mamą. Nie da się już przegrać.

Aneta Kopacz już jest w Hollywood. Ostatnio bawiła się w siedzibie Akademii Filmowej w towarzystwie konkurentów do Oscara: Gabriela Serry Arguello, Dany Perry i Ellen Goosenberg Kent, J. Christiana Jensena oraz Tomasza ŚliwińskiegoAaron Poole | A.M.P.A.S.

NOMINOWANI DO OSCARA W KATEGORII KRÓTKOMETRAŻOWY DOKUMENT:

"Crisis Hotline: Veterans Press 1" "Joanna" "Nasza klątwa" "La parka" "White Earth"

Newsy, ciekawostki o aktorach i samych Oscarach możecie śledzić w naszym specjalnym magazynie Oscary 2015.

Zapraszamy też na wieczór oscarowy w TVN24 i na relację na żywo w tvn24.pl z oscarowej gali w nocy z 22 na 23 lutego.

Autor: Justyna Kobus//rzw / Źródło: tvn24.pl

Źródło zdjęcia głównego: Wajda Studio | Katarzyna Grynienko

Pozostałe wiadomości