Po umorzeniu w sierpniu 2025 roku śledztwa przez prokuraturę w sprawie policjantów, rodzina zmarłego 19-latka zaskarżyła postanowienie. Jak poinformowała w czwartek "Gazeta Pomorska", Sąd Rejonowy w Grudziądzu rozpatrzył je pozytywnie i przekazał do dalszego prowadzenia prokuratorowi.
ZOBACZ MATERIAŁ "UWAGI!" TVN: Śmierć 19-letniego Olka z Grudziądza. Porażające wyniki kontroli.
Śmierć 19-latka z Grudziądza
Dramat nastolatka nagłośnili reporterzy "Uwagi!" TVN. Wszystko zaczęło się od interwencji policji. Młody mężczyzna razem z kolegą przechodzili przez ulicę w miejscu niedozwolonym, a później uciekali przed interweniującymi policjantami. Podczas tej ucieczki Olek nadział się na ostry pręt ogrodzenia i doszło do przerwania tętnicy udowej. Chłopak zmarł wskutek wykrwawienia.
Na nagraniach z kamer policyjnych i z wnętrza karetki widać, że policjanci, a później załoga karetki pogotowia, bagatelizują stan zdrowia poważnie rannego mężczyzny. Policjanci sugerowali, że chłopak "pajacuje", a pogotowie przyjechało dopiero po kilkunastu minutach.
W drodze do szpitala, jak opisali reporterzy "Uwagi!", nie pozwolono zdjąć mu kajdanek i nie podano mu tlenu. Kiedy spadł z noszy, wciągnęli go za włosy, a ubrudzone rękawiczki wycierali o jego ubranie. Karetka jechała do szpitala bez włączonych sygnałów uprzywilejowania. Według ustaleń biegłych, kiedy dotarła na Szpitalny Oddział Ratunkowy, tam także doszło do zaniedbań. Nieprawidłowo przeprowadzono intubację. Przez pięć minut pielęgniarka szukała też policjanta, który miał klucz do kajdanek.
Jak ustalił nieoficjalnie dziennikarz "Uwagi!" TVN Tomasz Patora, policjanci zostawili Olka w szpitalu z kajdankami, a kluczyki zabrali ze sobą.