Kara dla szpitala po zabiegu syna senatora KO. Polityk o "drugim dnie sprawy"

Tomasz Lenz
Wątpliwości wokół zabiegu syna Tomasza Lenza - relacja reportera TVN24
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Marcin Obara/PAP
Szpital w Aleksandrowie Kujawskim ma zapłacić ponad 130 tysięcy złotych kary po kontroli Narodowego Funduszu Zdrowia związanej z kontrowersjami wokół zabiegu syna senatora Koalicji Obywatelskiej Tomasza Lenza. Polityk odniósł się do sprawy. Dyrektor placówki zapowiedział z kolei wniosek o zmniejszenie kary, bo jak stwierdził "szpital nie ma takich pieniędzy, żeby zapłacić".

Narodowy Fundusz Zdrowia zakończył kontrolę w szpitalu w Aleksandrowie Kujawskim i nałożył na lecznicę karę finansową. To pokłosie sprawy związanej z kontrowersjami wokół zabiegu syna senatora Koalicji Obywatelskiej Tomasza Lenza.

Kontrola została rozpoczęta po artykule Wirtualnej Polski, w związku z podejrzeniem, że zabieg został przeprowadzony bez kolejki i dokumentacji medycznej.

134 tysiące złotych kary, 14 dni na odwołanie

Jak poinformowała tvn24.pl Barbara Nawrocka, rzeczniczka prasowa Kujawsko-Pomorskiego Narodowego Funduszu Zdrowia, kontrola zakończyła się negatywną oceną szpitala w Aleksandrowie Kujawskim i nałożeniem kary w wysokości 134 tysięcy złotych. Lecznica może odwołać się od tej decyzji w ciągu 14 dni.

- Kontrola ujawniła, że szpital nie zapewnił należytej, całodobowej opieki lekarskiej w Oddziale Chirurgii Ogólnej i Onkologicznej oraz w Oddziale Anestezjologii i Intensywnej Terapii w dniu 15.03.2026 r. przez udzielenie w trakcie dyżuru lekarskiego przez jedynych lekarzy będących na dyżurach w ww. oddziałach, świadczenia poza systemem świadczeń opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych - przekazała Barbara Nawrocka.

Tomasz Lenz o "drugim dnie sprawy"

Tomasz Lenz został w czwartek w Sejmie poproszony o komentarz do tej sprawy. Odniósł się do niej podczas krótkiej rozmowy z dziennikarzami.

- Dyrektor szpitala twierdzi, że dokumentacja zabiegu jest i podobno znajduje się w szpitalu. Mówiliśmy z żoną, że zabieg odbył się zgodnie z zasadami sztuki. Mam nadzieję, że teraz pan dyrektor ujawni swoje motywy, dlaczego tej dokumentacji nie wpisał do szpitalnego systemu. To sprawa dla prokuratury - powiedział Tomasz Lenz.

Na pytanie reporterki TVN24 Agaty Adamek, co by zmieniło wpisanie dokumentacji do systemu, odpowiedział, że "szpital nie otrzymałby kary". Podkreślił, że "sprawa ma drugie dno". - Dyrektor szpitala prowadzi wobec mnie negatywne działania, szkalujące moją osobę i ma ku temu prywatne powody - zakończył Lenz.

Wypowiedź Tomasza Lenza w Sejmie w sprawie wątpliwości wokół zabiegu jego syna
Źródło: TVN24

"Szpital nie ma takich pieniędzy, żeby zapłacić"

Mariusz Trojanowski, dyrektor szpitala w Aleksandrowie Kujawskim, w rozmowie z reporterem TVN24 Janem Piotrowskim, odniósł się do kary nałożonej przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Zaznaczył, że "szpital nie znalazł twardych podstaw odwoławczych", ale będzie wnioskował o zmniejszenie kary.

- Przenalizowaliśmy dokument, który otrzymaliśmy od Narodowego Funduszu Zdrowia. Mamy jeszcze kilka rzeczy, które chcielibyśmy wyjaśnić. Twardych podstaw odwoławczych nie znaleźliśmy. Będzie to raczej kwestia wniosku z prośbą o zmniejszenie kary z uwagi na interes publiczny. Szpital nie ma takich pieniędzy, żeby zapłacić. Zmagamy się z wieloma problemami finansowymi - powiedział Mariusz Trojanowski.

Odnośnie kwestii związanej z dokumentacją przyznał, że to nie on wprowadza ją do systemu, tylko lekarze.

- Rozumiem, że to jakaś przenośnia, ponieważ sam nie wprowadzam, tylko robią to lekarze. To następny absurd ze strony pana senatora. Lekarze powinni robić to na bieżąco, a jeśli jest to niemożliwe, to niezwłocznie, jak tylko taka możliwość się pojawi. I tak się właśnie nie stało. Nie zostało to odpowiednie wprowadzone - dodał Trojanowski.

Komentarz Mariusza Trojanowskiego, dyrektora szpitala w Aleksandrowie Kujawskim
Źródło: TVN24

Wątpliwości wokół zabiegu syna Tomasza Lenza

W artykule Wirtualnej Polski wskazano, że zabieg syna Tomasza Lenza miał się odbyć poza standardową procedurą, bez formalnej zgody i dokumentacji medycznej, a także bez kolejki. Jak informował portal, polityk z synem pojawili się w szpitalu w niedzielę, ominęli izbę przyjęć, skierowali się do głównego wejścia, a stamtąd do pokoju zabiegowego na oddziale chirurgii. W udzielaniu pomocy medycznej mieli uczestniczyć ordynator chirurgii i anestezjolog, którzy w tym czasie pełnili dyżur na innych oddziałach.

"W tym czasie powinni wykonywać zadania związane z pracą dyżurową. Lekarz anestezjolog powinien w opisanym czasie dyżurować na oddziale intensywnej terapii. Sytuacje, które umożliwiają opuszczenie miejsca dyżuru, określa się jako udzielanie pomocy medycznej w nagłych stanach zagrożenia życia pacjentom innych oddziałów szpitalnych" - poinformowała Wirtualna Polska, powołując się na odpowiedź szpitala.

Portal nie napisał, kto konkretnie był pacjentem, któremu wykonano zabieg, poinformował jedynie, że chodzi o krewnego senatora. Informację, że krewnym tym był syn Tomasza Lenza, podał później sam polityk w swoim oświadczeniu.

Dyrektor szpitala Mariusz Trojanowski w rozmowie z dziennikarzem Wirtualnej Polski przyznał, że 15 marca w jego szpitalu odbył się zabieg w trybie nieplanowanym i pozakolejkowym. Podkreślił przy tym, że mogło dojść do naruszenia zasad.

Tomasz Lenz
Tomasz Lenz
Źródło zdjęcia: Tytus Żmijewski/PAP
OGLĄDAJ: TVN24
pc

TVN24
NA ŻYWO

pc
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
Źródło: tvn24.pl
Czytaj także: