Nastolatkowie utknęli podczas burzy w Tatrach. Policja wszczęła dochodzenie

Tatry, burza
Policja wszczęła dochodzenie
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Shutterstock
Grupa nastolatków utknęła w rejonie Orlej Perci podczas burzy. Konieczne było wezwanie ratowników, którzy, by sprowadzić turystów w bezpieczne miejsce, przeprowadzili aż trzy akcje ratunkowe. Policja wszczęła dochodzenie w tej sprawie.

O nietypowej serii akcji ratunkowych policjanci zostali zawiadomieni przez TOPR.

- Po przeanalizowaniu materiałów policjanci podjęli decyzję o wszczęciu dochodzenia z artykułu 160 Kodeksu karnego, który mówi o tym, że odpowiedzialności karnej podlega osoba, która naraża na niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu osoby, które podlegają pod jej opiekę - wyjaśnił Roman Wieczorek, oficer prasowy zakopiańskiej policji. Policjant przypomniał, że za to przestępstwo grozi do pięciu lat więzienia.

Policja zapowiada przesłuchania ratowników TOPR, a także nastoletnich uczestników wycieczki i ich rodziców.

Krótko po zdarzeniu media podawały, że grupa składała się z młodych sportowców, będących pod opieką trenera.

Jedna grupa, trzy wyprawy ratunkowe

Ratownicy zostali wezwani przez uczestników wycieczki w poniedziałek, 30 czerwca.

- Tak naprawdę to były trzy wyprawy ratunkowe dotyczące różnych członków tej samej grupy. Najpierw ratowaliśmy trzy osoby z grani Kozi Czub, potem dwie osoby nieco poniżej grani, a na koniec po dłuższej przerwie ratowaliśmy trzy osoby, jak się później okazało, niepełnoletnie, które znaleźliśmy w miejscu trudnym, ponad Doliną Kozią, poniżej Koziej Przełęczy - relacjonuje Andrzej Górka, ratownik, który brał udział w akcji.

Ratownik pytany o sposób przygotowania turystów do wyprawy potwierdza, że byli oni przygotowani, jeśli chodzi o wyposażenie. - Te osoby miały na sobie uprzęże z lonżami do poruszania się po odcinkach typu via ferrata, miały ze sobą kaski, natomiast miały dość cienką odzież i nie miały odzieży przeciwdeszczowej, przynajmniej w kilku przypadkach - opisuje Górka.

Jak dodaje Jan Gąsienica-Roj, dyżurny ratownik TOPR, ze zgłoszenia wynikało, że turyści nie wiedzieli, gdzie są i jak powinni się zachować. Byli przestraszeni. - Okazało się, że to była w jakiś sposób zorganizowana wycieczka, która nie do końca była przeprowadzona zgodnie ze sztuką - ocenia ratownik.

Źródło: tvn24.pl
Czytaj także: