Do incydentu doszło w hali pod Skawiną (woj. małopolskie) w ostatni piątek. Na nagraniu widać, jak mężczyzna w kasku i kamizelce wyzywa pracowników z Ukrainy. Nagrywającemu film próbuje wyrwać telefon. Mężczyzna nazywa m.in. pracownika banderowcem i krzyczy "Na front k***o" i "Putin na was czeka". Dzień po tym zdarzeniu dwaj ukraińscy pracownicy pojawili się w komisariacie w Skawinie, gdzie złożyli zawiadomienie dotyczące gróźb karalnych.
Policjanci po obejrzeniu filmu uznali, że sprawę będą prowadzić również w kierunku dyskryminacji na tle narodowościowym.
- Mówimy o napaści na tle narodowym, o groźbach karalnych, jak również o naruszeniu nietykalności cielesnej, ponieważ na filmie może nie do końca było widać ten jego atak fizyczny, ale na zabezpieczonym monitoringu i owszem. Wiemy, że pomiędzy mężczyznami doszło do sprzeczki o jakiś sprzęt służący im na budowie i od tej sprzeczki doszło już do scysji, do słów, które pokazuje film - mówi podinspektor Katarzyna Cisło, rzecznik prasowy małopolskiej policji.
Zarzuty i dozór
Mężczyzna został zatrzymany w środę w Wielkopolsce, gdzie był już na wczasach z rodziną. Wypoczynek został mu przerwany. 46-latek został przewieziony do Skawiny. Noc spędził w policyjnej izbie zatrzymań, a w czwartek odbywają się z nim czynności w miejscowym komisariacie policji.
- Sprawa 46-latka zostanie przekazana do Prokuratury Rejonowej w Wieliczce - zapowiedział młodszy aspirant Mateusz Lenartowicz z zespołu prasowego małopolskiej policji.
Jak poinformował w piątek rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krakowie Tomasz Waszczuk, podejrzany częściowo przyznał się do zarzuconych mu czynów. Prokurator zastosował wobec niego dozór policji połączony z zakazem zbliżania się i kontaktowania z pokrzywdzonymi oraz 10 tysięcy zł poręczenia majątkowego. Podejrzanego o ksenofobiczną napaść grozi do trzech lat więzienia.
Stracił pracę
W związku z incydentem firma, dla której pracował agresor, wydała oświadczenie. Poinformowała w nim, że agresor nie pracuje już w tej firmie i wyraziła "głębokie ubolewanie, że doszło do tak drastycznego zdarzenia".
"Nasza organizacja podjęła decyzję o podjęciu natychmiastowych i zdecydowanych działań w tej sprawie. Osoba ta nie reprezentuje już naszej firmy w żadnym zakresie. Jednocześnie wyrażamy głębokie ubolewanie, że doszło do tak drastycznego zdarzenia, w wyniku którego ucierpiał przedstawiciel innej firmy. Jest nam niezmiernie przykro z powodu zaistniałej sytuacji. Żadne emocje ani spory zawodowe nie mogą stanowić usprawiedliwienia dla agresji fizycznej" - napisano w oświadczeniu podpisanym przez zarząd spółki.
"W naszej organizacji obowiązuje absolutna zasada zero tolerancji dla jakichkolwiek zachowań agresywnych, niezależnie od ich podłoża, dynamiki czy wcześniejszego przebiegu sporu. Przekroczenie granic nietykalności cielesnej oraz eskalacja konfliktu są dla nas całkowicie nieakceptowalne" - podkreślono.
Według oświadczenia firma czuje się głęboko dotknięta faktem, że została wciągnięta w tę kryzysową sytuację, która w żaden sposób nie reprezentuje jej standardów. "Informujemy, że zachowanie tej osoby było jej całkowicie prywatnym, samowolnym działaniem" – wskazano.