"Widzisz, Lewicki, co miłość może...". "Podły apasz", aktorka i trzy kule

TVN24

Lwowski Narodowy Akademicki Teatr Opery i Baletu im. Salomei Kruszelnickiej, dawny Teatr Miejski, na deskach którego występowała Antonina OgińskaIlustrowany Kurier Codzienny
wideo 2/8

Antonina dogorywała przez dwie godziny. Jej kochanek twierdził, że zabił ją z miłości i sam - jak twierdził - chciał odebrać sobie życie, ale zabrakło mu kul. Sekcja zwłok dowiodła jednak wyrachowania zbrodni: Kazimierz strzelił do kochanki, ubrał się, po czym oddał kolejne dwa strzały. A potem poszedł zjeść obiad.

Nie o barszczu i nie o prezentach rozprawiali lwowianie podczas świątecznych i noworocznych spotkań w grudniu 1910 roku. Wyobraźnię mieszkańców miasta rozpalały wieści o zamordowanej aktorce tamtejszego teatru i skandalicznym romansie, który doprowadził do zbrodni. Podczas procesu obszerne zeznania składała między innymi Gabriela Zapolska, a mieszkańcy galicyjskiej stolicy podśpiewywali na ulicach piosenki o skandalu.

Utracjusz i aktorka

Antonina Ogińska przez dziennikarzy z epoki opisywana była jako "nie nadzwyczajnie ładna, lecz mająca w sobie pewien urok, który czynił ją elegancką i sympatyczną". Od kilku lat zdobywała coraz większą popularność i była obsadzana w coraz bardziej pożądanych rolach. Nie bez zasług był tu jej mąż, Leopold Szenderowicz, redaktor gazety "Wiek Nowy". Para poznała się na przełomie XIX i XX wieku i mimo znacznej różnicy wieku zapałała do siebie uczuciem. Szenderowicz w 1900 roku poślubił nieznaną nikomu jeszcze wtedy aktorkę, narażając się na kpiny środowiska a także ostrzeżenia, że ten mezalians fatalnie wpłynie na jego życie zawodowe i prestiż. Tak się nie stało. Wręcz przeciwnie, Szenderowiczowa rozkwitła na deskach teatru, przynosząc chlubę mężowi i stając się obiektem pożądania licznych reżyserów i scenarzystów.

I nie tylko ich. Płomiennym uczuciem zapałał do Antoniny dziewięć lat od niej młodszy Kazimierz Lewicki. On także był dobrze lwowianom znany, jednak z innych niż Ogińska przyczyn. Najmłodszy syn prominentnego kupca spędzał swoje dnie w karczmach i restauracjach, szastając rodowymi pieniędzmi. Gdy brakowało mu gotówki albo zwracał się do matki (która posłusznie finansowała wystawny styl życia syna) albo zaglądał do sklepu, który jego bracia odziedziczyli po ojcu. Wynosił stamtąd cenne przedmioty, sprzedawał je i wracał do hulaszczego trybu życia. Gdy pewnego razu Aleksander i Jakub przyłapali brata na kradzieży zdecydowali się zamieść sprawę pod dywan i odesłali chłopaka do szpitala psychiatrycznego, tłumacząc jego zachowanie chorobą. Lewicki wkrótce psychiatryk opuścił, jednak, jak wskazują jego dalsze poczynania, terapia nie przyniosła pożądanych skutków.

Gazety opisywały go jako "wysokiego bruneta o twarzy bladej bez zarostu". Donosiły też, że "w obejściu miał być brutalny, w młodym wieku miał się nawet na swą matkę rzucić z nożem w ręku". Studia prawnicze na lwowskim uniwersytecie skończył, ale do egzaminów nie podszedł.

Negocjacje z mężem

Impulsywny i lekkomyślny Lewicki z łatwością zdobywał wszystko, czego zapragnął. Jakim więc musiało być dla niego ciosem, gdy Antonina, z którą połączył go romans, odmówiła porzucenia małżonka na rzecz pełnego zaangażowana w ich relację.

Na to 25-letni utracjusz nie mógł się zgodzić. Interweniował nawet u… Leopolda Szenderowicza, co opisuje krakowski Illustrowany Kuryer Codzienny: "Udał się onegdaj do p. Szenredowicza, (mówiąc) iż w obopólnym ich interesie leży, by rozwiódł się z żoną. P. Szenderowicz dał mu odpowiedź odmowną i pod grozą oddania go w ręce policyi zabronił mu widywania się z żoną".

Artykuł "IKC" z 28.12 1910 roku
Małopolska Biblioteka Cyfrowa / Ilustrowany Kuryer Codzienny

To, co nastąpiło później według niektórych świadków było działaniem zrozpaczonego kochanka, według innych – wyrachowaną zemstą. Sam Lewicki upierał się, że on i Antonina zawarli samobójczy pakt, jednak tak nieszczęśliwie się złożyło, że dla Kazimierza zabrakło kuli w magazynku browninga. Dlatego zginęła tylko aktorka.

Lwów plotkuje

Według relacji "IKC" 23 grudnia 1910 roku już od rana po Lwowie krążyły plotki o zaginięciu znanej aktorki. Policjanci wysłani do zbadania tej sprawy dowiedzieli się w mieszkaniu małżeństwa Szenderowiczów, że Antonina opuściła je rano i od tej pory słuch po niej zaginął. Nie widziano jej też w teatrze, mimo że wieczorem miała grać Ingrid w adaptacji "Peer Gynta" Henryka Ibsena.

Romans Antoniny z dziedzicem kupieckiej fortuny był we Lwowie tajemnicą poliszynela, więc mieszkanie Kazimierza przy ulicy Zimorowicza było kolejnym miejscem, które odwiedzili mundurowi.

"Drzwi mieszkania były zamknięte. Komisarz policji Smółka, nie namyślając się długo, wyważył je silnym szarpnięciem. W przedpokoju zauważono suknie damskie; wskazywało to, że w mieszkaniu znajduje się rzeczywiście kobieta. Z nadzwyczajnem zdenerwowaniem weszli komisarze do następnego pokoju. Widok, który im się przedstawił odsłonił od razu ponurą prawdę." – relacjonował Kuryer.

Antonina leżała na łóżku, wśród skotłowanej pościeli. „Włosy w nieładzie, oczy otwarte i postawione w słup, usta lekko odchylone; głowa i tułów leżały na pościeli, podczas gdy rozkrzyżowane ręce i nogi opuszczały się ku podłodze; zamordowana odziana była tylko w bieliznę nieuporządkowaną. Na prawej nodze widniała jak gdyby świeżo ubrana pończocha. Na prawej skroni, piersi i podbrzuszu czerniła się skrzepła krew” – czytamy dalej w krakowskiej gazecie. W ciele aktorki były trzy rany po kulach.

Zabrakło kul

Oczywistym podejrzanym był w tej sytuacji Kazimierz Lewicki. Śledczy odnaleźli go… w mieszkaniu jednego z braci, spakowanego do szpitala psychiatrycznego. Aleksander i Jakub, do których morderca pobiegł po pomoc planowali szybko umieścić go w zakładzie, mając nadzieję że tym razem – tak jak w przypadku kradzieży – uda się przekonać opinię publiczną o niepoczytalności mężczyzny.

Jak raportowały dzienniki, w chwili przybycia policji Kazimierz jadł obiad i palił cygaro. Na wieść, że jest aresztowany miał bez przygnębienia odpowiedzieć "wiem o tym", a z aresztującym go komisarzem Kwiatkowskim usiłował przywitać się uściskiem dłoni. Policjant jednak wzgardził tą kurtuazją.

Lewicki stanął przed sądem. Do zbrodni się przyznał. Tłumaczył, że on i Antonina byli tak zrozpaczeni brakiem perspektyw dla ich związku, że zdecydowali się wspólnie odebrać sobie życie.

"Gdy zamordowana przyszła w piątek do Lewickiego uradzono, iż Lewicki zastrzeli ją naprzód, a następnie odbierze sobie życie. Trzema strzałami rewolwerowymi zamordował Lewicki swoją ofiarę, jemu samemu jednak zabrakło już sił do odebrania sobie życia" – donosił IKC. Autor innego artykułu twierdził natomiast, że Kazimierz jak najbardziej chciał się zastrzelić, jednak zabrakło mu kul.

Gazety chętnie pisały o zbrodni
Ilustrowany Kurier Codzienny

"Skandaliczna korespondencya"

Historię płomiennej miłości podważały jednak listy, znalezione w mieszkaniu mordercy. Według Kuryera była to "nader liczna dość skandaliczna i wielce kompromitująca korespondencya". Wynikało z niej, że Kazimierz utrzymywał relacje z wieloma innymi kobietami. Jak się okazało podczas procesu, każda z nich była przeświadczona, że jest tą jedyną. Śledczy oprócz listów i fotografii zabezpieczyli też czarną perukę oraz doczepiane wąsy i brodę w tym kolorze. "Kuryer" insynuował, że Lewicki planował w tym przebraniu zamordować Leopolda Szenderowicza.

Również wyniki sekcji zwłok przemawiały na niekorzyść mordercy. Dotarł do nich Ilustrowany Kuryer Codzienny i w artykule zatytułowanym "Zastrzelenie artystki. Przerażające szczegóły sekcyi" szczegółowo opisał cierpienie Antoniny przed śmiercią. Okazało się bowiem, że żaden z trzech strzałów oddanych do aktorki nie był w pierwszych chwilach śmiertelnym.

"Na podstawie sekcyi zwłok panuje ogólne przekonanie, że pierwszy strzał (w skroń) padł z bardzo bliska, kiedy Szenderowiczowa jeszcze leżała na łóżku, był dany nieco skośnie, co z uwagi na to, iż poduszka mocno była wytłoczona od głowy i w tem miejscu oblana krwią, wskazywałoby na to, że morderca w chwili pierwszego strzału przywalił swym ciężarem ofiarę. (…) Lewicki udał się do drugiego pokoju, możliwie celem ubrania się (!). Skoro następnie Szenderowiczowa, przyszedłszy do przytomności, siadła na łóżku, na co wskazuje rodzaj podniesienia koszuli i poczęła ubierać pończochę Lewicki już z oddalenia dał drugi i trzeci strzał do nieszczęśliwiej, poczem zostawiając wijącą się z bólu na łasce opatrzności, z zimną krwią zamknął ją w mieszkaniu i udał się do swojego brata".

Ekspertyza wykazała, że Antonina najprawdopodobniej nie straciła przytomności. "Stwierdzono wszakże, że śp. Ogińska męczyła się straszliwie – zupełnie przytomna – półtorej do dwóch godzin jeszcze, że żyła więc jeszcze niemal do chwili wyważenia drzwi mieszkania przez policyę" – raportował dziennikarz Kuryera, głęboko zniesmaczony postawą braci Lewickich, którzy nie wezwali pomocy gdy dowiedzieli się, że w mieszkaniu Kazimierza dogorywa kobieta.

Artykuł "Kuryera" z dn. 31.12.1910 r.
Małopolska Biblioteka Cyfrowa / Ilustrowany Kuryer Codzienny

Strzały na pogrzebie

Pogrzeb Antoniny odbył się w pierwszy dzień świąt i okazał się niezwykle ważnym wydarzeniem, które zgromadziło na cmentarzu Łyczakowskim całą śmietankę towarzyską Lwowa i rzesze gapiów. Pochówek nie przebiegł jednak spokojnie. W numerze z 29 grudnia IKC donosi o "przykrym wypadku", który przydarzył się jednemu z uczestników ceremonii.

"Przez nieuwagę, bawiąc się mechanicznie brauningiem, trzymanym w kieszeni paltota, spowodował wystrzał, a kula, przebiwszy paltot, utkwiła w ziemi. Nagły i niespodziewany strzał wywołał wśród licznej publiczności pogrzebowej zupełnie z reszta usprawiedliwioną panikę" – czytamy w notatce.

"IKC" opisał szczegóły sekcji zwłok Antoniny
Małopolska Biblioteka Cyfrowa / Ilustrowany Kuryer Codzienny

Zapolska oskarża

Ważną postacią podczas procesu Kazimierza stała się pisarka Gabriela Zapolska. Szenderowiczowie przyjaźnili się z nią, Zapolska miała nawet pisać sztuki z rolami skrojonymi dla Antoniny. Autorka "Moralności Pani Dulskiej" nie zostawiła podczas zeznań suchej nitki na Lewickim. Okrzyknęła go wyzyskiwaczem, żerującym na naiwności niewinnej kobiety oraz podłym apaszem – a za nią podchwycili te słowa lwowianie. Jeśli na początku procesu ktoś uważał, że Ogińska źle postąpiła zdradzając męża, po przy jego końcu wszyscy już wiedzieli, że całą winę za zaistniałą sytuację ponosi Kazimierz.

Tę opinię podzielił sąd, który skazał mężczyznę na powieszenie. Lewicki jednak na wykonanie wyroku nie czekał i zażył w celi truciznę, którą przemycili dla niego bracia.

We Lwowie jednak jeszcze długo rozbrzmiewała sklecona na szybko piosenka opowiadająca o tym skandalu. "Widzisz Lewicki, co miłość może, w ciemnej mogile kochanki trup(…) To była miłość, miłość apasza, tak wykształcony nie czyni człek" – nucili lwowianie.

Antonina Ogińska na fotografii z epoki
encyklopediateatru.pl

Autor: Anna Winiarska / Źródło: TVN24 Kraków