Była młoda para, ksiądz, przekąski i weselne zabawy. Chociaż tym razem na krakowskim rynku zjawiło się mniej osób niż na wielu innych urządzanych tam dyskotekach, ten wieczór odbił się szerokim echem w mieście.
Wcześniej urzędnicy apelowali do mieszkańców i turystów, by nie brali udziału w imprezie.
"Nie jest to wydarzenie miejskie, a organizowanie tego typu spotkań jako zgromadzeń publicznych jest nadużyciem przepisów. (…) Obecne regulacje, opierające się na ustawie Prawo o zgromadzeniach, wymagają od organizatora jedynie zawiadomienia gminy (nie jest wymagane otrzymanie pozwolenia), co jest wykorzystywane do organizowania imprez o charakterze rozrywkowym wykorzystujących nagłośnienie i zakłócających spokój mieszkańców - przede wszystkim Dzielnicy I Stare Miasto oraz osób przebywających na Rynku Głównym" - czytamy w komunikacie.
"Bierność miasta" czy "nic złego"?
Mimo apelu chętnych do zabawy nie brakowało. - Ludzie się grzecznie bawią, wiele imprez jest w Rynku Głównym, DJ Staszek organizuje tutaj cały czas dyskoteki i nie ma na to zgody [od miasta - red.]. Stoją te kolumny pod "Adasiem", ludzie się bawią, moim zdaniem to nie jest nic złego - mówiła jedna z uczestniczek.
Inna zjawiła się pod pomnikiem wieszcza ze zgoła innych pobudek. - Chce pani wiedzieć, czemu tu dzisiaj jestem? Bo jestem przerażona, jak pod pozorem działania w prawie jest łamana ustawa o zgromadzeniach. Jestem zdegustowana biernością miasta - tłumaczyła kobieta.
Wspomniany wcześniej DJ Staszek to Stanisław Kułach, niedoszły kandydat na burmistrza Nowego Targu w wyborach w 2024 roku.
Tak skomentował zarzuty, że organizując imprezy na krakowskim rynku, działa na pograniczu prawa: - Jeżeli urząd miasta dał zezwolenie na pokojowe zgromadzenie miłości, dlaczego jest nielegalne? Wesele jest największym znakiem miłości na świecie. My od dwóch lat przekazujemy miłość, pokój, radość i pozytywną energię w tym miejscu. Tu ludzie przyjeżdżają z całego świata cieszyć się tą energią, bo w innych zakątkach świata tego nie ma - mówił w rozmowie z TVN24.
Jest dyskoteka, "nie ma wojny"
Wcześniej, po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie, pod Pomnikiem Adama Mickiewicza gromadzili się uchodźcy. Śpiewali patriotyczne pieśni i wyrażali solidarność z Ukrainą.
Wówczas prawica zaczęła organizować kontrmanifestacje. Słychać było hasła o "ukrainizacji Krakowa i Polski". Ukraińcy przenieśli swoje zgromadzenia pod Sukiennice, a następnie na Mały Rynek. Tam jednak swoje manifestacje zaczął organizować Kułach, na którego profilu w mediach społecznościowych nie brakuje antyukraińskich treści, głównie udostępnianych z kont prawicowych polityków.
- Nie jesteśmy przeciwko narodowi ukraińskiemu, tylko przeciwko bezkarności i brakowi poszanowania dla Polski i jej symboli. Nie nawołujemy do nienawiści. Bronimy Polski - tłumaczył wówczas Kułach "Gazecie Wyborczej". "Z głośników leciały jednak hasła typu: 'Polski naród cierpi, jest coraz biedniejszy, a wam ciągle mało!', 'Powodzianie wciąż nie mają domów, cała kasa idzie do was!', 'Won do siebie, bo tam wasze miejsce'" - podawała "Wyborcza".
Na organizowanych na rynku dyskotekach można było z kolei usłyszeć hasła o tym, że "to nie jest nasza wojna". - Usłyszałem, że organizują tę zabawę, by pokazać, że w Polsce nie ma wojny, że wojna w Ukrainie nie jest naszą sprawą i że nie można pozwolić Ukraińcom, by zawłaszczyli rynek swoimi 'banderowskimi' imprezami – mówił na łamach "Wyborczej" jeden z uczestników dyskoteki.
W 2026 roku Kułach wciąż powtarza, że "nie ma nic przeciwko Ukraińcom, którzy legalnie pracują, żyją w Polsce, przestrzegają polskiego prawa".
- Ale jeżeli ktoś sieje nienawiść, sieje niepokój wśród ludzi i robi to publicznie, to nie znaleźliśmy innego sposobu, żeby przekazać pokojowy przekaz, a nie wojenny. Bo my nie chcemy wojny - stwierdził.
Zgromadzenie przerwane
Na niedzielnej imprezie nie zabrakło policji i przedstawiciela miasta.
- Mówimy o dwóch zgromadzeniach, które miały miejsce w rejonie Rynku Głównego. Pierwsze z tych zgromadzeń rozpoczęło się tuż po godzinie 19, w zasadzie trwało godzinę. O 20 zawiązało się kolejne zgromadzenie. Zarówno w jednym, jak i w drugim zgromadzeniu udział wzięło około 200 uczestników, w większości były to te same osoby. Na miejscu obecny był przedstawiciel Urzędu Miasta Krakowa. W pewnym momencie poinformował organizatora, że jeśli to zgromadzenie nadal będzie miało charakter imprezy rozrywkowej, to zostanie rozwiązane. O godzinie 21.40 zgromadzenie zostało rozwiązane - relacjonuje Piotr Szpiech, oficer prasowy krakowskiej policji.
Jak dodaje, policjanci nie odnotowali poważnych naruszeń prawa. - Natomiast w związku z tym, że mieliśmy dwie sytuacje naruszające przepisy Kodeksu wykroczeń, materiały zostaną przekazane do sądu. Mówimy o odpaleniu środków pirotechnicznych i niepodjęciu przez organizatora działań mających na celu zapewnienie prawidłowego przebiegu wydarzenia. W drugim przypadku mówimy o osobie, która posiadała przy sobie niebezpieczne materiały - uzupełnia Szpiech.