"Pan chyba świętym będzie...". Żeby Pani wiedziała, co ja zrobiłem...". Czy Robert J. to "kuśnierz"?

TVN24

Superwizjer TVNW środę o 14.45 do mieszkania w sercu krakowskiego Kazimierza weszli policjanci

Rowerem jeździ, zakupy wniesie. Spokojny. I bardzo religijny - nie może nachwalić się sąsiadka. Do kościoła przychodzi pierwszy, wychodzi ostatni - potwierdza reporter "Superwizjera" TVN. "Święty"? Robert J. podejrzany jest o zabicie i obdarcie ze skóry 19 lat temu znajomej, studentki religioznawstwa. - Psychopata, seryjny - mówi o zabójcy Katarzyny profiler kryminalistyczny. Oglądaj w sobotę "Superwizjer" w TVN24.

W środę o 14.45 do mieszkania w sercu krakowskiego Kazimierza weszli policjanci. 52-letni Robert J. mieszka w nim z matką. "Od zawsze", czyli przynajmniej od lat 70. Mieszkał tu także wtedy, gdy z Wisły wyłowiono fragmenty ludzkiej skóry i nogę, które - jak później ustalono - należały do Katarzyny Z. Z mieszkania mężczyzny do rzeki są dwa kroki.

Po śmierci studentki był głównym podejrzanym. Potwierdza to także ojciec mężczyzny, krakowski poeta, Józef J. - 19 lat go gnębią - mówi mężczyzna.

Dlaczego J. został zatrzymany teraz, po blisko dwóch dekadach? Odpowiedzi m.in. na to pytanie szukali reporterzy "Superwizjera" TVN Michał Fuja i Piotr Litka. I docierali do informacji, które rzucają nowe światło na osobę podejrzanego. Na przykład, że prowadził zapiski, że w notesie miał imiona, nazwiska i adresy wielu kobiet.

Z jedną z nich reporterzy się spotkali i rozmawiali. - Do mnie przychodził ciągle, że on by chciał mieć jakąś kobietę, że ma problemy … - opowiada kobieta. Mówi też, że "w okolicach Wszystkich Świętych taki się dziwny robił". - Wtedy przychodził do mnie, przynosił książeczki, modlitwy. Ja mówię: Panie Robercie, pan to chyba świętym będzie. A on mówi: Żeby pani wiedziała, co ja zrobiłem, to nawet gdybym całe życie to nosił, to nic to nie pomoże.

Katarzyna Z. zaginęła 12 listopada 1998 roku.

Wielu rozmówców reporterów "Superwizjera" TVN zwraca uwagę na rzekome nawrócenie Roberta J. właśnie po tym czasie.

Sąsiadka, z którą rozmawialiśmy, mówi: - O 9 wieczór Apel Jasnogórski. Zawsze było od nich słychać. Ja chodzę tu do (kościoła - red.) Bożego Ciała, to on za księdzem zawsze w procesji. Teraz chodził do Bonifratrów, bo u nas w kościele jest bardzo zimno w zimie i się przeniósł. I ona też (jego matka - red.). W Boże Ciało była procesja, to byli razem. On ją trzymał pod rękę. Uczynny. Spokojny.

Chodził na jej grób. "To nie jest przestępstwo"

Robert J. zaprzecza, by znał Katarzynę Z. - Ale przychodził pan na jej grób - zauważa jeden z reporterów "Superwizjera" TVN.

- To nie jest przestępstwo - odpowiada.

Pytany o pracę w szpitalnym prosektorium odcina się: - Sam pan lepiej wie.

Reporterzy wiedzą. Robert J. pracował przy stole sekcyjnym w krakowskim szpitalu Bonifratrów przez dwa lata.

Michała Fuja i Piotr Litka ustalili ponadto, że zatrzymany w środę, żyjący dotychczas z renty Robert J., w latach 80. zatrudniony był w Instytucie Zoologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Mógł tam obserwować na żywo proces skórowania zwierzęcych zwłok. Miał tam wybić doświadczalne króliki. Nie potrafił tego wówczas wytłumaczyć.

Psychopata

- Zajmować się zwłokami jest bardzo trudno, wielu ludzi nie jest w stanie tego robić. A jeszcze tak wyrafinowane działania, jak w tym wypadku miały miejsce, odcinanie członków, odpreparowanie skóry i szereg innych czynności, wymaga pokonania bardzo silnych oporów psychicznych, a ponadto zwyczajnie wstrętu, obrzydzenia. To musi być człowiek, który ma bardzo silną odporność na tego rodzaju bodźce. Taką odporność mają ludzie, którzy mają obniżony poziom lęku, obniżony poziom wrażliwości, uczuciowości. Psychopaci - mówi Maciej Szaszkiewicz, psycholog, który tworzył profil zabójcy Katarzyny.

Sprawcę zabójstwa media okrzyknęły "kuśnierzem". Sprawie nadano kryptonim "Skóra".

Śledztwo Archiwum X

Fragmenty skóry i ciała studentki Uniwersytetu Jagiellońskiego Katarzyny Z. wyłowiono z Wisły 7 stycznia 1999 r. Zwłoki zostały pozbawione skóry, jej fragmenty były fachowo odcięte i wypreparowane. Dzięki badaniom genetycznym ustalono, iż ofiarą jest zaginiona w listopadzie 1998 r. studentka UJ. Zejdą pod wodę, by w mule szukać szczątków oskórowanej studentki.

W 2000 r. ujawniono, iż przy szczątkach znaleziono ślady biologiczne niepochodzące od ofiary. Wykorzystano je do weryfikacji osób, znajdujących się w kręgu podejrzeń. Nie przyniosło to jednak efektów i w październiku 2000 r. prokuratura umorzyła śledztwo. Podkreślała jednak, że w przypadku ustalenia nowych okoliczności lub dowodów, śledztwo może być podjęte na nowo. Przestępstwo zabójstwa ulega przedawnieniu po 30 latach od popełnienia czynu (dolicza się dodatkowe 5 lat, jeśli w sprawie było prowadzone śledztwo).

Pod koniec 2011 r. krakowska policja poinformowała, iż policjanci z tzw. Archiwum X ponownie analizowali materiały tego śledztwa i ustalali nowe dowody. Było to możliwe m.in. dzięki postępowi w dziedzinie badań kryminalistycznych oraz współpracy z ekspertami w różnych dziedzinach. Na tej podstawie krakowska prokuratura w styczniu 2012 r. podjęła śledztwo na nowo i zleciła m.in. ekshumację szczątków. Jak podawała, w wyniku oględzin ujawniono szereg śladów kryminalistycznych i dowodów, które zostały zabezpieczone dla potrzeb śledztwa. Były to substancje, włosy, drobiny i włókna pozwalające - zdaniem śledczych - na podjęcie dodatkowych czynności. Prokuratura zapowiadała także m.in. przeprowadzenie wirtualizacji śladów i obrażeń za pomocą specjalistycznego sprzętu, przesłuchania kolejnych świadków oraz inne działania, o których nie informowała ze względu na dobro postępowania.

Więcej na ten temat w sobotę o 20.00 w programie "Superwizjer" na antenie TVN 24. Reporterzy przedstawią efekty swojego kilkumiesięcznego śledztwa w tej sprawie.

Autor: i/mmw/pm / Źródło: TVN24 Kraków / Superwizjer TVN