"Ktoś podjechał na skraj lasu i strzelał w kierunku harcerzy". Zatrzymano mężczyznę

TVN24 | Kraków

Aktualizacja:
Autor:
wini/ks/kwoj
Źródło:
PAP/TVN24 Kraków
Policja zatrzymała mężczyznę, który może mieć związek ze zdarzeniem
wideo 2/5
TVN24Policja zatrzymała mężczyznę, który może mieć związek ze zdarzeniem

Harcerze siedzieli przy ognisku na skraju lasu, kiedy nagle ktoś zaczął do nich strzelać. Ranny został 11-letni chłopiec. Policja przesłuchuje mężczyznę, który mógł mieć związek z tym zdarzeniem. - Zawsze się zdarzy ktoś, kto nie chce, żeby dzieci przebywały w okolicy - przyznaje w rozmowie z tvn24.pl komendantka zgrupowania.

Życiu dziecka nic nie zagraża, chłopiec opuścił już szpital. Jak podają lokalne media, mężczyzna, który miał oddać strzał, sam miał zgłosić się na komendę policji. Ta jednak nie potwierdza tej informacji - potwierdza jedynie to, że z mężczyzną "są prowadzone czynności".

- Faktycznie mężczyzna został zatrzymany i to jest wszystko, co na tę chwilę mogę powiedzieć. Do informacji, że sam się zgłosił, wolałabym się na razie nie odnosić - powiedziała Aneta Izworska z zespołu prasowego nowosądeckiej policji.

Strzały w lesie

Zgłoszenie trafiło do sądeckich policjantów w czwartek późnym wieczorem. Zadzwonił opiekun harcerzy ze Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej, którzy przebywali na zimowisku w Gródku nad Dunajcem.

- Informacje były spójne, zarówno od dzieci, z którymi rozmawialiśmy, jak i od opiekunów. Relacjonowali oni, że kiedy harcerze przebywali w lesie, ktoś przyjechał samochodem na jego skraj i oddał strzały w kierunku harcerzy - relacjonowała Katarzyna Cisło z zespołu prasowego małopolskiej policji. - Nie wiem, czy ta osoba zdawała sobie sprawę z tego, że ktoś w tym lesie przebywa - dodała.

- To okropne, jaka to opinia o Gródku dla nas – martwi się pan Władysław, mieszaniec Gródka nad Dunajcem. Zdaniem mężczyzny, wiele problemów rozwiązałoby przywrócenie posterunku policji w miejscowości. Jak dodaje, przez zdarzenie w lesie mieszkańcy czują się zagrożeni.

"Wszyscy czujemy, że jesteśmy w niebezpieczeństwie"

"To mogło skończyć się tragicznie"

Zaraz po otrzymaniu zgłoszenia miejscowa policja rozpoczęła działania - przeprowadziła oględziny miejsca oraz rozmowy z opiekunami grupy i dziećmi. Funkcjonariusze przeszukali sąsiednie zabudowania, starając się znaleźć broń, z której padły strzały.

Cisło podała, że wszczęte zostało postępowanie z art. 160 Kodeksu karnego, czyli narażenia na utratę życia i zdrowia. Policja konsultuje się z nowosądecką prokuraturą i w poniedziałek przekaże jej materiały w tej sprawie. - To mogło skończyć się tragicznie - zaznaczyła Cisło.

Harcerz "czuje się dobrze"

Ranny w wyniku tego zdarzenia 11-letni uczestnik obozu trafił do szpitala. Jak przekazała rzecznik prasowa Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej Barbara Sobieska, chłopiec wrócił już do domu. - Wraz z rodzicami pojawił się, żeby odebrać swoje rzeczy z obozu. Czuje się dobrze - powiedziała.

Rzeczniczka ZHR wskazała, że po zdarzeniu dzieciom zapewniono opiekę psychologiczną. - Dla nas te dzieci są bliskie, to są nasi przyjaciele, z którymi tworzymy organizację - przyznała. Jak zapewniła, po zdarzeniu żadne z nich nie opuściło obozu - wyjechali jedynie uczestnicy, którzy już wcześniej zaplanowali krótszy pobyt. Obóz zakończył się planowo - w minioną niedzielę.

Harcerze na medal

O szczegółach zdarzenia udało nam się porozmawiać z Gabrielą Kongstad, komendantką zgrupowania. Kobieta podkreśla, że harcerze, chociaż przestraszeni sytuacją, zachowali się bardzo rozsądnie. Wezwali pomoc i zadzwonili na numer 112. – Chłopcy zostali odprowadzeni przez przybocznego do szkoły, w której nocowali, a drużynowy pojechał z policjantami szukać tego samochodu (z którego strzelano – red.). Ja pojechałam z rannym chłopcem do szpitala – relacjonuje komendantka.

Również poszkodowany 11-latek zachował zimną krew. – Na pewno był bardzo przestraszony, ale kontaktował. My go zagadywaliśmy, on nam opowiadał, co robił na zimowisku – opisuje Kongstad.

Jak podkreśla rozmówczyni portalu tvn24.pl, podczas zimowiska ogniska w lesie odbywały się codziennie. Reakcje mieszkańców były różne, chociaż przeważało zaciekawienie.

- Generalnie ludzie są pozytywnie nastawieni, chociaż czasem się zdarzy ktoś, kto nie chce, żeby dzieci przebywały w okolicy i się bawiły. Zawsze staramy się dotrzeć do lokalnej społeczności. Tym razem zostaliśmy bardzo miło przyjęci w szkole, chwalił nas ksiądz – wspomina harcerka. Chociaż, jak dodaje, nie obyło się bez nieprzyjemności. – Chłopcy mówili, że podczas jednej z gier ktoś ich wulgarnymi słowami przegonił. Ale oni wiedzą, jak się zachować w takiej sytuacji i od razu sobie poszli. To było w innym miejscu niż ognisko, podczas którego strzelano - dodała.

Czy ognisko mogło się odbywać na prywatnym terenie? Tego harcerze nie wiedzą. – Nie wykluczam tego, ale nie mamy takiej informacji. Tym razem tego nie sprawdziliśmy, a bardzo ciężko jest to stwierdzić. Na pewno nie było to żadne miejsce ogrodzone, nie było żadnych znaków widocznych – podkreśla Kongstad.

Komendantka przekonuje również, że rodzice harcerzy nie mają zastrzeżeń do sposobu, w jaki zimowisko było zorganizowane. – Najpierw powiadomiliśmy rodziców tego rannego chłopca, później pozostałych. Wysłaliśmy maila, w którym zawarliśmy wszystkie informacje. Nikt nie miał do nas pretensji – podkreśla rozmówczyni portalu tvn24.pl

"Chłopcy zachowali się bardzo dzielnie"

"Spore przeżycie"

Rodzice harcerzy nie mają zastrzeżeń do organizacji zimowiska. – Nie mam żadnych uwag, bo wiem, że oni korzystają z terenu z wielkim szacunkiem. Prawdę mówiąc, baliśmy się, że po tym zdarzeniu ubędzie nam jakiegoś druha, bo jacyś rodzice się przestraszą, ale wszyscy podeszli do tego ze zrozumieniem – podkreśla Katarzyna Opalińska, była harcerka i mama jednego z młodych druhów, którzy uczestniczyli w zimowisku w Gródku nad Dunajcem.

Zdaniem kobiety problem leży gdzie indziej. – Ludzie mają teraz dziwne podejście do swojej własności i swojego terenu. W lasach przestaje być przez to bezpiecznie, czego przykładem jest ta sytuacja – zauważa Opalińska.

Zdaniem byłej harcerki, chłopcy doskonale poradzili sobie z tą sytuacją, bo zostali do niej przygotowani podczas poprzednich wypadów. – Dla nich to było spore przeżycie, bo zazwyczaj spędzają czas bardzo spokojnie, z pełnym poszanowaniem przyrody i ludzi. Ale są też uczeni ostrożności, zasady ograniczonego zaufania – stwierdza rozmówczyni portalu tvn24.pl. Jak dodaje, nie będzie miała oporów przed wysłaniem syna na kolejny harcerski wyjazd. On z resztą też już nie może się doczekać.

wini/ks/kwoj

Źródło: PAP/TVN24 Kraków

Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock