Właściciel lwów i tygrysa na ławie oskarżonych. Prokuratura "nie neguje" jego miłości do zwierząt

Łukasz Chamioło z lwami
Tygrysy i lew na prywatnej posesji mieszkańca Czchowa
Źródło: Łukasz Chamioło
Właściciel dwóch lwów i tygrysa stanął przed sądem. Prokuratura oskarża go o znęcanie się nad drapieżnikami, trzymanymi w klatkach w przydomowym ogródku. Mężczyzna zapewnia, że kocha swoje zwierzęta i nie wyobraża sobie ich utraty. - Nie neguję tego, ale ogródek nie jest dla nich właściwym miejscem - mówi Kacper Wysowski z brzeskiej prokuratury.

Dwa lwy i tygrys bengalski mieszkają w klatkach na ogródku w małopolskim Czchowie od około siedmiu lat. Po donosie, który wpłynął do lokalnych służb pod koniec lata 2024 roku, właściciel zwierząt ma problemy. Łukasz Chamioło (zgodził się na publikację imienia i nazwiska oraz wizerunku) został oskarżony przez prokuraturę o znęcanie się nad nimi - a także nad bydłem, kucykami, surykatką i małpą kapucynką.

Odpowiada też za zarzucane mu wprowadzenie w błąd regionalnego dyrektora ochrony środowiska i starosty brzeskiego. Chodzi o przedstawienie urzędnikom dokumentacji z fałszywą datą dotyczącą nabycia tygrysa - zaświadczeniem tym miał posługiwać się w trakcie kontroli.

Łukasz Chamioło z lwami
Łukasz Chamioło z lwami
Źródło: Łukasz Chamioło

Śledczy oskarżyli mężczyznę także o nielegalne posiadanie drapieżników. Sprawa rozbija się o status założonego przez mężczyznę cyrku, który według ustaleń prokuratury był fikcyjną działalnością. Przed nowelizacją przepisów z 2021 roku prawo dopuszczało możliwość posiadania przez cyrki lwów czy tygrysów. Obecnie jest to zabronione, choć cyrki, które już wcześniej posiadały takie zwierzęta, pod pewnymi warunkami mogą nadal się nimi opiekować.

Oskarżony o biegłym

Na rozprawie przed Sądem Rejonowym w Brzesku w piątek Łukasz Chamioło bronił się przed zarzutami - odmówił jednak odpowiadania na jakiekolwiek pytania prokuratury. Zwracał za to uwagę, że Powiatowy Inspektorat Weterynarii w Brzesku wielokrotnie kontrolował warunki życia jego zwierząt.

Inspektorzy nie stwierdzali nieprawidłowości.

Później powiatowa lekarz weterynarii zastrzegała jednak w wypowiedziach medialnych, że pracownicy tej instytucji "nie są specjalistami" w zakresie zwierząt egzotycznych.

Łukasz Chamioło wyjaśnił w sądzie, że tygrysa sprowadził z cyrku w Niemczech, a wątpliwości dotyczące daty jego nabycia wynikają z faktu, że zwierzę było ranne w łapę i nie od razu można było je przetransportować do Polski. W międzyczasie zmieniły się przepisy dotyczące możliwości nabywania takich drapieżników.

Klatka kluczowa-351219
Łukasz Chamioło: nie wyobrażam sobie, żeby odebrano mi zwierzęta
Źródło: TVN24

Mężczyzna zaprzeczał tezom z ekspertyzy, na podstawie której sformułowano zarzuty. Twierdził, że biegły był uprzedzony i obiecał, że go "urządzi". Miał kopnąć bez powodu psa i strzelić w powietrze z broni do usypiania zwierząt. Początkowo miał też twierdzić, że nie ma podstaw do odebrania zwierząt, jednak w pewnym momencie zmienił zdanie.

Tygrys Samir
Tygrys Samir
Źródło: Łukasz Chamioło

Jak mówił, jeśli sąd zdecyduje o odebraniu mu zwierząt, dla lwów i tygrysa, będzie to ogromny stres. - Codziennie je karmię z ręki i głaszczę (...). Zawsze starałem się, żeby wszystko było tak, jak należy, a przede wszystkim zależy mi na obronie tych zwierząt - mówił przed sądem Łukasz Chamioło. Podkreślił też, że wymiary klatek dla jego drapieżników są zgodne z minimalnymi wymiarami z rozporządzenia dotyczącego ogrodów zoologicznych.

Reporter TVN24 spytał oskarżonego, czy wyobraża sobie, by odebrano mu zwierzęta. - Jeżeli ktokolwiek chciałby coś takiego zrobić, to rozumiem, że jest świadomy tego, że te zwierzęta mogą nie przeżyć (...). Są bardzo blisko związane ze mną, codziennie do nich wchodzę. Cieszą się na każdy mój przyjazd z pracy i bardzo pozytywnie reagują. Siedem lat to jest kupa czasu - powiedział Łukasz Chamioło. - To jak dziecko, które było w rodzinie zastępczej i nagle zabieramy je do kogoś innego - stwierdził.

Przed sądem mężczyzna argumentował między innymi, że uratował drapieżniki przed śmiercią lub cierpieniem.

Prokuratura: nie negujemy więzi oskarżonego ze zwierzętami

Prokuratura stoi na stanowisku, że zwierzęta nie mają u pana Łukasza odpowiednich warunków. - Oskarżony dużo mówi o miłości do zwierząt i my tej miłości nie negujemy - stwierdził w rozmowie z dziennikarzami Kacper Wysowski z Prokuratury Rejonowej w Brzesku.

Asesor brzeskiej prokuratury poinformował, że przepisy dotyczące tego, kto może posiadać niebezpieczne zwierzęta, a kto nie, są jasne. - To nie jest pies, to nie jest kot. Nie każdy z nas może sobie po prostu założyć działalność cyrkową i trzymać w ogródku dwa lwy i tygrysa bengalskiego. Podstawą zarzutów jest to, że cyrk miał charakter wyłącznie fikcyjny (...). Nie odbywały się tam żadne pokazy. To, co kojarzymy jako cyrk, nie funkcjonowało w Czchowie - powiedział Wysowski.

Klatka kluczowa-351239
Prokuratura: nie negujemy miłości pana Łukasza do zwierząt. Ale nie mają one należytej opieki
Źródło: TVN24

W ocenie prokuratury zarejestrowanie przez oskarżonego cyrku miało na celu wyłącznie zalegalizowanie przetrzymywania przez niego tego rodzaju zwierząt. - Nie neguję tego, że oskarżonego ze zwierzętami łączy duża więź emocjonalna, natomiast znęcanie się nad zwierzętami, to nie tylko umyślne zadawanie im cierpienia. To również sytuacja, w której nie otrzymują one należytej opieki, należytych warunków, wymaganych do konkretnych gatunków - powiedział Kacper Wysowski.

Przedstawiciel Prokuratury Rejonowej w Brzesku podkreślił, "ogródek w Czchowie nie jest właściwym miejscem, aby takie zwierzęta się tam znajdowały".

Tygrys Samir
Tygrys Samir
Źródło: Łukasz Chamioło

"Ogromne potrzeby" drapieżników

Niezależnie od procesu sądowego burmistrz Czchowa prowadzi procedurę, która może zakończyć się tymczasowym odebraniem zwierząt. Mogłyby one trafić m.in. do ogrodu zoologicznego lub azylu, niekoniecznie na terenie Polski. Wiązałoby się to jednak z kosztami dla gminy. Jak dotąd urzędnicy nie znaleźli też specjalisty, który na potrzeby tego postępowania skontrolowałby warunki przetrzymywania zwierząt.

- Na pewno tygrysy i lwy nie powinny być trzymane na osiedlu domków jednorodzinnych w jakichś klatkach, wolierach, nie tylko ze względu na kwestie bezpieczeństwa, które też są istotne (...) ale przede wszystkim dla ich własnego dobrostanu - oceniał jesienią ubiegłego roku w rozmowie z TVN24 dr Robert Maślak, zoolog z Wydziału Nauk Biologicznych Uniwersytetu Wrocławskiego.

Lwy w Czchowie
Lwy w Czchowie
Źródło: małopolska policja

- Można powiedzieć, że nie da się w takich warunkach, jakie znamy, o jakich wiem, utrzymać tych zwierząt na jakimś minimalnym poziomie dobrostanu. Przede wszystkim dlatego, że mają one ogromne potrzeby. Ogromne potrzeby, jeśli chodzi o przestrzeń, jeśli chodzi o opiekę. Minimalny areał osobniczy tygrysa to jest mniej więcej powierzchnia całego Wrocławia lub połowy Warszawy (...). Więc wyobraźmy sobie, jak można zapewnić te warunki, nawet w ogrodzie zoologicznym, a co dopiero na kilkudziesięciu metrach w takiej klatce przy domku jednorodzinnym (...). Około 30-40 procent czasu w ciągu doby te zwierzęta spędzają na eksploracji, na szukaniu ofiar, na sprawdzaniu, na wąchaniu, na chodzeniu - ocenił dr Maślak.

Sprawa Łukasza Chamioło nie jest pierwszym tego typu procesem w historii polskiego wymiaru sprawiedliwości. Wcześniej głośno było o sprawie pumy Nubii, której właściciel został oskarżony o znęcanie się nad zwierzęciem poprzez trzymanie go w niewłaściwych warunkach. W grudniu 2025 roku został prawomocnie skazany na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata.

OGLĄDAJ: Niesamowite tłumy. Nowy rząd przejmuje władzę
Węgry, tłumy na ulicach, przejęcie władzy przez Magyara

Niesamowite tłumy. Nowy rząd przejmuje władzę
NA ŻYWO

Węgry, tłumy na ulicach, przejęcie władzy przez Magyara
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
Czytaj także: