Wybuch w Szczyrku. "Przewiert był głęboki. Na takich głębokościach nie spotyka się rury gazowej"

Katowice

Jak doszło do tragedii w Szczyrku 4 grudnia?TVN24 Katowice
wideo 2/28

Gdy w Szczyrku kładli gazociąg, nie było jeszcze Leszczynowej, ani wielu ulic i domów. Teren jest tam pochyły i potem był nasypywany. 4 grudnia wybuch gazu zniszczył dom pod numerem 6, grzebiąc ośmioro mieszkańców. Tego dnia odbywały się tam roboty ziemne. - Nie ma takiej głębokości, na której nie można spotkać rury z gazem - powiedział Artur Michniewicz, rzecznik Polskiej Spółki Gazownictwa. - Wykonawca z Leszczynowej dostał od nas zalecenia, by kopać ręcznie pod nadzorem pracownika naszej spółki. Nie zastosował się do tego.

Prokuratura już wie, gdzie dokładnie doszło do przerwania gazociągu w Szczyrku. - To potwierdza nasze domniemania, że pomiędzy wybuchem w budynku a pracami prowadzonymi pod ulicą Leszczynową istnieje związek. Domniemanie stało się faktem – poinformowała Agnieszka Michulec, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Bielsku-Białej.

Dokładnego miejsca śledczy - ze względu na dobro śledztwa - nie ujawnili. Zakończyli już jednak swoje oględziny na ulicy Leszczynowej. Ta pozostaje wciąż zamknięta. Teraz będą badać między innymi wiertnicę użytą do przewiertu. Została zabezpieczona tuż po tragicznym wypadku.

- Biegli ustalili tożsamość ofiar - powiedziała Michulec.

Chociaż śledczy wiedzą już z całą pewnością, kto zginął 4 grudnia na Leszczynowej 6, nie przekazują informacji, dopóki nie otrzymają kart zgonu.

- Kiedy dostaniemy od biegłych karty zgonu, wydamy rodzinie zmarłych zezwolenie na pochówek. Będzie to nie wcześniej niż w poniedziałek - dodała rzeczniczka prokuratury.

Jak doszło do tragedii w Szczyrku 4 grudnia?geoportal.gov.pl

Zlecenia na przyłącze

- Myśmy tam mieli zlecenie z Tauronu wykonać przyłącze do dewelopera - Roman Dobrzański opowiedział w Radiu Katowice o pracach budowlanych swojej firmy na ulicy Leszczynowej w Szczyrku, które - wedle prokuratury - mają związek z katastrofą budowlaną z 4 grudnia.

W wyniku wybuchu gazu zawalił się i spłonął dom numer sześć, grzebiąc ośmioro członków rodziny Kaimów.

Rozmowa z prezesem firmy, która zleciła przewiert na Leszczynowej w SzczyrkuRadio Katowice

Tauron to jedno z dwóch największych przedsiębiorstw energetycznych w Polsce, a Dobrzański prowadzi małą firmę pod Szczyrkiem, zajmującą się przyłączami prądu. Znał Kaimów.

Nie chce dzisiaj odpowiadać na pytania dziennikarzy, tylko odsyła do rozmowy radiowej, nazywając ją swoim "oświadczeniem".

Wyjaśnił w radiu, że chodziło o podłączenie do prądu budynku powyżej domu Kaimów. Z naszych ustaleń wynika, że jest to nowy apartamentowiec na końcu Leszczynowej na zboczu góry Skrzyczne, na wysokości wyciągu narciarskiego, należącego do Kaimów.

- Ale trasa kabla przebiegała obok tego budynku - dodał, odnosząc się do domu Kaimów. - Na tym odcinku prace wykonywała firma [tu pada jej nazwa - red.], której zleciłem wykonanie przewiertu - powiedział Dobrzański.

Roboty polegały na kopaniu pod ziemią za pomocą urządzenia, zdalnie sterowanego z powierzchni. Używana 4 grudnia na Leszczynowej wiertnica jest teraz badana przez śledczych.

Firma, która wykonywała przewiert, dzień po katastrofie przesłała mediom oświadczenie, w którym ubolewa, że do tragedii doszło. Zapewniła, że przekazała wszelką dokumentację śledczym i zaznacza, że to nie do nich należało uzyskanie pozwoleń na roboty.

Jak mówił nam świadek katastrofy, sąsiad Kaimów, w pierwszej części Leszczynowej, patrząc od głównej drogi, robotnicy zrobili tradycyjny wykop w ziemi. - Dalej nie mogli kopać koparką, bo jeden sąsiad się nie zgodził - powiedział.

Kilka razy tego dnia sąsiad obserwował robotników. Odcinek przewiertu według obliczeń świadka miał długość 60 metrów (według Polskiej Agencji Prasowej było to 30 metrów), a dom z numerem sześć znajdował się w połowie tego odcinka po prawej stronie. Sąsiad Kaimów twierdzi, że wiercili "od góry", czyli od apartamentowca w stronę wykopu, a potem przeciskali wiertnicę z powrotem z podczepionymi rurami do instalacji.

Szczyrk - przebieg gazociągu na ulicy LeszczynowejTVN 24 / Google Maps

- Przy wykonywaniu przewiertu prawdopodobnie natrafili na rurę gazową i uszkodzili ją, chociaż dla mnie to jest niemożliwie, ponieważ przewiert był bardzo głęboko, mijając urządzenia gazownicze. Na takich głębokościach nigdy nie spotyka się rury gazowej - powiedział Dobrzański.

Jednak nie sprecyzował, jaka to była głębokość, ile dokładnie centymetrów pod ziemią. PAP podawała, cytując przedstawiciela firmy, która wykonywała przewiert, że było to 1,7 metra. Próbowaliśmy jeszcze dopytać o to Dobrzańskiego, ale nie odpowiedział. Odesłał do wypowiedzi w radiu.

- Mówiłem, uważajcie, bo w tej drodze jest rura z gazem. Zresztą oni mieli plany z instalacjami. Mówili: rura idzie metr trzydzieści pod ziemią, to przewiercimy pod nią, na półtora metra - opowiadał nam świadek katastrofy.

- Gazociąg na ulicy Leszczynowej posadowiony jest na głębokości 140 centymetrów - powiedział nam Artur Michniewicz, rzecznik Polskiej Spółki Gazownictwa.

Rzecznik Polskiej Spółki Gazownictwa o wybuchu w Szczyrkutvn24

"Każdy kopał na mniej więcej metr głębokości"

Gazociąg w Szczyrku kładziony był w latach 90. ubiegłego wieku. Antoni Byrdy, burmistrz Szczyrku wspomina, że wtedy nie było ani Leszczynowej, ani wielu ulic i domów.

Leszczynowa wznosi się od głównej drogi w stronę zbocza Skrzycznego i teren wokół jest pochyły. - A po położeniu sieci gazowej był nasypywany - powiedział burmistrz.

Gazociąg może więc dzisiaj znajdować się głębiej, niż był pierwotnie kładziony.

Mapę z przebiegiem instalacji każdy może uzyskać od ręki i za niewielkie pieniądze (Leszczynowa i okolice w skali 1: 500 - około 40 zł) w starostwie powiatowym w Bielsku-Białej. Jednak nie wykonają tam mapy przekrojowej, która pokazałyby, jak głęboko pod ziemią biegnie rura.

Dlatego, jak powiedział Artur Michniewicz, "nie ma takiej głębokości, na której nie można spotkać rury z gazem". I dlatego roboty ziemne obostrzone są pewnymi warunkami - tak też miało być na Leszczynowej.

- W lipcu na spotkaniu w starostwie powiatowym w Bielsku-Białej byli przedstawiciele wykonawcy robót na Leszczynowej i właścicieli instalacji podziemnych, w tym naszej spółki - mówił Michniewicz.

- Wydaliśmy trzy zalecenia. Wykonawca miał nas powiadomić o rozpoczęciu prac, miały się one odbywać pod nadzorem naszego pracownika, obecnego na miejscu, a kopanie miało być ręczne, koparkami, a najlepiej łopatami, co daje największą gwarancję bezpieczeństwa. Wykonawca nie zastosował się do tych zaleceń, co już było złamaniem prawa, bo one są obligatoryjne - dodał Michniewicz.

O rozpoczęciu prac nie zostały powiadomione również władze miasta, jak poinformował nas burmistrz Szczyrku. Byrdy mówił także, że wydał decyzję co do sposobu wykonania robót. Miał to być wykop, nie przewiert. Z wydaniem pozwolenia na rozpoczęcie prac czekał, aż zgodzą się wszyscy mieszkańcy Leszczynowej.

"W odkrytym miejscu czuć jeszcze było gazem"

Do wybuchu gazu na Leszczynowej doszło w środę 4 grudnia o godzinie 18.26. Eksplozja była tak silna, że wielu mieszkańców Szczyrku miało wrażenie, jakby to ich domy się waliły.

Budynek numer sześć zamienił się w płonące rumowisko. W ciągu 17 godzin akcji ratunkowo-poszukiwawczej strażacy wydobyli osiem ciał. Była to znana w Szczyrku narciarska rodzina Kaimów: Józef z żoną Jolantą, ich wnuk 8-letni Szymon, siostrzeniec Wojciech z żoną Anną i trójką dzieci. Ocalała tylko Katarzyna, mama Szymona, bo akurat była w pracy.

Dwa dni później, w piątek śledczy ujawnili za pomocą georadaru, a potem odkryli miejsce uszkodzenia gazociągu pod Leszczynową. - W odkrytym miejscu czuć jeszcze było gazem - powiedziała na poniedziałkowym briefingu Agnieszka Michulec, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Bielsku-Białej, która prowadzi śledztwo w tej sprawie. Nie zdradza, na jakiej wysokości i głębokości doszło do uszkodzenia, ponieważ "to są informacje bardzo istotne w śledztwie, dlatego objęte są tajemnicą".

- Uszkodzenie miało długość kilkudziesięciu centymetrów - powiedział nam Artur Michniewicz. Jak dodaje, gaz mógł się przedostać pod budynek każdą szczeliną, wzdłuż instalacji telekomunikacyjnej, elektrycznej, wodnej.

Z informacji, którą uzyskaliśmy od świadka katastrofy, sąsiada ofiar, wynikało, że wcześniej, w dniu wybuchu w trakcie przewiertu robotnicy uszkodzili rurę z wodą i instalowali nową.

- Doszło do uszkodzenia wodociągu - potwierdziła nam prokurator Michulec.

Śledczy przesłuchali przedstawicieli firm, które prowadziły roboty na Leszczynowej 4 grudnia, przesłuchują także świadków katastrofy.

Autor: mag / Źródło: TVN 24 Katowice

Źródło zdjęcia głównego: geoportal.gov.pl