Historię tajemniczego zniknięcia Ani Jałowiczor opowiedziała pod koniec 2021 roku reporterka TVN24 Małgorzata Marczok w reportażu "Dalej pójdę sama". Teraz dowiedziała się, że śledztwo w sprawie zostało wznowione. Dominik Jałowiczor, brat zaginionej zaznacza, że decyzja prokuratorów przynosi "nadzieję na poznanie prawdy".
- Śledztwo wznowili ludzie zdeterminowani do rozwiązania sprawy. Osobiście poznałem też mnóstwo osób, które prostują fakty i wnoszą nowe informacje - podkreśla mężczyzna.
Jak mówi, wie, co było przełomową informacją, po której śledczy wrócili do pracy. Na razie jednak - ze względu na dobro prowadzonych działań - nie chce jej zdradzać. Informację o wznowieniu pracy przez śledczych potwierdziliśmy w Prokuraturze Okręgowej w Bielsku-Białej.
- Niezależnie od działań śledczych oferuję 150 tysięcy złotych nagrody za informację, która już teraz pozwoli rozwiązać sprawę - zaznacza rozmówca tvn24.pl.
Szkolna zabawa, z której nigdy nie wróciła
Ania od września 1994 roku była uczennicą czwartej klasy szkoły podstawowej w Simoradzu. Wcześniej miejscowość położoną niedaleko granicy z Czechami odwiedzała bardzo rzadko, na krótkie spotkania rodzinne. Tutaj mieszkała jej babcia, z którą rodzeństwo zamieszkało, kiedy rodzice wyjechali pracować za granicą.
Czytaj też: Dzieci, których nigdy nie odnaleziono
24 stycznia 1995 roku odbyła się szkolna zabawa. Opiekunowie i koleżanki Ani wspominają, że dziewczynka była nieobecna, często wyglądała za okno i pytała nauczycielkę o godzinę. Pytana o to, czy źle się bawi i czy chce wrócić do domu, odpowiadała przecząco.
Po zabawie większość dzieci ruszyła grupkami w kierunku swoich domów. Ania poszła sama w przeciwnym kierunku - szła do domu babci. Droga była długa na kilometr, wiodła pomiędzy miejscowymi stawami. Do teraz nie wiadomo, co się stało, że dziewczynka nigdy nie dotarła do celu. W aktach śledztwa są relacje świadków, którzy słyszeli pisk dziecka (najpewniej dziewczynki) i odgłos szybko odjeżdżającego auta. Policja przez pewien czas szukała kierowcy jasnego fiata 125p lub łady, które to miało - w dniach poprzedzających zniknięcie Ani - pojawiać się w pobliżu szkoły. Żadne z tych działań nie przyniosło rezultatu.
Czekają na "każdą informację"
Brat zaginionej podkreśla, że rodzina do teraz nie pogodziła się ze zniknięciem Ani.
- To nie jest u nas temat tabu. Regularnie wraca. Całe moje dorosłe życie jesteśmy w niepewności. Chciałbym, żeby to się skończyło. Chciałbym, żeby nasi rodzice w końcu mogli zaznać spokoju - podkreśla Jałowiczor.
Policjanci z Komendy Głównej Policji co jakiś czas przedstawiają, jak może wyglądać 41-letnia dziś zaginiona. W tworzeniu progresji wiekowej policjanci bazują między innymi na wyglądzie i proporcjach biologicznych rodziców zaginionej.
- Bardzo chciałbym jeszcze spotkać się z siostrą. To byłoby wspaniałe. Z ulgą przyjmiemy jednak każdą informację, która zakończy dekady niepewności. Nie ma nic gorszego niż życie w zawieszeniu - kwituje mężczyzna.
Autorka/Autor: bż/ tam
Źródło: tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: archiwum prywatne rodziny