Katowice

Prokuratura: winny podpalenia domu z rodzina. Obrońca: brak dowodów, proces poszlakowy

Katowice

Aktualizacja:
Ruszył proces Dariusza P.
Andrzej Winkler | TVN 24 KatowiceDariusz P. domaga się badania wariografem

Przed sądem w Rybniku ruszył proces Dariusza P. Mężczyzna jest oskarżony o podpalenie domu w Jastrzębiu Zdroju i zabicie w ten sposób pięciorga członków najbliższej rodziny. Grozi mu dożywocie. Według prokuratury, motywem zbrodni była chęć uzyskania pieniędzy z polis ubezpieczeniowych.

Śledczy przyznają, że proces Dariusza P. będzie miał charakter poszlakowy. Według nich, ciąg tych poszlak tworzy nierozerwalny łańcuch i jakakolwiek inna wersja – niż ta przyjęta w akcie oskarżenia – jest nieprawdopodobna.

Proces toczy się przed rybnickim ośrodkiem sądu okręgowego w Gliwicach. Następna rozprawa 24 czerwca.

W pożarze, do którego doszło w maju 2013 roku, zginęła żona Dariusza P. oraz czworo ich dzieci.

Dariusz P. został zatrzymany i aresztowany pod koniec marca 2014 r. Gliwicka prokuratura zarzuciła mu zabójstwo pięciu osób, a także usiłowanie zabójstwa szóstej - najstarszego syna, który dzięki akcji ratowniczej ocalał z pożaru.

W procesie P. grozi kara nie mniejsza niż 12 lat więzienia, maksymalnie - dożywocia.

Proces jest jawny

Sąd odrzucił w poniedziałek wniosek o wyłączenie jawności procesu, czego domagał się pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych. Argumentował on, że obecność mediów może krępować świadków i naruszyć ważny interes prywatny pokrzywdzonych.

Sąd nie podzielił tej argumentacji. Jednocześnie zastrzegł jednak, że - jeśli zajdzie taka potrzeba - jawność może zostać wyłączona podczas składania zeznań przez pokrzywdzonych.

Dariusz P.: czuję się pokrzywdzony

Dariusz P. nie przyznaje się do winy. Twierdzi, że nie doszło do podpalenia, ale do wypadku. - Czynu, o który zostałem oskarżony, nie popełniłem – oświadczył.

Dodał, że sam czuje się w tej sprawie pokrzywdzony.

Po odczytaniu aktu oskarżenia przez prokuratora Rafała Sprusia, Dariusz. P. przez blisko trzy godziny składał wyjaśnienia - ma je dokończyć na kolejnej rozprawie. W wyjaśnieniach wrócił do czasu, gdy poznał swoją przyszłą żonę Joannę. Przekonywał, że bardzo kochał swoje dzieci i małżonkę, z którą nigdy się nie kłócił.

- Na postawie odczytanego aktu oskarżenia staję przed wysokim sądem jako manipulant, pozbawiony wszelkich uczuć psychopata i zwyrodnialec, który zachował się gorzej od tyranów i esesmanów, ale to nieprawda - dodał Dariusz P.

Według oskarżonego, pożar w jego domu w Jastrzębiu Zdroju powstał od terrarium dla żółwia. Źródłem ognia była jego zdaniem żarówka latarki pozostawionej prawdopodobnie przez któreś z dzieci na plastikowej obudowie terrarium.

P. "zdumiony" opinią biegłego

P. kwestionuje obciążające go opinie biegłych. Według niego, zostały one sporządzone nie w oparciu o wiedzę i doświadczenie specjalistów, lecz o akta sprawy i "pod dyktando prokuratury".

Powiedział, że jest "zdumiony" opinią biegłego w zakresie pożarnictwa, według którego w mieszkaniu było sześć miejsc podłożenia ognia. Przyznał, że podpalił w domu dwa polary i worek foliowy z plastikowymi butelkami, ale – jak twierdzi – zrobił to dzień po tragedii, pod wpływem rozpaczy, chcąc się zabić. - Ognia nie udało się jednak wzniecić – powiedział P.

Zaprzeczał też ustaleniom prokuratury, że w mieszkaniu były poprzestawiane meble, a niektóre cenne przedmioty wyniesione do piwnicy. P. przekonywał, że telewizor był w piwnicy, bo z synem uczył się tam grać na perkusji i na ekranie telewizora obserwowali lekcje gry z internecie.

Dariusz P. konsekwentnie twierdzi, że w czasie pożaru był w oddalonym o ok. 10 km zakładzie, w którym montował meble. Wyjaśnił, że często pracował nocą. Nie zgadza się to z analizami logowań jego telefonu, według których był wówczas w pobliżu domu. Ocenił, że analizy logowań są niewiarygodne. Pytany o to, dlaczego nie odebrał telefonu od syna, który alarmował o pożarze, odpowiedział, że wyłączył dźwięk w telefonie.

Oskarżony przyznał natomiast, że wysyłał sobie sms-y, które miały sugerować, że ktoś mu grozi. W ten sposób chciał odsunąć od siebie podejrzenia, że jest sprawcą pożaru.

Cynik czy wzorowy ojciec i mąż? Kim jest Dariusz P.?
Cynik czy wzorowy ojciec i mąż? Kim jest Dariusz P.?tvn24

Chce badania wariografem

- Składam wniosek o wykonanie eksperymentu procesowego - badania wariografem - powiedział w rybnickim sądzie Dariusz P.

Jego obrońca, Eugeniusz Krajcer, podkreślił, że proces będzie miał charakter poszlakowy. Nie ma bowiem bezpośrednich dowodów przestępstwa - zeznań świadków, śladów linii papilarnych czy DNA, tylko fakty, które są łączone na niekorzyść oskarżonego.

Prokuratura: P. podłożył ogień

Mimo że Dariusz P. nie przyznaje się do winy, prokuratura nie ma wątpliwości, że to on podłożył ogień w domu, w którym spała jego żona i dzieci. Motywem przestępstwa miała być chęć uzyskania pieniędzy z polis. Według ustaleń śledztwa, Dariusz P. na krótko przed pożarem zawarł szereg umów ubezpieczeń majątkowych i osobistych - na wysokie kwoty. Z domu usunął wartościowe przedmioty. Miał poważne długi.

Liczący prawie 30 stron akt oskarżenia trafił do sądu w marcu br. Prokuratura zakwalifikowała przestępstwo jako "sprowadzenie zdarzenia zagrażającego życiu i zdrowiu wielu osób w postaci pożaru, w następstwie którego sześć osób odniosło poważne obrażenia ciała, z których pięć osób zmarło oraz usiłowanie zabójstwa jednej osoby". Według śledczych, dowody wskazują, że oskarżony działał "w zamiarze bezpośrednim pozbawienia życia członków swojej rodziny".

Obrońca Dariusza P. po raz pierwszy zabiera głos w sprawie
Obrońca Dariusza P. po raz pierwszy zabiera głos w sprawieMaciej Skóra | TVN 24 Katowice

Biegły: to było podpalenie

Jednym z dowodów jest opinia biegłego z zakresu pożarnictwa, jednoznacznie wskazująca na podpalenie. Ogień podłożono w domu w sześciu miejscach. Żaluzje były zamknięte i zablokowane w taki sposób, by nie można ich było otworzyć. Opinia z zakresu mechanoskopii potwierdziła, że w domu nie było śladów włamania.

Z jeszcze innej opinii biegłych, którzy badali logowania telefonu podejrzanego, wynika, że P. - wbrew swym twierdzeniom - w czasie pożaru był w pobliżu domu. Inną badaną kwestią były sms-y z pogróżkami, które P. pokazywał śledczym, aby skierować śledztwo na fałszywe tory - chodziło o zasugerowanie, że podpalaczem jest inna osoba, która miała mu grozić. Podczas śledztwa znaleziono przy nim telefon, z którego wysyłano te wiadomości.

Uznany za poczytalnego

Biegli, którzy kilka tygodni obserwowali Dariusza P. w Szpitalu Psychiatrycznym przy Areszcie Śledczym we Wrocławiu uznali go za poczytalnego. Stwierdzili u oskarżonego cechy osobowości psychopatycznej. Jak podawała prokuratura, P. najprawdopodobniej symulował niepoczytalność m.in. czerpiąc wiedzę ze znalezionej u niego w domu książki "Psychiatria kliniczna i pielęgniarstwo psychiatryczne".

Wobec Dariusza P. prowadzone były wcześniej inne sprawy karne o charakterze gospodarczym. Podczas zleconych w ich ramach badań, przeprowadzonych w warunkach ambulatoryjnych, biegli uznawali go za niepoczytalnego.

Sprawa sprzed 2 lat

Do tragedii doszło 10 maja 2013 r. Powierzchnia pożaru była niewielka - ok. 15 m kw. Jego ognisko znajdowało się na piętrze domu jednorodzinnego, paliła się część schodów i szafa.

W wyniku pożaru zmarło pięć osób. Jak wykazała sekcja zwłok, przyczyną śmierci ofiar było zatrucie tlenkiem węgla. Na miejscu zginęła 18-letnia najstarsza córka, czterolatka - w trakcie udzielania pomocy. Potem w szpitalach w Jastrzębiu Zdroju i Cieszynie zmarli kolejno: 10-letni chłopiec i 40-letnia matka dzieci oraz 13-letnia dziewczynka.

Cała piątka spoczęła w jednym grobie na cmentarzu w Jastrzębiu Zdroju. Żegnali ich członkowie rodziny, mieszkańcy miasta i metropolita katowicki abp Wiktor Skworc, który przed tragedią odwiedził rodzinę P. podczas swej wizytacji w parafii. Podczas uroczystości pogrzebowych abp Skworc wspominał zaangażowanie rodziny P. w życie Kościoła - 10-latek był ministrantem, jego starsze siostry działały w stowarzyszeniu Dzieci Maryi, a rodzice byli związani z ruchem "Światło-Życie". P. miał opinię przykładnego ojca i wzorowego męża.

W procesie sześć osób ma status pokrzywdzonych - to rodzice i rodzeństwo zmarłej żony Dariusza P. Niektórzy z nich są oskarżycielami posiłkowymi. Pełnomocnik pokrzywdzonych Bartosz Sapota powiedział, że taka decyzja zapadła po skierowaniu aktu oskarżenia. - Od prokuratury dostali w ten sposób informację, że ten człowiek, którego traktowali jako bliskiego, być może rzeczywiście jest winny zarzucanego mu czynu - powiedział Sapota.

Podpalił własną rodzinę? Biegli: Dariusz P. był poczytalny
Podpalił własną rodzinę? Biegli: Dariusz P. był poczytalnytvn24

Jeśli chcielibyście nas zainteresować tematem związanym z Waszym regionem, czekamy na Wasze sygnały/materiały. Piszcie na Kontakt24@tvn.pl.

Autor: NS / Źródło: TVN 24 Katowice, PAP

Źródło zdjęcia głównego: tvn24

Pozostałe wiadomości