Doniósł na nauczycielki ubrane na czarno. Wyleciał ze szkoły, nie może już uczyć dzieci

TVN24

TVN 24Czarny Protest przekonał PiS?

Rafał S., lat 40. Nauczyciel i związkowiec. To on doniósł na swoje koleżanki z pracy, nauczycielki z Zabrza, że w dniu czarnego protestu przyszły do szkoły ubrane na czarno. One zostały uniewinnione, on stracił pracę. Z powodu prawomocnego wyroku sądu. W zupełnie innej sprawie.

- Chciałabym zapomnieć już o tym człowieku - Iwona Waśniewska, dyrektorka Zespołu Szkół Specjalnych nr 39 w Zabrzu mówi o swoim podwładnym Rafale S.

Nauczyciel najmłodszych dzieci, wcześniej angielskiego, z 16-letnim stażem. Cichy bohater głośnej nie tylko w Polsce sprawy nauczycielek, sądzonych przez Śląskie Kuratorium Oświaty za to, że w dniu czarnego protestu przyszły do szkoły ubrane na czarno.

Gromy w niektórych mediach sypały się wtedy na kuratorium, że próbuje sądzić ludzi za poglądy. O Rafale S. pisały tylko lokalne media, chociaż to on był inicjatorem całego zamieszania.

Co ciekawe, w tym samym kuratorium toczyło się postępowanie dyscyplinarne wobec Rafała S. Pod tym samym zarzutem: uchybienia godności zawodu nauczyciela.

Bo były na czarno

Wszystko wybuchło na Facebooku. 3 października 2016 roku 10 nauczycielek z Zabrza zrobiło sobie zdjęcie w szkole i wrzuciło na prywatny profil. Były ubrane na czarno, tyle.

To nie był przypadkowy dzień. Tysiące kobiet w Polsce wyszło na ulice w proteście przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego. Zabrzańskie nauczycielki nie mogły wziąć urlopu, by maszerować, więc tym zdjęciem wyraziły swoje poparcie dla czarnego protestu.

Rafał S., wtedy jeszcze kolega z pracy tych nauczycielek, skopiował ich zdjęcie, wkleił na swój profil, nazwał żeńskim komando i wielokrotnie skomentował.

Jest bardzo aktywny na tym medium społecznościowym. Pod jednym ze zdjeć, które zamieścił ktoś nie wytrzymał i zapytał Rafała S.: - Pan naprawdę jest nauczycielem? Serio?

- Z krwi i kości - odpowiedział Rafał S.

Już nie jest.

Bo przywłaszczył bramę

Na publikacji obraźliwych komentarzy pod zdjęciem nauczycielek Rafał S. nie poprzestał. Doniósł do kuratorium, że jego koleżanki niedostatecznie opiekują się uczniami, skoro robią sobie zdjęcia w szkole.

Od lutego tego roku nauczycielki po kolei stawały przed komisją dyscyplinarną. I po kolei były uniewinniane. Okazało się, że nauczyciel w Polsce ma prawo do własnego światopoglądu i do wyrażania go.

Natomiast nie ma prawa przywłaszczać cudzego mienia.

- 6 marca wydałam oświadczenie o wygaśnięciu umowy o pracę z tym panem - mówi o Rafale S. jego niedawna dyrektorka.

Umowa wygasła na podstawie Karty Nauczyciela, dokładnie artykułu 26, punkt 1, podpunkt 3.

Na Rafale S. ciążył prawomocny wyrok już od października 2015 roku. - Do mnie informacja o tym dotarła dopiero 3 marca bieżącego roku, nieoficjalnie - mówi Waśniewska.

Dyrektorka - oficjalnie - nadal nie wie, co przeskrobał jej podwładny. Ale potwierdziła to w Krajowym Rejestrze Sądowym.

Z orzeczenia sądu w Zabrzu wynika, że Rafał S. przywłaszczył sobie bramę aluminiową oraz inne przedmioty o wartości w sumie 13 tys. zł, należące do prywatnej firmy. Dostał pół roku w zawieszeniu, okres próbny jeszcze trwa.

Bo nie szanował uczniów

Rafał S. nie powinien pracować w żadnej szkole od 2015 roku, a w szkole nr 39 także z innego powodu. - Postępowanie dyscyplinarne, na wniosek dyrektora szkoły wobec tego nauczyciela, zakończyło się zwolnieniem z pracy - mówi Elżbieta Poskuta ze Śląskiego Kuratorium Oświaty.

Ale S. się odwołał. Doskonale wiedział, jak to się robi - był przewodniczącym związków zawodowych w szkole. Sprawa odwoławcza w Ministerstwie Edukacji Narodowej toczy się do dzisiaj.

Na Śląsku nikt nie ma wglądu do akt i dokładnie nie pamięta, za co Rafał S. miał stracić posadę.

Waśniewska: - Chodziło o całokształt, o niewykonywanie obowiązków.

Nauczycielki ze szkoły 39: - Odnosił się do uczniów bez szacunku, wyzywał ich, miał z nimi konflikty. To specyficzne dzieci, niepełnosprawne intelektualnie. Wystarczy spuścić je z oka i może dojść np. do bójki. A pan Rafała, zamiast się nimi zajmować, siedział przed telefonem na Facebooku.

Poprosiliśmy Rafał S. o komentarz, on jednak sprawę uciął krótko. - Nie mam nic do dodania - stwierdził tylko.

Autor: mag/gp/jb / Źródło: TVN 24 Katowice