Wiadukty mają szczeliny, bo tak taniej budować. "Krzysiek umarł jak żył, niosąc pomoc"

Katowice

Wysiadł pomóc, spadł z wiaduktuTVN 24 Katowice
wideo 2/2

Zadzwonił, żebym zawiózł go na lotnisko, bo za półtorej godziny leciał z żoną i córkami do Grecji. Mówił, żebym uważał, bo na jezdni leżą metalowe części barierek. Rozłączyliśmy się. Pięć minut później znaleźli go strażacy. Jeszcze oddychał - opowiada kolega Krzysztofa, który zginął po upadku z wiaduktu.

To był splot nieszczęśliwych zdarzeń - informowała w środę policja o tragedii na wiadukcie dwujezdniowej drogi ekspresowej S52, na granicy powiatów cieszyńskiego i bielskiego.

Pierwsze zdarzenie: 27-letnia kierowca seata, jadąca w kierunku Bielska-Białej, prawdopodobnie wpadła w poślizg i uderzyła w bariery ochronne między jezdniami. Elementy barier i karoserii przeleciały na sąsiednią jezdnię.

Drugie zdarzenie: 36-letni Krzysztof z Jaworza za kierownicą kia sportage, jadący z żoną i córkami w wieku czterech i siedmiu lat, najechał na leżące na jezdni elementy, które uszkodziły podwozie i koło w jego samochodzie. Zatrzymał się na poboczu i postanowił sprawdzić, czy kierowca seata nie potrzebuje pomocy. Samochód był wbity w bariery.

Mogłoby nie dojść do tragedii, gdyby jeszcze nie te okoliczności:

1. Było ciemno, kilka minut po północy, a ekspresówka nieoświetlona.

2. Do kolizji seata i uszkodzenia kii doszło na skraju wiaduktu, gdzie znika szczelina i jezdnie łączą się zielonym skwerem.

3. Krzysztof, jak mówią jego znajomi, zawsze służył pomocą.

Wiadukt na granicy Grodźca i PogórzaTVN 24 Katowice

Kolega mu się stracił z pola widzenia

- Krzysiek zadzwonił do mnie, żebym zawiózł go lawetą na lotnisko, bo jego auto zostało uszkodzone elementami karoserii samochodu, który się rozbił. Za półtorej godziny miał samolot do Grecji, leciał z żoną i córkami na wakacje - opowiada Krzysztof, który znał dobrze 36-latka.

- Wszyscy go znali w Jaworzu, Jasienicy, Świętoszówce, Grodźcu - mówi Krzysztof.

- Mieszkam blisko niego. Miał swoją firmę - pomoc drogową. Dobry kolega. Nigdy nie odmawiał, był dostępny o każdej porze dnia i nocy. Nie rozstawał się z telefonem, jak nie mógł odebrać, zaraz oddzwaniał i pytał, w czym pomóc - dodaje Szymon z Jaworza.

Wesoły, zawsze uśmiechnięty, wspaniały, będzie nam go brakowało - wspominają go znajomi na forum serwisu Bielskie Drogi.

- Mało jest tak dobrych i życzliwych ludzi jak Krzysiek - pisze Alina.

Artur: Przyjaciel mojej rodziny! Dla mnie bohater. Idzie bezinteresownie ratować czyjeś życie, sam nieszczęśliwie ginie.

Karolina: Krzysiu był człowiekiem do naśladowania, zakochany w swoich córeczkach i żonie. Pracowity, pozytywny. Umarł jak żył - niosąc pomoc, biegnąc przed siebie, do bliskich.

36-latek przeszedł przez barierki oddzielające jezdnie, podszedł do 27-latki i wezwał do niej pomoc drogową i pogotowie.

- Dwa razy do niego dzwoniłem. Mówił: uważaj, bo na jezdni leżą metalowe części barierek. Przyjechałem, rozłączyliśmy się - opowiada Krzysztof.

- Odsunąłem z drogi te metalowe elementy i podszedłem do samochodu Krzysia. Pytam, gdzie on jest. Jego żona mówi, że przy tym rozbitym samochodzie. "Gdzie jest mój kolega" - pytam tej dziewczyny. "Poszedł do swojego samochodu" - mówi ona. No to wracam do jego samochodu: "gdzie jest Krzysiek". "Jak to gdzie, jest przy tej dziewczynie". Wtedy mi się lampka zaświeciła. Krzysiek spadł z wiaduktu.

Zawołał strażaków, że "kolega mu się stracił z pola widzenia", żeby poświecili latarkami. Zeszli pod wiadukt i po pięciu minutach znaleźli 36-latka na trawie, dziesięć metrów niżej. Jeszcze oddychał. Zmarł w karetce.

Wiadukt na granicy Grodźca i PogórzaTVN 24 Katowice

Impulsywna pomoc a rozporządzenie ministra

Krzysztof, kolega 36-latka, który go znalazł, wiedział, że między tymi jezdniami na wiadukcie jest szczelina. Jak informowała nas wczoraj policja, ma 80 cm szerokości.

- A ja nie wiedziałem, a pracuję w transporcie, miesięcznie robię piętnaście tysięcy kilometrów i jestem ochotniczym strażakiem - mówi Szymon z Jaworza.

Od wczoraj na forach internetowych pod artykułem o tragedii na S52 ludzie pytają najczęściej: co to za szczelina.

- Tak się konstruuje tego typu obiekty - mówi Marek Prusak, rzecznik Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad w Katowicach.

Prusak powołuje się na rozporządzenie ministra transportu, wedle którego wiadukty i mosty w ciągu dróg ekspresowych autostrad bez względu na ich długość mają być rozdzielone dla każdej jezdni. Na Śląsku tylko w Mszanie jest wiadukt na jednej płycie.

- Przemawia za tym wiele praktycznych argumentów - wyjaśnia rzecznik. - Obiekty o mniejszych przekrojach są prostsze w projektowaniu i wykonaniu, co w konsekwencji zmniejsza możliwość popełnienia błędu projektowego i wykonawczego. Skraca również czas projektowania i budowy. Są one też tańsze i łatwiejsze w budowie i eksploatacji. Takie rozwiązanie konstrukcyjne minimalizuje koszty społeczne remontów, bowiem prace można prowadzić przy częściowym zamknięciu drogi, wykorzystując nieremontowany obiekt do przeniesienia ruchu dwukierunkowego. Przy konstrukcjach jednoprzestrzennych trzeba w trakcie remontu wyznaczać objazdy lub budować obiekty tymczasowe.

Strażak Szymon: - Nie można by tych szczelin zabezpieczyć siatką? Czy to taki duży koszt?

Prusak: - Rozporządzenie dopuszcza tylko jeden wyjątek stosowania przykrycia prześwitu między sąsiednimi ustrojami nośnymi - dla obiektów nie dłuższych niż dwadzieścia metrów. Przy czym stosując takie przykrycie trzeba spełnić szereg warunków.

Rzecznik przypomina, że "na mostach i wiaduktach zabrania się zatrzymania lub postoju w innym miejscu niż wyznaczone w tym celu". Inaczej mówiąc, nie ma konieczności zabezpieczać miejsc, których pieszy z zasady nie przekracza.

- Jak to nie przekracza? - oburza się Krzysztof, kolega zmarłego. - Na kursach prawa jazdy uczą nas, żeby w razie wypadku zatrzymać się, udzielić pierwszej pomocy i zabezpieczyć miejsce zdarzenia.

- Ja bym się zatrzymał, tak jak Krzysiek - mówi strażak. - Zadziałałbym impulsywnie, tak jak on, poleciałbym na pomoc. On nigdy nie przejeżdżał obojętnie.

Wiadukt na granicy Grodźca i PogórzaTVN 24 Katowice

Nie wiedział? Zapomniał? Pośliznął się, potknął?

Okoliczności wypadku bada policja pod nadzorem prokuratury w Cieszynie. Na razie nic nie jest wykluczone. 36-letni Krzysztof z Jaworza mógł przechodzić do poszkodowanej w miejscu, gdzie wiadukt się kończył i nie było szczeliny, a do rodziny wracać już na wiadukcie i dlatego nie pomyślał o przeszkodzie. Mógł też pośliznąć się albo potknąć.

Autor: mag\kwoj / Źródło: TVN 24 Katowice

Źródło zdjęcia głównego: TVN 24 Katowice