Częstochowa

Zamiast w celi był na wolności i znowu zaatakował. Policja była ponaglana, ale to nie pomogło

Do ataku doszło w środę przed południem
Zaatakowana lekarka trafiła do szpitala
Źródło: TVN24
Kamil B. ma 30 lat i w środę po raz kolejny zaatakował lekarkę. Tym razem zadane ciosy były tak potężne, że w gabinecie poszkodowanej pozostały duże plamy krwi, a pobita musiała natychmiast trafić do szpitala. Jak się dowiedzieliśmy, do tego ataku nie powinno było dojść, bo napastnik powinien siedzieć już w więzieniu. Mężczyzna nie stawił się do odbycia kary, a policja od listopada go nie namierzyła. 

O dramacie, do którego doszło w środę przed południem w przychodni psychiatrycznej przy ulicy Bony w Częstochowie, obszernie informowaliśmy tuż po zdarzeniu. Nasz reporter dotarł do pracownicy przychodni, która była świadkiem zajścia. Napastnik został obezwładniony przez portiera, któremu na pomoc przybiegł pacjent z innej poradni. Mężczyzna w czwartek został przewieziony do prokuratury, gdzie usłyszał zarzuty, za które może mu grozić do 20 lat więzienia (czytaj więcej na ten temat).

Jak się okazuje, wcześniej też miał poważne problemy z prawem.

- Ten sam mężczyzna był już oskarżony za atak na inną lekarkę. W 2024 roku został przewieziony do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Częstochowie. Gdy udzielana mu była pomoc medyczna, mężczyzna znieważył lekarkę, używając wobec niej wulgaryzmów, oraz popchnął ją, uderzył w twarz i kopnął - przekazuje Tomasz Ozimek, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Częstochowie.

Za to przestępstwo Kamil B. został skazany we wrześniu ubiegłego roku przez Sąd Rejonowy w Częstochowie na osiem miesięcy więzienia, o czym pisaliśmy na tvn24.pl. Wyrok się uprawomocnił. 

Do ataku doszło w środę przed południem
Do ataku doszło w środę przed południem
Źródło: TVN24

Nie stawił się do odbycia kary

W czasie procesu B. odpowiadał z wolnej stopy. Kiedy nie stawił się do odbycia kary w więzieniu, sąd skontaktował się z policją.

- W listopadzie zeszłego roku poinformowaliśmy policję o obowiązku doprowadzenia skazanego. Ponieważ jednak nie przyniosło to żadnego skutku, w drugiej połowie grudnia wysłaliśmy policji ponaglenie w tej sprawie - przekazuje sędzia Dominik Bogacz, rzecznik częstochowskiego sądu okręgowego.

Zanim jednak policja namierzyła Kamila B., ten pojawił się w przychodni w Miejskim Szpitalu Zespolonym i po raz kolejny zaatakował. Dlaczego do tego doszło? Te pytania niedługo po ataku zadaliśmy aspirant Marlenie Leszczyniak z częstochowskiej komendy.

- Potwierdzam, że mężczyzna był poszukiwany przez jeden z komisariatów w powiecie częstochowskim. Policjanci podejmowali czynności w związku z tym poszukiwaniem. Byli w miejscu zamieszkania tego mężczyzny, ale niestety nie mogli go zastać - mówi policjantka.

Jednocześnie zaznacza, że policja nie dostała żadnego polecenia z sądu czy prokuratury o konieczności udzielenia asysty lub doprowadzenia Kamila B. na badanie, po którym doszło do ataku.

Do szpitala z obrażeniami trafił też portier
Do szpitala z obrażeniami trafił też portier
Źródło: TVN24
OGLĄDAJ: TVN24 HD
pc

TVN24 HD
NA ŻYWO

pc
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
Czytaj także: