O dramacie, do którego doszło w środę przed południem w przychodni psychiatrycznej przy ulicy Bony w Częstochowie, obszernie informowaliśmy tuż po zdarzeniu. Nasz reporter dotarł do pracownicy przychodni, która była świadkiem zajścia. Napastnik został obezwładniony przez portiera, któremu na pomoc przybiegł pacjent z innej poradni. Mężczyzna w czwartek został przewieziony do prokuratury, gdzie usłyszał zarzuty, za które może mu grozić do 20 lat więzienia (czytaj więcej na ten temat).
Jak się okazuje, wcześniej też miał poważne problemy z prawem.
- Ten sam mężczyzna był już oskarżony za atak na inną lekarkę. W 2024 roku został przewieziony do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Częstochowie. Gdy udzielana mu była pomoc medyczna, mężczyzna znieważył lekarkę, używając wobec niej wulgaryzmów, oraz popchnął ją, uderzył w twarz i kopnął - przekazuje Tomasz Ozimek, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Częstochowie.
Za to przestępstwo Kamil B. został skazany we wrześniu ubiegłego roku przez Sąd Rejonowy w Częstochowie na osiem miesięcy więzienia, o czym pisaliśmy na tvn24.pl. Wyrok się uprawomocnił.
Nie stawił się do odbycia kary
W czasie procesu B. odpowiadał z wolnej stopy. Kiedy nie stawił się do odbycia kary w więzieniu, sąd skontaktował się z policją.
- W listopadzie zeszłego roku poinformowaliśmy policję o obowiązku doprowadzenia skazanego. Ponieważ jednak nie przyniosło to żadnego skutku, w drugiej połowie grudnia wysłaliśmy policji ponaglenie w tej sprawie - przekazuje sędzia Dominik Bogacz, rzecznik częstochowskiego sądu okręgowego.
Zanim jednak policja namierzyła Kamila B., ten pojawił się w przychodni w Miejskim Szpitalu Zespolonym i po raz kolejny zaatakował. Dlaczego do tego doszło? Te pytania niedługo po ataku zadaliśmy aspirant Marlenie Leszczyniak z częstochowskiej komendy.
- Potwierdzam, że mężczyzna był poszukiwany przez jeden z komisariatów w powiecie częstochowskim. Policjanci podejmowali czynności w związku z tym poszukiwaniem. Byli w miejscu zamieszkania tego mężczyzny, ale niestety nie mogli go zastać - mówi policjantka.
Jednocześnie zaznacza, że policja nie dostała żadnego polecenia z sądu czy prokuratury o konieczności udzielenia asysty lub doprowadzenia Kamila B. na badanie, po którym doszło do ataku.
Autorka/Autor: bż/PKoz
Źródło: tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: TVN24