Były policjant stanął przed sądem za zamordowanie żony

Katowice

TVN 24 KatowiceAnna i Marek G. byli małżeństwem od 5 lat

Mieli się pokłócić. Anna G. miała wyjść z domu późnym wieczorem z walizką, zostawiając małą córeczkę. Tak twierdził jej mąż, Marek G., wtedy policjant. Śledczy mu nie uwierzyli. Chociaż nigdy nie znaleźli ciała kobiety, były już policjant został oskarżony o zabicie żony. Właśnie ruszył proces, będzie miał charakter poszlakowy.

G. faktycznie sprzeczali się w ostatnich latach małżeństwa. Powodem miał być romans Marka. Mieli 2,5-letnią córeczkę. Oboje za nią przepadali. Czy ojciec bał się, że w razie rozwodu prawo do opieki nad dzieckiem przypadnie matce?

To, zdaniem pani Michaliny, matki Anny G., miało być motywem zbrodni, do której - jak ustalili śledczy - doszło w nocy 7 lipca 2012 roku.

Nie idzie na policję, nie dzwoni do żony, nie rozwiesza plakatów

Anna - według relacji jej męża - wychodzi z domu w Czeladzi w sobotę o godz. 22.30. Ma wtedy 29 lat. Na osiedlu nikt nie widzi kobiety z walizką na kółkach, tymczasem jej telefon loguje się w pobliżu miejsca zamieszkania jeszcze przez 3 godziny. Potem przez kilka godzin jest wyłączony, by uruchomić się następnego dnia w okolicach poczty i dworca kolejowego w Katowicach.

W takich złych chwilach - kłótni z mężem - Anna zwykła dzwonić do matki. Tym razem tego nie robi.

Komórka Anny będzie jednym z dowodów w sprawie. Zostanie odnaleziona w pocztowym magazynie przesyłek niedoręczonych. Marek wysłał ją do Niemiec, ale źle zaadresował.

Poniedziałek, Marek G. zgłasza zaginięcie żony. Jest policjantem w Sosnowcu, powinien wiedzieć, że sukces poszukiwań w dużej mierze zależy od czasu zgłoszenia. Im szybciej, tym większa szansa odnalezienia.

Potem nigdy nie próbuje dodzwonić się do żony.

Pani Michalina twierdzi, że zięć nie angażował się w poszukiwania żony, nie rozklejał plakatów. Ba, utrudniał je. Jeden z przedstawionych mu zarzutów będzie dotyczyć nakłaniania świadków do fałszywych zeznań.

Mimo to teściowa jest zszokowana, gdy ostatniego dnia września 2015 roku zięć zostaje aresztowany pod zarzutem zabójstwa żony. Wciąż miała nadzieję, że córka żyje.

Dobra wola - wskazać ciało

Ciała Anny G. nigdy nie znaleziono, nie pomogli jasnowidze i detektywi. Marek G. nigdy nie przyznał się do morderstwa. Utrzymuje, że to żona kazała mu wysłać swoją komórkę do Niemiec.

Przesłuchanie 182 świadków po 3 latach śledztwa pozwoliło wystosować akt oskarżenia. Byłemu policjantowi grozi dożywocie.

- Nie wiem, czy kiedykolwiek będę mogła pochować córkę. Jeśli to rzeczywiście zrobił zięć, to tylko jego dobra wola, czy wskaże miejsce, gdzie jest ciało - mówiła pani Michalina rok temu.

Opiekuje się córką Anny G. Nie wie, co powiedzieć wnuczce, gdy ta pyta, gdzie jest mama.

Nie przyznaje się do winy

B. policjant z komendy w Sosnowcu Marek G., oskarżony o zabicie żony, nie przyznał się do winy ani pozostałych stawianych mu zarzutów. W poniedziałek przed Sądem Okręgowym w Katowicach ruszył jego proces. Po tym, jak prokurator odczytał akt oskarżenia, G. powiedział, ze nie przyznaje się do winy. Po godz. 10. rozpoczął składanie wyjaśnień. Według ustaleń śledztwa, do zbrodni doszło 7 lipca 2012 roku w Czeladzi. Poza zabiciem żony Marek G. odpowiada przed sądem także za usiłowanie podżegania osoby będącej w tej sprawie świadkiem do składania fałszywych zeznań. Mężczyzna został też oskarżony o przestępstwa związane z przekroczeniem uprawnień funkcjonariusza policji. Miało to polegać na sprawdzaniu w policyjnych rejestrach, bez podstawy prawnej, danych dotyczących różnych osób. Jak zaznacza prokuratura, czyny te nie mają związku z samym zarzutem zabójstwa.

Autor: mag/gp / Źródło: TVN 24 Katowice/PAP

Źródło zdjęcia głównego: UWAGA! TVN