Katowice

Katowice

Poszlakowy proces b. prezydenta Zabrza Jerzego G., oskarżonego o zabójstwo wierzyciela, musi zostać powtórzony. Tak zdecydował w piątek Sąd Apelacyjny w Katowicach, który uchylił wyrok Sądu Okręgowego. Sąd Apelacyjny zwrócił uwagę na poważne uchybienia w pierwszym procesie.

- Nasza decyzja może być tylko jedna: będziemy się odwoływać - zapowiedział w rozmowie z tvn24.pl pełnomocnik Agnieszki F., znanej jako siostra Bernadetta, mec. Edward Baraniecki. W czwartek Sąd Rejonowy w Zabrzu odrzucił wniosek o warunkowe zawieszenie kary skazanej za znęcanie się nad dziećmi zakonnicy. Oznacza to, że kobieta, według sądu, powinna odbyć zasądzoną w 2011 roku karę - dwóch lat bezwzględnego pozbawienia wolności.

- Granice przyzwoitości zostały osiągnięte – tak o walce siostry Bernadetty z polskim wymiarem sprawiedliwości mówią eksperci. Ich zdaniem unikanie odbycia kary przez zakonnicę szkodzi nie tylko jej wizerunkowi, ale także obrazowi polskiego Kościoła. Jednak zdaniem Pawła Moczydłowskiego to wynik łaskawości polskiego sądownictwa wobec spraw, w które zaangażowane są osoby związane z Kościołem.

Zrozumie rozmiar szkody, jaka została wyrządzona. (...) Od skazania żadna ekstremalna metamorfoza w jej zachowaniu nie zaszła, dlatego Agnieszka F., znana jako siostra Bernadetta powinna odbyć zasądzoną karę - ocenił sąd. W 2011 roku zakonnica skazana została na dwa lata bezwzględnego pozbawienia wolności, m.in. za psychiczne i fizyczne znęcanie się nad dziećmi, którymi miała się opiekować. Dotychczas unikała więzienia, skarżąc się na zły stan zdrowia. Obrońca zakonnicy nie ma wątpliwości: - Zwyciężyła siła ponad prawem.

Po tym jak zabrzański sąd zdecydował o tym, że siostra Bernadetta nie może dłużej uchylać się od odpowiedzialności i ma pojawić się w więzieniu, boromeuszki z Trzebnicy, gdzie obecnie przebywa skazana zakonnica, nabrały wody w usta. Zakon nie chce komentować sprawy. Z dziennikarzami nie chce rozmawiać także dyrektorka domu wychowawczego w Zabrzu, niegdyś kierowanego przez Agnieszkę F., znaną jako siostra Bernadetta.

- O gwałtach nie słyszałem, ale przemoc fizyczna była. Jeśli siostra nie potrafiła sobie poradzić z młodym, to mówiła starszym: zróbcie z nim porządek. A oni bili - tak opisuje, to co działo się za murami ośrodka wychowawczego prowadzonego przez siostry boromeuszki, jeden z ich wychowanków. Jednocześnie broni siostry Bernadetty: - Ona była dla mnie super. Nie powiem o niej nic złego.

Wiek siostry Bernadetty nie jest argumentem przemawiającym za zawieszeniem jej kary więzienia. Nie rozumiem też argumentów, że swoje odcierpiała - mówiła we "Wstajesz i wiesz" prof. Monika Płatek z Wydziału Prawa i Administracji UW. - Czy osoba, która nosi habit ma immunitet nietykalności? - pytała. Zakonnica została uznana za winną przemocy psychicznej i fizycznej wobec wychowanków oraz podżegania do aktów pedofilskich w kierowanym przez siebie domu wychowawczym w Zabrzu.

- Jeżeli tam dochodzi do dewiacji (...) ktoś inny jest karany w późniejszym czasie za to samo - przekonuje reportera TVN24 siostra boromeuszka. I nawiązuje w rozmowie do "ideologii genderu". Broni w ten sposób współsiostry Bernadetty, skazanej przez sąd za znęcanie się nad dziećmi. - To było 7 lat temu, nie trzeba do tego wracać. To pranie brudów nie służy psychice siostry Bernadetty, która już odpokutowała - kwituje zakonnica.

- Wygłupiałem się i dostawałem wciry. Raz się nawet zbuntowałem i powiedziałem: nie chcę waszego Boga, co to jest za Bóg? - tak wspomina swoje dzieciństwo w placówce u sióstr boromeuszek jeden z wychowanków, z którym rozmawiał reporter "Czarno na białym". Dzieci miały być w ośrodku systematycznie gwałcone, bite i poniżane, a wszystko za przyzwoleniem jego dyrektorki - siostry Bernadetty. Dziś sąd ma zdecydować, czy siostra trafi do więzienia.

- Ten zakład to nie tylko bicie i katowanie - mówi TVN24 siostra z zakonu boromeuszek o ośrodku wychowawczym dla dzieci w Zabrzu. Sprawę skazanej za znęcanie nad podopiecznymi siostry Bernadetty komentuje wprost: "To niepotrzebne pranie brudów". Zapewnia, że dawna przełożona ośrodka nie jest "osobowością sadystyczną". - Odpokutowała swoje, poddała się terapii. To działo się 7 lat temu, nie trzeba do tego wracać - broni jej współsiostra.

Uczyły, a po lekacjach biły czym popadnie, do krwi, wyzywały, zezwalały na przemoc, przyzwalały na akty pedofilskie. Resort edukacji bierze pod lupę specjalne ośrodki wychowawcze dla dzieci, także ten prowadzony przez siostry boromeuszki w Zabrzu, w którym przez lata dochodziło do dramatu dzieci. Problem w tym, że kontrola dotyczyć będzie jedynie warunków, w jakich dzieci się uczą, podstawy programowej. Wyjątek m.in. u boromeuszek. Tu przeprowadzona zostanie anonimowa ankieta wśród dzieci.

- Przychodziłam do ośrodka wiele lat temu, bo do dzieci przyjeżdżał pianista. Grał bardzo nudno, więc miałam czas na rozglądanie się, patrzenie na dzieci. To było przedziwne doświadczenie, zupełnie nieadekwatne do dzisiejszych standardów, XIX-wieczne - opowiada dziennikarka "Nowin Zabrzańskich", która jako pierwsza zainteresowała się sprawą dzieci z ośrodka prowadzonego przez siostrę Bernadettę.

- Chcieliśmy wręczyć prezesowi czek na 500 tys. złotych. Tyle będą kosztowały wybory uzupełniające w Rybniku - stwierdził Marek Migalski. Europoseł po konferencji Jarosława Kaczyńskiego w Rudzie Śląskiej domagał się odpowiedzi na pytanie, czy PiS zapłaci za wybory do Senatu, jeśli Bolesław Piecha zostanie europosłem.