"Chłopczyk. Żył około 2 lat". 10 lat więzienia dla matki, 12 dla ojca Szymona z Będzina

TVN24

Sąd: Czekali z pójściem do lekarza, aż zejdą ślady pobiciaTVN 24 Katowice
wideo 2/5

12 lat więzienia dla Jarosława R. oraz 10 lat dla Beaty Ch. - takie kary wymierzył w czwartek katowicki sąd okręgowy rodzicom niespełna 2-letniego Szymona z Będzina, zmarłego 7 lat temu w wyniku obrażeń po silnym uderzeniu w brzuch. Sąd uznał, że było to zabójstwo z zamiarem ewentualnym.

To samo zarzuciła obojgu rodzicom prokuratura. Według oskarżenia, nie udzielając dziecku pomocy mimo ciężkich obrażeń, godzili się na jego śmierć. Prokurator żądał dla obojga oskarżonych po 15 lat pozbawienia wolności.

Obrona przekonywała, że rodzice Szymona nie mogli zakładać i nie mieli świadomości, że dziecko może umrzeć, a zarzut zabójstwa jest sprzeczny z faktami. Domagali się innej, łagodniejszej kwalifikacji prawnej.

- Szymon zmarł z powodu zapalenia otrzewnej, które nieleczone prowadzi do śmierci. Biegli uznali, że rodzice mogli nie znać objawów tej choroby, ale dziecko manifestowało, że coś mu dolega. Pogorszenie jego stanu zdrowia nastąpiło po odniesieniu urazu i to nie był klaps, ale uderzenie, które skutkowało przerwaniem kreski jelita. Dziecko wyglądało na skrajnie odwodnione. Oskarżeni wiedzieli, że muszą iść do lekarza, ale czekali, aż zejdą ślady pobicia, z obawy, że lekarz wezwie policję - uzasadnił wyrok Piotr Pisarek, sędzia Sądu Okręgowego w Katowicach.

Będzie apelacja

- Apelacja od wyroku na pewno zostanie złożona - zapowiedział obrońca Beaty Ch. Michał Ergietowski. - W naszej ocenie, orzeczenie jest niesłuszne i niewątpliwie zostanie poddane kontroli instancyjnej - dodał drugi adwokat Ch. Marek Krupski.

Także obrońca Jarosława R. Andrzej Herman nie zgadza się z orzeczeniem. - Nie akceptuję poglądu, aby zasadne było przypisanie oskarżonemu, a w konsekwencji obojgu oskarżonym, zbrodni zabójstwa, nawet w zamiarze ewentualnym - powiedział.

- Jest oczywiste, że sąd okręgowy w jakimś stopniu poczuł się związany zapatrywaniem prawnym, zawartym w wyroku sądu apelacyjnego - ocenił mec. Herman.

Apelacji nie wykluczył też prokurator Arkadiusz Jóźwiak. Chodzi o wymierzoną oskarżonym karę. Był natomiast zadowolony, że sąd zgodził się z oceną prokuratury i przyjął, że było to zabójstwo z zamiarem ewentualnym.

Pochowany jako bezimienny

Szymon zmarł w lutym 2010 roku na skutek obrażeń po uderzeniu w brzuch. Miał niespełna dwa lata. Jego ciało rodzice porzucili w stawie w Cieszynie. Przez dwa lata nie było wiadomo, kim jest odnaleziony w wodzie chłopczyk. Został pochowany jako bezimienny. Na grobie napisano: Chłopczyk. Żył około 2 lat.

W maju 2015 roku Sąd Okręgowy w Katowicach skazał ojca dziecka Jarosława R. - który miał uderzyć Szymona - na karę 10 lat więzienia. Przypisał mu spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu dziecka, czego nieumyślnym skutkiem był zgon Szymona. Matka chłopca, Beata Ch. dostała karę 5 lat pozbawienia wolności, bo naraziła dziecko na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i nieumyślne spowodowała śmierć syna.

Krótko: ojciec zadawał ciosy, matka na to pozwalała, oboje nie pomogli potem dziecku. Dodatkowo sąd uznał ich winnych wyłudzenia świadczeń socjalnych.

Wyrok zaskarżyła zarówno prokuratura - która przed sądem I instancji żądała dla rodziców po 15 lat więzienia - jak i obrona.

Płakał, nie spał, nie jadł, kulił się

Rozpoznający te odwołania Sąd Apelacyjny w Katowicach w grudniu 2015 roku uchylił wyrok i nakazał powtórzenie procesu. Choć nie dopatrzył się błędów w ustaleniach faktycznych w trakcie pierwszego procesu przed sądem okręgowym, jednak przychylił się do argumentów podnoszonych w apelacji prokuratury.

Zarzucała ona sądowi okręgowemu, że oceniając dowody, doszedł do błędnych wniosków. Inaczej niż sąd okręgowy, sąd odwoławczy uznał, że rodzice nie udzielając Szymonowi pomocy, godzili się na jego śmierć. Musieli zdawać sobie sprawę, że dziecko cierpi - po uderzeniu w brzuch Szymon płakał, nie spał, nie chciał jeść, przyjmował skuloną pozycję - wyliczał sędzia Piotr Mirek.

Odnosząc się do wyjaśnień oskarżonych, którzy wzajemnie obarczali się winą, zaznaczył, że w realiach tej sprawy, gdy śmierć nastąpiła po kilku dniach, kwestią drugorzędną jest, kto zadał dziecku cios skutkujący zgonem.

Kim jest dziecko w stawie

Pod koniec lutego 2010 roku - według śledczych - ojciec uderzył Szymona, bo syn był płaczliwy i nie wykonywał poleceń. Po ciosie stan chłopca sukcesywnie się pogarszał - dziecko doznało pęknięcia jelita cienkiego. Wywiązało się ropne zapalenie otrzewnej.

Przez cztery kolejne dni Szymon płakał, nie chciał jeść i pić, miał biegunkę. Na kilka godzin przez śmiercią ojciec miał ponownie uderzyć syna w brzuch. Z ustaleń biegłych wynika, że gdyby rodzice po wystąpieniu objawów chorobowych poszli z Szymonem do lekarza, zapobiegliby jego śmierci. Taka szansa istniała jeszcze na kilka godzin przed zgonem.

W dniu śmierci Szymona rodzice przewieźli jego zwłoki samochodem do Cieszyna i porzucili w stawie. Do auta zabrali też dwie wspólne córki: 4-letnią i niespełna roczną.

Szymon został kompletnie ubrany, odpowiednio do pory roku. Został włożony do torby i przewieziony w bagażniku, a następnie położony przez matkę na krawędzi stawu.

Policja długo nie mogła ustalić, kim jest znalezione w stawie dziecko.

Szymon jest gdzie indziej

Po porzuceniu zwłok rodzice z córkami wyjechali na kilka dni do innego miasta. Po powrocie ukrywali się we własnym mieszkaniu, informując bliskich, że są gdzie indziej. Później opowiadali, że Szymon przebywa u jednej bądź drugiej rodziny. Oszustwo długo udawało się, bo obie rodziny nie utrzymywały ze sobą kontaktu.

Nikt nie rozpoznał też publikowanego w mediach wizerunku dziecka, znalezionego w cieszyńskim stawie. Żeby uniknąć ujawnienia zbrodni, gdy zaczęły napływać wezwania do szczepienia chłopca, rodzice przenieśli jego dokumentację do innej przychodni, a następnie Beata Ch. przyprowadziła do niej swego wnuka.

Prowadzone po znalezieniu ciała śledztwo zostało umorzone w kwietniu 2012 roku z powodu niewykrycia sprawców.

Sprawa wyszła na jaw, gdy do ośrodka pomocy społecznej w Będzinie zgłosiła się osoba, twierdząc, że od dawna nie widziała dziecka sąsiadów. Rodziców chłopca zatrzymano dopiero w czerwcu 2012 roku. Matka miała wtedy 40 lat, ojciec był rok starszy.

Autor: mag / Źródło: TVN 24 Katowice/ PAP