"Pięć minut przed wybuchem powiedział sąsiadce, że puści wszystko z dymem". Akt oskarżenia

TVN24

Fakty po południuAresztowany pod zarzutem podpalenia kamienicy (wideo archiwalne)

61-latek został oskarżony o spowodowanie katastrofy budowlanej, która zagroziła życiu piętnaściorga mieszkańców. Nikt nie ucierpiał, ale wszyscy stracili dach nad głową i dobytek. - Spaliło się całe moje dzieciństwo - powiedział nam jeden z nich. 61-latek twierdzi, że pożar powstał nieumyślnie. Ale sąsiedzi pamiętają jego groźby, że "wysadzi dom w powietrze".

61-letni Andrzej K. odpowie za spowodowanie wybuchu i pożaru w kamienicy w centrum Bielska-Białej. Jak poinformowała rzeczniczka bielskiej prokuratury okręgowej Agnieszka Michulec, śledczy przesłali akt oskarżenia do sądu rejonowego w Bielsku-Białej.

"Był huk, drzwi wybiło"

Do pożaru doszło w kwietniu 2019 roku w komunalnej kamienicy parterowej z użytkowym poddaszem. Świadkowie mówili, że poprzedziła go detonacja.

- Był huk, nam drzwi wybiło z zawiasów, sąsiadom również - opowiadał nam jeden z mieszkańców, Tomasz Grabowski.

Akcja gaśnicza była trudna, bo ogień szybko zajął drewniany strych, rozprzestrzeniając się po całym budynku.

Lokatorzy od razu podejrzewali swojego sąsiada, Andrzeja K. Jak mówili, wielokrotnie się odgrażał, że "wysadzi dom w powietrze". Krótko przed detonacją widzieli go z butlą gazową.

Grabowski: pięć minut przed całą ta sytuacją powiedział sąsiadce, że puści wszystko z dymem.

Było po godzinie 17. Lokatorzy byli w swoich mieszkaniach, ale wszystkim piętnastu udało się uciec. Nikomu nic się nie stało. Jednak stracili dach nad głową i dobytek.

- Wszystko co mieliśmy, spaliło się. Całe moje dzieciństwo - mówił nam Grabowski.

"Pożar powstał nieumyślnie"

Budynek nie nadawał się do zamieszkania. Poszkodowani pierwszą noc spędzili u rodzin, później miasto zaoferowało im inne mieszkania. Wszyscy poszkodowani skorzystali z tej możliwości i przyjęli zaproponowane lokale. Otrzymali też pomoc finansową od samorządu.

Andrzej K. trafił w ręce policji następnego dnia. Jak się okazało, policja znała go z wszczynania awantur międzysąsiedzkich. Miał w organizmie dwa promile alkoholu. Po wytrzeźwieniu usłyszał zarzut spowodowania katastrofy budowlanej, zagrażającej życiu wielu osób. Nie przyznaje się do winy. Twierdzi, że pożar powstał nieumyślnie. Grozi mu kara od roku do 10 lat więzienia.

Autor: mag / Źródło: TVN 24 Katowice/ PAP