Zostawił kanister obok ognia, spłonęła kamienica. Chciał dla siebie czterech lat więzienia

TVN24

Fakty po południuPożar kamienicy w Bielsku-Białej (wideo archiwalne)

- Byłem nawalony. Nie wiedziałem co robię. Cały czas tego żałuję. Nawet spać nie mogę. Dzięki Bogu, sąsiadom nic się nie stało - mówił we wtorek w sądzie 61-latek, oskarżony o spowodowanie wybuchu i pożaru kamienicy. Kilkanaście osób straciło przez to dobytek. Niektórzy twierdzą, że oskarżony odgrażał się, że "wysadzi dom w powietrze". A w przeszłości był już skazany za podpalenie.

We wtorek w sądzie rejonowym w Bielsku Białej ruszył proces 61-letniego Andrzeja K., który odpowiada za spowodowanie wybuchu i pożaru w kamienicy w centrum tego miasta.

W zdarzeniu nikt nie ucierpiał, ale kilkanaście osób straciło dobytek.

Już raz skazany za podpalenie

Oskarżony trafił na salę rozpraw w kajdankach wprost z aresztu. Grozi mu surowa kara - nawet 10 lat więzienia.

Prokurator Mateusz Wolny odczytał w sądzie akt oskarżenia. Zdaniem śledczych, Andrzej K. sprowadził zdarzenie, które zagrażało zdrowiu i życiu mieszkańców kamienicy. Według ich ustaleń, mężczyzna wywołał eksplozję materiałów łatwopalnych, a dokładnie - pozostawił kanister obok piecyka z otwartym paleniskiem. Po wybuchu powstał pożar, który objął kamienicę.

Andrzej K. wystąpił z wnioskiem o dobrowolne poddanie się karze. Zaproponował dla siebie cztery lata więzienia.

Ale prokuratora i poszkodowani sprzeciwili się temu. Mateusz Wolny argumentował, że K. w 2001 r. był już skazany na cztery lata za podpalenie. - Nawet jego linia obrony była wówczas identyczna. Tłumaczył się niepamięcią i byciem pod wpływem alkoholu - dodał śledczy.

W prokuraturze K. mówił, że niczego nie pamięta. We wtorek przyznał się jednak do winy. - Przyznaję się. Żałuję tego. (…) Byłem nawalony. Nie wiedziałem co robię. Cały czas tego żałuję. Nawet spać nie mogę. Dzięki Bogu, sąsiadom nic się nie stało - mówił przed sądem.

Sędzia Edyta Mazur nie uwzględniła jego wniosku.

15 osób straciło dach nad głową

Pożar w komunalnej kamienicy parterowej z użytkowym poddaszem wybuchł w kwietniu tego roku. Świadkowie mówili, że poprzedziła go detonacja. Zdaniem mieszkańców, Andrzej K. wielokrotnie odgrażał się, że "wysadzi dom w powietrze".

W pożarze nikt nie został poszkodowany. Bez dachu nad głową zostało jednak 15 osób, w tym rodziny z dziećmi. Stracili cały dobytek. Pierwszą noc spędzili u rodzin, a później miasto zaoferowało im inne mieszkania. Otrzymali też pomoc finansową od samorządu.

Budynek po wybuchu i pożarze nie nadawał się do użytku. Został już wyburzony.

Oskarżony został zatrzymany następnego dnia po pożarze. Był pijany, miał w organizmie niemal dwa promile alkoholu.

Autor: mag/ks / Źródło: TVN 24 Katowice