"Nie tego byli uczeni". Trzej młodzi politycy otworzyli nowy etap sądowych zmian według PiS

TVN24

Sebastian Kaleta, Jan Kanthak i Jacek ozdoba reprezentują nowe pokolenie sądowej rewolucji PiStvn24
wideo 2/36

Jan Kanthak, Sebastian Kaleta i Jacek Ozdoba - to oni firmują sądową ustawę represyjną i przekonują, że jej przepisy są podobne do francuskich czy niemieckich. Przekonują z całą mocą, choć na przykładach wyrwanych z kontekstu. Ani we Francji, ani w Niemczech, ani nigdzie w Europie nie ma takiego prawa, jakie w Polsce planuje wprowadzić Prawo i Sprawiedliwość. Materiał magazynu "Czarno na białym".

Opozycyjni politycy określają Jana Kanthaka (rocznik 1991), Sebastiana Kaletę (rocznik 1989) i Jacka Ozdobę (rocznik 1991) ze Zjednoczonej Prawicy mianem "młodych wilczków" czy "pistoletów". Inaczej oceniani są w swoim obozie politycznym. - Są burzą albo słońcem przyszłości - przekonuje Tadeusz Cymański z Solidarnej Polski.

To oni późnym wieczorem 12 grudnia ubiegłego roku ogłosili, że złożyli projekt ustawy zaostrzającej przepisy dyscyplinujące sędziów. – Jest to odpowiedź na działania, które podejmuje część środowiska sędziowskiego – motywował Jan Kanthak.

CZYTAJ RAPORT NA TEMAT PRAC NAD USTAWĄ REPRESYJNĄ >

"Nie tego byli uczeni"

Przed świętami Bożego Narodzenia I prezes Sądu Najwyższego profesor Małgorzata Gersdorf stwierdziła, że słysząc ich zapowiedź, było jej przykro. - Chyba dwóch jest absolwentami mojego wydziału. Naprawdę, nie tego byli uczeni, żeby takie rzeczy opowiadać – dodała.

- Nie byłem jakoś szczególnie zaskoczony. Ci trzej młodzi posłowie to są dwudziestoparolatkowie i jeden trzydziestolatek – zwraca uwagę dziennikarz "Polityki Insight" Wojciech Szacki.

- Na pewno nie mają oni za sobą tej przeszłości, którą ma Stanisław Piotrowicz i dlatego jest to duży plus dla prawicy – komentuje dziennikarka "Wprost" Joanna Miziołek.

Kontrowersyjnej ustawy nikt nie chciał firmować?

Cztery lata temu Stanisław Piotrowicz zapoczątkował rewolucję w wymiarze sprawiedliwości – zaczęło się od Trybunału Konstytucyjnego. Później swoją twarzą firmował zmiany w sądownictwie - Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym oraz w sądach powszechnych. Dziś Stanisława Piotrowicza w Sejmie nie ma. Zasiadł w Trybunale Konstytucyjnym. Dlatego kolejne zmiany w sądownictwie muszą firmować inni.

- Tutaj nie chodzi tylko o to, że Stanisław Piotrowicz był twarzą, prokuratorem w czasach PRL. Chodzi też o to, że to powinni być politycy, którzy są doświadczeni – uważa Joanna Miziołek.

Specjalista od marketingu politycznego doktor Mirosław Oczkoś podejrzewa, że kontrowersyjnej ustawy nikt nie chciał firmować albo oni - trzech młodych polityków - bardzo chcieli.

Wojciech Szacki zwraca uwagę, że Jan Kanthak, Sebastian Kaleta i Jacek Ozdoba debiutują w Sejmie i są związani z Ministerstwem Sprawiedliwości kierowanym przez Zbigniewa Ziobrę. – Dla mnie oni są trochę nieodróżnialni. Mam nawet wrażenie, że oni się ubierają u tych samych krawców, bo oni dość podobnie wyglądają, prezentują podobny styl. Również styl myślenia – dodaje.

Sebastian Kaleta, Jan Kanthak i Jacek ozdoba reprezentują nowe pokolenie sądowej rewolucji PiS
tvn24

"W zakresie podejmowania pracy naukowej mało kompetentny"

Jan Kanthak ma 28 lat. Jest magistrem prawa na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, był rzecznikiem prasowym i szefem gabinetu politycznego w Ministerstwie Sprawiedliwości. Związany jest z Solidarną Polską.

Jan Kanthak mógł liczyć na poparcie Zbigniewa Ziobry
tvn24

- On chciał być asystentem na Wydziale Prawa Uniwersytetu Gdańskiego i na to się te władze nie zgodziły. Zarzucał im, że to było dlatego, że jest zaangażowany politycznie i że pracuje dla Zbigniewa Ziobry – przypomina Joanna Miziołek.

Profesor Jerzy Zajadło z Uniwersytetu Gdańskiego uważa, że Jan Kanthak "jest w zakresie podejmowania pracy naukowej mało kompetentny". – Nic nam nie udowodnił w zakresie swojego dorobku – dodaje.

Zajadło, który doskonale pamięta, dlaczego Kanthak nie został wówczas przyjęty, uważa wręcz, że "jedyną rzeczą, która za nim przemawiała, było to, że pełni wysokie stanowisko w Ministerstwie Sprawiedliwości". – Myśmy się kierowali w tej uchwale, nie przyjmując go do pracy, czystym pragmatyzmem – przekonuje.

Ale Jan Kanthak odebrał to jako dyskryminację ze względów politycznych. - Rada Wydziału odrzuciła moją kandydaturę tylko dlatego, że zostałem zatrudniony w ministerstwie - grzmiał w sierpniu 2019 roku w programie "Tak jest" w TVN24.

- Po co jest nam człowiek potrzebny, który jest od rana do wieczora zajęty w Warszawie? Nie będzie się rozwijał naukowo, bo nie będzie miał na to czasu – tłumaczy profesor Jerzy Zajadło.

Kanthak mówił, że "uniwersytet jest instytucją publiczną i nie ma prawa dyskryminować na przykład ze względu na miejsce zatrudnienia". – Ja nie znam osobiście pana Kanthaka, ale daleki byłbym od takich ocen, że Rada Wydziału zdyskwalifikowała go z powodów politycznych – podkreśla Zajadło.

"Marzył o tym, żeby spotykać się w studiach telewizyjnych i mierzyć się na polityczne argumenty"

Dziennikarz Wojciech Szacki uważa, że Jan Kanthak jest "bliżej związany z Radiem Maryja i Zbigniewem Ziobrą".

Jak bardzo ceni ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego, udowodnił w listopadzie ubiegłego roku w rozmowie z "Czarno na białym". Zapytany o największy autorytet w polityce, wskazał Lecha Kaczyńskiego, ale na pytanie o żyjących polityków bez zawahania wybrał Zbigniewa Ziobrę. – Widzę, jak pracuje na co dzień i bardzo to cenię – tłumaczył.

Zbigniew Ziobro musi też cenić Jana Kanthaka, co było doskonale widać podczas kampanii wyborczej. Młody polityk na wyborczych plakatach prezentował się z ministrem sprawiedliwości. Podczas spotkań z mieszkańcami był osobiście reklamowany przez Ziobrę jako jego "bliski współpracownik".

Startujący z ostatniego, 30. miejsca, także dzięki wsparciu ministra sprawiedliwości dostał się do Sejmu. – To jest trochę zaskakująca i dosyć błyskotliwa kariera. Zresztą sam Jan Kanthak mówi o tym, że on zawsze marzył o tym, żeby spotykać się w studiach telewizyjnych i mierzyć się na polityczne argumenty – zauważa Joanna Miziołek.

"Wyjątkowo utalentowany. Depcze nam wszystkim po piętach"

Sebastian Kaleta ma 30 lat, jest magistrem prawa na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Był rzecznikiem prasowym Ministerstwa Sprawiedliwości i przewodniczącym komisji weryfikacyjnej do spraw reprywatyzacji, a obecnie jest wiceministrem sprawiedliwości. Jest politykiem PiS.

To on bronił kontrowersyjnego projektu ustawy represyjnej na posiedzeniu senackiej komisji w grudniu 2019 roku.

Sebastian Kaleta popularność zyskał pracą w ramach komisji weryfikacyjnej
tvn24

Jeszcze na Uniwersytecie Warszawskim jako prezes organizacji Młodzi dla Polski zaprosił na spotkanie Jarosława Kaczyńskiego. W listopadzie 2019 roku w rozmowie z "Czarno na białym" przyznał, że prezes PiS jest dla niego autorytetem.

Wojciech Szacki uważa, że to Sebastian Kaleta zrobił najbardziej spektakularną karierę. – On z dziewiątego miejsca (na liście wyborczej - red.) przeskoczył kilku posłów PiS i zajął trzecie miejsce, a o mały włos nie wyprzedził wiceprezesa PiS Mariusza Kamińskiego – podkreśla.

Zanim Kaleta dostał się do Sejmu, znany był przede wszystkim z pracy w komisji weryfikacyjnej. – Patryk Jaki (ówczesny szef komisji i wiceminister sprawiedliwości - red.) bardzo mocno na niego postawił. Odkąd Patryk Jaki jest w Brukseli (został europosłem w wyniku ubiegłorocznych wyborów - red.), to Sebastian Kaleta jest jego "zastępcą", który wygłasza wszystkie jego tezy – uważa Joanna Miziołek.

Patryk Jaki, reklamując Sebastiana Kaletę podczas kampanii wyborczej, wskazywał, że jest to polityk "wyjątkowo utalentowany". – Depcze nam wszystkim po piętach – przekonywał. Na konferencjach prasowych bardzo często byli nierozłączni.

"Postrzegany jako zdrajca"

Jacek Ozdoba ma 28 lat, jest magistrem prawa Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Był doradcą w kancelarii premiera i rzecznikiem prasowym Patryka Jakiego. Podczas wyborów samorządowych był rzecznikiem prasowym sztabu Patryka Jakiego. Związany jest z Solidarną Polską.

W listopadzie w programie "Czarno na białym" mówił, że nie będzie "nigdy podważał zdania Jarosława Kaczyńskiego czy Zbigniewa Ziobry".

Jacek Ozdoba związany jest z Solidarną Polską
tvn24

To publiczna deklaracja politycznej lojalności, ale Jackowi Ozdobie zdarzało się być nielojalnym. Kiedy w lipcu 2019 roku opuścił partię Jarosława Gowina - Porozumienie, wsparł środowisko ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. - U Gowina jest postrzegany jako zdrajca – uważa dziennikarka Joanna Miziołek.

Był aktywnym rzecznikiem kampanii Patryka Jakiego w walce o fotel prezydenta Warszawy. Marzeniem Ozdoby, którego nie ukrywa, jest zajęcie kiedyś miejsca Ziobry. Na razie musi zadowolić się skromniejszym awansem – według doniesień medialnych ma zostać wiceministrem klimatu.

- Jego kariera jest dosyć specyficzna, bo w przeciwieństwie do chłopaków, którzy idą za ciosem, jemu się nie udawało dostać do Sejmu. Kiedy nie był na pierwszej linii frontu, to był doradcą Beaty Szydło, Mateusza Morawieckiego, więc tak naprawdę on sobie te ścieżki wychodził – ocenia Joanna Miziołek.

Cała trójka podpisała jeszcze przed wyborami parlamentarnymi tak zwaną deklarację "nowego pokolenia w polityce" autorstwa Patryka Jakiego. Zobowiązali się w niej, że będą między innymi przeciwko "ideologii LGBT" i przyjmowaniu nielegalnych migrantów.

Obiecali też, że nigdy nie zagłosują za podwyższeniem podatków, ale już na pierwszym posiedzeniu Sejmu podnieśli rękę za 10-procentową podwyżką akcyzy na wyroby tytoniowe i alkoholowe.

Młodzi politycy zjednoczonej prawicy podpisali się pod deklaracją "nowego pokolenia w polityce"
tvn24
Sebastian Kaleta, Jan Kanthak i Jacek ozdoba zagłosowali za podniesieniem akcyzy
tvn24

Autor: asty//rzw / Źródło: tvn24