"Wyprą lokalną kulturę". Boją się napływu imigrantów, wyszli na ulice

TVN24


Jedna osoba zginęła, a kilkadziesiąt zostało zatrzymanych w czwartek w stanie Asam w wyniku zamieszek, które przerodziły się w demonstracje przeciw ustawie, przyznającej obywatelstwo niemuzułmanom. W związku z zamieszkami na północny wschód Indii przerzucono kilka tysięcy żołnierzy i wprowadzono godzinę policyjną.

Agencja prasowa Press Trust of India podała, że protestujący przewracali słupy telefoniczne, spalili kilka autobusów i innych pojazdów, a także zaatakowali domy urzędników rządzącej hinduskiej partii nacjonalistycznej oraz regionalnej partii AGP. Policja użyła pałek i gazu łzawiącego do rozpędzenia demonstrantów w 10 z 33 dystryktów stanowych.

Armia udzieliła wsparcia policji w Guwahati, Dibrugarhu i innych miast ogarniętych zamieszkami - przekazał szef policji stanowej Bhaskar Mahanta.

Protesty przeciw ustawie o obywatelstwie

Protestujący sprzeciwiają się nowym przepisom z obawy, że imigranci przeprowadzą się do Asamu jako regionu blisko granicy z Bangladeszem, wyprą lokalną kulturę i osłabią wpływy polityczne rdzennej ludności.

Rząd premiera Narendry Modiego deklaruje, że poprawka do ustawy o obywatelstwie przyjęta w środę przez parlament ma chronić mniejszości z Bangladeszu, Pakistanu i Afganistanu.

Ustawa przyznaje obywatelstwo indyjskie buddystom, chrześcijanom, hinduistom, wyznawcą dżinizmu, Parsom i sikhom, którzy uciekli z tych krajów przed 2015 rokiem.

Napięcia w Asamie

W Asamie od dziesięcioleci wzmaga się wrogość wobec nielegalnych migrantów.

Napięcie spotęgował fakt, że 31 sierpnia blisko dwa miliony mieszkańców Asamu zostało skreślonych z oficjalnego rejestru obywateli Indii, co oznacza, że grozi im status bezpaństwowców bądź deportacja.

Zgodnie z prawem obywatelami Indii są ci mieszkańcy Asamu, którzy mieszkali w nim przed 24 marca 1971 roku, kiedy sąsiedni Bangladesz odłączył się od Pakistanu, bądź ich potomkowie.

Autor: asty//rzw / Źródło: PAP